Skandal przed premierą „Tańca z Gwiazdami”. Wyciekły szczegóły złamania zasad
Gorąca atmosfera przed startem 18. edycji „Tańca z Gwiazdami”! Choć tancerze nie zdążyli jeszcze wyjść na parkiet, w kuluarach już huczy od plotek. Takiego skandalu z udziałem uczestników nie widzieliśmy od lat
Zbliża się nowa edycja "Tańca z Gwiazdami"
Słuchajcie, kalendarze w dłoni, bo 1 marca 2026 roku Polsat znowu odpala wrotki. A konkretnie – parkiet. Przed nami 18. edycja „Tańca z gwiazdami” pod obecnym szyldem, co w sumie daje nam już 31. odsłonę tego formatu w Polsce. To fascynujące, że mimo tylu lat, wciąż chcemy patrzeć, jak znani ludzie pocą się nad rumbą czy czaczą.
Tym razem ekipa castingowa wykonała ciekawy ruch, bo zestawienie nazwisk wygląda jak miks pokoleń i światów, które rzadko się przecinają. Z jednej strony mamy aktorską klasę wyższą, jak Magdę Boczarską czy Małgorzatę Potocką – obie z ogromnym dorobkiem i charyzmą, którą pewnie „ustawią” sobie jurorów. Z drugiej strony Polsat mruga okiem do młodszych widzów, wpuszczając na parkiet Natsu i Jaspera. To jasny sygnał: TikTok ma teraz przejąć piloty od telewizorów. Ciekawie będzie też zobaczyć, jak z grawitacją poradzi sobie Sebastian Fabijański. Gość jest nieprzewidywalny, więc albo dostaniemy wielkie show, albo najbardziej specyficzne tango w historii programu. Obok niego stanie m.in. Kamil Nożyński, Piotr Kędzierski i Mateusz Pawłowski, którego wielu z nas wciąż pamięta jako małego chłopca z „Rodzinki.pl”. Czas leci nieubłaganie.
Stawkę uzupełniają Izabella Miko, Emilia Komarnicka, Paulina Gałązka oraz Gamou Fall. To skład, który obiecuje coś więcej niż tylko dreptanie do rytmu radiowych hitów. Czy to będzie przełomowa edycja? Pewnie nie, ale „TzG” to taka telewizyjna „comfort food” – wiemy, czego się spodziewać, a i tak zasiądziemy przed ekranami z herbatą w ręku. Walka o Kryształową Kulę znów podzieli Polskę na zwolenników techniki i tych, którzy głosują „sercem”.

Prywatne spotkanie uczestników "TzG"
Zamiast sztywnych komunikatów o „płonących parkietach”, mamy konkret: ekipa nowej edycji „Tańca z gwiazdami” postanowiła sprawdzić swoją formę przy barze, a nie pod okiem surowych jurorów. Zanim na dobre zaczną walczyć o Kryształową Kulę, spotkali się w miniony weekend w Warszawie, żeby zwyczajnie pogadać bez kamer nad głowami.
Całe zamieszanie zorganizował Piotr Kędzierski. Trzeba przyznać, że logistycznie rozegrał to po mistrzowsku – zaprosił wszystkich do własnej restauracji przy Alejach Ujazdowskich. To idealny ruch: nikt nie wyprosi gości po zamknięciu, a i o prywatność łatwiej, gdy gospodarzem jest kolega z obsady. Mimo że pogoda w stolicy nie rozpieszczała i deszcz psuł fryzury, celebryci karnie stawili się na miejscu po 21:00. Na liście obecności znaleźli się m.in. Małgorzata Potocka, Kamil Nożyński oraz Mateusz Pawłowski, który dla wielu widzów wciąż jest tym dzieciakiem z „Rodzinki.pl”, choć właśnie udowadnia, że na salonach czuje się już jak ryba w wodzie. Najwięcej szeptów wywołała jednak Magdalena Boczarska. Podczas gdy większość gwiazd zwykle celuje w wieczorową elegancję, ona postawiła na pełen luz i sportowy zestaw. Wyglądała tak, jakby wpadła do lokalu prosto z sali treningowej, co tylko potwierdza plotki, że traktuje program bardzo poważnie. W kuluarach mówi się, że Boczarska nie odpuszcza żadnej godziny ćwiczeń, a jej kondycja może być czarnym koniem tej edycji.
Taka integracja to stary sprawdzony sposób na zbudowanie chemii w grupie, która przez najbliższe tygodnie będzie spędzać ze sobą więcej czasu niż z własnymi rodzinami. Jeśli na parkiecie będą tak zgrani, jak przy stolikach u „Kędziorka”, czeka nas całkiem niezły sezon.
Złamano zasady przed programem - o co chodzi?
Słuchajcie, warszawska noc ma to do siebie, że wyciąga z ludzi albo to, co najlepsze, albo... najbardziej roztargnione. Ostatnio pod jednym z modnych lokali rozegrał się festiwal małych drogowych grzeszków i życiowego zmęczenia, który idealnie pokazuje, że show-biznes to nie tylko blichtr, ale też zwykłe gapiostwo.
Zaczęło się od Mateusza Pawłowskiego. Młody aktor najwyraźniej tak bardzo spieszył się do domu (albo w kolejne miejsce), że zignorował czerwone światło. Klasyka gatunku: niby pusto, niby noc, ale oko kamery zawsze czuwa. To taki typowy błąd kogoś, kto myśli, że przepisy działają tylko do dwudziestej drugiej. Prawdziwy popis dał jednak Stefano Terrazzino. Tancerz znany z elegancji na parkiecie, tym razem wykazał się fantazją godną mistrza parkowania alternatywnego. Podobno zostawił samochód na przystanku autobusowym. Może uznał, że jego auto ma w sobie coś z komunikacji miejskiej, a może po prostu liczył na to, że o tej porze nikt nie będzie czekał na nocny. Tak czy inaczej, mandat wisiał w powietrzu. Na deser została nam Małgorzata Potocka, towarzysząca Mieszkowi Masłowskiemu. Aktorka wyglądała na taką, która po prostu chce, żeby świat na chwilę stanął w miejscu. Zamiast szukać luksusów, usiadła na betonowym murku, kompletnie ignorując fakt, że nocny chłód potrafi wejść w kości. To był ten moment, w którym elegancja przegrywa z czystym, ludzkim wyczerpaniem.
Wnioski? Gwiazdy na zdjęciach z czerwonego dywanu i te złapane pod klubem to dwie różne bajki. Jedni łamią zasady ruchu, inni po prostu marzą o poduszce. I szczerze? Ten widok zmęczonej artystki na betonie jest mi chyba najbliższy – każdemu z nas zdarzyło się kiedyś marzyć o odpoczynku „tu i teraz”, bez względu na okoliczności.
