Gala ledwo się zaczęła, a ona zdążyła zmienić kreację. Wszystkie oczy skierowały się na nią
Tegoroczna Gala Mistrzów Sportu po raz kolejny zgromadziła największe nazwiska polskiego sportu. Wśród wyróżnionych gości pojawiła się ceniona stylistka i projektantka.
- Gala Mistrzów Sportu – historia i tegoroczna edycja,
- Kariera Violi Piekut,
- Stylizacje.
Trwa Gala Mistrzów Sportu
Gala Mistrzów Sportu to jeden z tych wieczorów, kiedy dresy i koszulki techniczne lądują w szafie, a do głosu dochodzą garnitury i wieczorowe suknie. Raz w roku nasi najlepsi zawodnicy spotykają się w jednym miejscu, by na chwilę zapomnieć o morderczych treningach i odebrać zasłużone oklaski. To nie jest zwykła impreza – to najstarszy i najbardziej prestiżowy ranking w polskim sporcie, który od dekad rozpala emocje kibiców. Wszystko zaczęło się w 1926 roku. Od tamtej pory plebiscyt „Przeglądu Sportowego” stał się tradycją, która łączy pokolenia. Na liście zwycięzców znajdziemy nazwiska legendarne, jak Irena Szewińska, ale też współczesnych gigantów, którzy dominują na światowych arenach. Wygrana w tym głosowaniu ma dla sportowców szczególny smak, bo decydują o niej sami kibice. To rodzaj ostatecznego potwierdzenia, że ich wysiłek i litry wylanego potu zostały zauważone przez ludzi przed telewizorami.
Sama gala to wydarzenie z ogromną pompą. Na scenie pojawiają się mistrzowie olimpijscy i medaliści mistrzostw świata, a oprawa godna jest największych światowych widowisk. Choć ranking budzi czasem kontrowersje – bo jak porównać sukcesy skoczka narciarskiego z osiągnięciami tenisistki czy piłkarza – to w ten jeden wieczór liczy się przede wszystkim poczucie wspólnoty i dumy z biało-czerwonych barw. Dla wielu zawodników samo znalezienie się w czołowej dziesiątce to szczyt marzeń i dowód na to, że zapisali się w historii. Gala to moment, w którym polski sport pokazuje swoją najlepszą twarz – tę pełną klasy, elegancji i sukcesów, na które pracowało się latami. To po prostu święto ludzi, którzy nie boją się wygrywać, a ich wyniki stają się częścią naszej narodowej tożsamości.

Viola Piekut - kariera
Viola Piekut to postać, która w polskim świecie mody dokonała rzeczy niemal niemożliwej. Bez dyplomów prestiżowych uczelni w Paryżu stworzyła markę, która stała się obowiązkowym punktem programu dla każdej celebrytki marzącej o czerwonym dywanie. Jej sukces nie opiera się na wymyślaniu koła na nowo, ale na bardzo prostym mechanizmie: dawaniu kobietom tego, w czym czują się ładne i bogate. Jeśli wejdziecie na dowolny portal plotkarski po większej gali, możecie grać w bingo – kreacje z jej metką są wszędzie. Ubiera wszystkich, od Grażyny Torbickiej po Małgorzatę Rozenek-Majdan. Piekut doskonale zrozumiała, że „warszawka” nie potrzebuje awangardy, której nikt nie rozumie. Potrzebuje bezpiecznej elegancji, dopasowanego gorsetu i efektu „wow”, który dobrze wyjdzie na zdjęciach. To właśnie ta przewidywalność stała się jej największym atutem, a nie wadą.
Oczywiście, w sieci regularnie wraca temat jej rzekomych inspiracji projektami światowych gigantów, jak Elie Saab czy Zuhair Murad. Internauci wytykają jej, że suknie są zbyt podobne do tych z Cannes czy Oscarów. Ale wiecie co? Jej klientek to zupełnie nie obchodzi. One nie szukają sztuki nowoczesnej, tylko sprawdzonego patentu na luksus. Piekut sprzedaje marzenie o byciu gwiazdą Hollywood w wersji lokalnej i robi to niezwykle skutecznie. Jej fenomen pokazuje, że w biznesie modowym relacje są ważniejsze od innowacji. Piekut nie walczy o uznanie surowych krytyków, bo jej „armią” są zadowolone panny młode i prezenterki telewizyjne. Zamiast silić się na wielką sztukę, zbudowała sprawną machinę marketingową, która karmi się blaskiem fleszy. Można narzekać na brak oryginalności, ale liczby i lista płac polskich salonów mówią same za siebie – to ona trzyma w ręku nożyce, którymi wycina definicję współczesnego polskiego glamouru.
Viola Piekut w dwóch kreacjach
Gala Mistrzów Sportu to nie tylko medale i statuetki, ale też jeden z tych wieczorów, kiedy polski czerwony dywan faktycznie stara się gonić światowe standardy. W tym roku wzrok przyciągała zwłaszcza Viola Piekut, która zamiast skromnie ukryć się za swoimi projektami noszonymi przez inne gwiazdy, sama postanowiła zagrać główną rolę. I to dwukrotnie, bo w ciągu jednej nocy pokazała dwie skrajnie różne stylizacje. Zaczęła od bieli, która w świetle fleszy zawsze ryzykuje bycie zbyt ślubną. Piekut jednak uciekła od tego skojarzenia, idąc w stronę futuryzmu i nowoczesności. Postawiła na szerokie spodnie z materiału o efekcie „wet look”, który wyglądał, jakby był stale wilgotny i odbijał każde światło na sali. Do tego dołożyła skomplikowaną górę: warstwową marynarkę o kroju oversize z mocno zaznaczonymi ramionami. Całość uzupełniała tiulowa bluzka z dość surowym wykończeniem pod szyją. Było odważnie, trochę sztywno, ale na pewno bardzo nowocześnie.
Później przyszedł czas na zmianę klimatu. Projektantka wskoczyła w posągową czerń, która zawsze jest bezpiecznym wyborem, ale pod warunkiem, że ma „to coś”. Tutaj tym czymś była konstrukcja. Suknia miała gorsetową górę z prześwitami, która mimo swojej lekkości, trzymała fason i podkreślała talię. Najciekawszym elementem był jednak dekolt – materiał ułożono tak, by przypominał nonszalancko zarzucony szal. Dół z trenem dopełniał całości, nadając sylwetce wieczorowego rozmachu. Viola Piekut pokazała tym samym, że doskonale rozumie zasady gry na takich imprezach. Jedna suknia to dziś za mało, by zostać zapamiętanym. Balansując między chłodną bielą a klasyczną czernią, udowodniła, że potrafi być swoją najlepszą wizytówką. Bez zbędnego przepychu, ale z dużą dawką świadomego stylu, który na tle sportowych garniturów zawsze będzie się wyróżniał.

