Świat muzyki w żałobie. Nie żyje legenda
Świat muzyki pogrążył się w żałobie. Nadeszła wiadomość, której nikt się nie spodziewał – odszedł artysta, który przez dekady kształtował brzmienie całej epoki i inspirował kolejne pokolenia. Dla fanów to symboliczny koniec pewnego rozdziału w historii światowej sceny muzycznej.
- Śmierć gwiazd w lutym 2026 roku
- Był legendą muzyki
- Zmarł znany muzyk
Śmierć gwiazd w lutym 2026 roku
Luty 2026 roku zapisze się w historii kultury jako czas wyjątkowo trudny dla miłośników sztuki i rozrywki. W ciągu zaledwie kilku tygodni świat pożegnał wiele ikon, których twórczość i obecność na ekranie, scenie czy w radiu pozostawiły trwały ślad w świadomości publicznej.
8 lutego media obiegła wiadomość o śmierci Edwarda Linde‑Lubaszenki, wybitnego aktora i producenta filmowego. Jego obecność w polskim kinie, telewizji i teatrze była niemal niezastąpiona – role, które kreował, odznaczały się głębią, a charakterystyczna charyzma sprawiała, że widzowie czuli osobistą więź z jego postaciami. Kilka dni później, 12 lutego, pożegnaliśmy Bożenę Dykiel, aktorkę, której ekranowa obecność – od kultowych ról filmowych po spektakle teatralne – towarzyszyła kilku pokoleniom widzów. Jej głos, sposób bycia i niepowtarzalny urok sprawiały, że stała się jednym z symboli polskiej kultury rozrywkowej.
Nie oszczędziło też świata międzynarodowego. Śmierć Jamesa Van Der Beeka, znanego przede wszystkim z kultowego serialu Jezioro Marzeń, była ciosem dla fanów, którzy pamiętają go z pierwszych ekranowych dramatów młodzieżowych. Robert Duvall, legenda Hollywoodu, odszedł, kończąc karierę pełną ról, które przeszły do kanonu światowego kina, od „Ojca Chrzestnego” po „Dzień apokalipsy”. Równie smutne wieści dotarły z kręgu młodszych pokoleń – zmarł Eric Dane, aktor znany z seriali Chirurdzy i Euphoria, który od lat zmagał się z poważną chorobą.
Świat muzyki również doświadczył bolesnej straty. Erwin Jarzębski, artysta, którego głos i twórczość kształtowały pokolenia, odszedł nagle, pozostawiając po sobie jedynie nagrania i wspomnienia wiernych fanów. Jego twórczość była częścią kulturowego pejzażu, a wspomnienie o nim pozostanie w pamięci melomanów na zawsze.
Ten wyjątkowo trudny miesiąc pokazuje, jak kruche jest życie ikon kultury, a ich twórczość – niezależnie od medium – pozostaje dziedzictwem, które przetrwa kolejne pokolenia.

Był legendą muzyki
Willie Colón (ur. 28 kwietnia 1950 r. w Nowym Jorku) to amerykański puzonista, kompozytor, producent muzyczny i działacz społeczny pochodzenia portorykańskiego. Uznawany jest za jedną z kluczowych postaci rozwoju salsy nowojorskiej w latach 60. i 70. XX wieku oraz współtwórcę jej brzmienia w ramach środowiska skupionego wokół wytwórni Fania Records.
Karierę rozpoczął bardzo wcześnie – jako nastolatek podpisał kontrakt z Fania Records. Ogromną popularność przyniosła mu współpraca z wokalistą Héctor Lavoe. Ich wspólne albumy, m.in. El Malo (1967), stały się kamieniami milowymi salsy, łącząc surowe brzmienie miejskiego barrio z jazzową sekcją dętą i wyraźną narracją społeczną. Colón odpowiadał za charakterystyczne, ciężkie aranżacje puzonowe, które stały się znakiem rozpoznawczym jego stylu.
Po zakończeniu współpracy z Lavoe rozwijał projekty z innymi artystami, m.in. z Rubén Blades. Album Siembra (1978) uchodzi za jeden z najważniejszych w historii gatunku – łączył muzykę taneczną z zaangażowanymi społecznie tekstami, m.in. w utworze „Pedro Navaja”, który stał się ikoną latynoskiej popkultury.
Poza działalnością artystyczną Colón angażował się w sprawy społeczne i polityczne. Pełnił funkcje doradcze w administracji Nowego Jorku, współpracował z organizacjami latynoskimi i wypowiadał się na temat sytuacji społeczności portorykańskiej w USA. W kolejnych dekadach pozostawał aktywny jako producent i komentator życia publicznego.
Willie Colón jest postacią symboliczną dla latynoskiej tożsamości w Stanach Zjednoczonych – artystą, który połączył muzykę taneczną z opowieścią o doświadczeniu migracji, nierówności i dumie kulturowej.
Zmarł znany muzyk
Amerykański muzyk, ikona salsy, puzonista, wokalista, kompozytor i producent Willie Colón zmarł 21 lutego 2026 roku w wieku 75 lat, co potwierdziła jego rodzina w oświadczeniu udostępnionym w mediach społecznościowych. Według tego komunikatu artysta „odszedł spokojnie rano, otoczony swoją rodziną”. Przyczyna śmierci nie została publicznie ujawniona.
Colón był jedną z najważniejszych postaci w historii muzyki latynoskiej — od wczesnych lat 60. związany z nowojorską sceną salsy i kultową wytwórnią Fania Records, a jego wkład w rozwój gatunku uczynił go legendą muzyki latynoskiej na całym świecie.
Rodzinne oświadczenie podkreśla, że chociaż opłakują jego stratę, to jednocześnie cieszą się z daru muzyki i wspomnień, które pozostawił po sobie na zawsze. Wielu artystów oraz fanów z całego świata wyraziło już swoje kondolencje i hołd, przypominając wpływ Colóna na pokolenia muzyków i miłośników salsy.
Willie Colón był nie tylko artystą – jego twórczość, sięgająca ponad pół wieku, sprzedała miliony albumów i ukształtowała charakter całej ery muzyki latynoskiej. Dla świata muzyki ten dzień był dniem żałoby, bo odeszła postać, która znacząco przyczyniła się do globalnej popularności salsy.