"Dziękujemy Ci Bożenko" Telewizja TVN opublikowała przejmujący wpis ws Bożeny Dykiel
Dziś świat mediów obiegła niezwykle smutna wiadomość- zmarła Bożena Dykiel, która przez wielu kojarzona była z serialem "Na Wspólnej'. Telewizja TVN opublikowała przejmującą wiadomość na swoich mediach społecznościowych.
Bożena Dykiel nie żyje
Piątek trzynastego zazwyczaj kojarzy się z głupimi przesądami, ale tym razem data ta zapisała się w polskiej kulturze wyjątkowo ponuro. Informacja o śmierci Bożeny Dykiel uderzyła nagle, choć jej mąż, Ryszard Kirejczyk, potwierdził to, o czym szeptano od pewnego czasu – aktorka od dłuższego czasu zmagała się z problemami zdrowotnymi. Odeszła w wieku 77 lat, zostawiając po sobie wyrwę, której w polskim kinie i telewizji nie da się łatwo załatać.
Dla wielu była po prostu Marią Ziębą z „Na Wspólnej”, ciepłą, choć charakterną postacią, która co wieczór zaglądała do naszych domów. Ale zamykanie jej dorobku w ramach jednej telenoweli to błąd. Dykiel była aktorką „totalną” – z tych, które nie potrzebują wielkich monologów, by ukraść całą scenę. Miała w sobie rzadką mieszankę energii, autentyczności i zawodowej bezkompromisowości. Jej zawodowa droga to w zasadzie historia najlepszego polskiego kina. Pracowała z Andrzejem Wajdą, tworząc genialne kreacje w „Weselu” czy „Ziemi obiecanej”. Z drugiej strony, mało kto miał taki dar do komedii jak ona. U Barei w „Alternatywach 4” pokazała, że potrafi być zabawna bez silenia się na dowcip, co jest sztuką dostępną tylko dla największych. Potrafiła grać uśmiechem, ale też jednym, surowym spojrzeniem, które potrafiło ustawić partnera na planie do pionu.
Bożena Dykiel nigdy nie udawała kogoś, kim nie jest. Była konkretna, czasem szorstka, ale zawsze prawdziwa. Polska kultura traci postać, która potrafiła połączyć wielki teatr z codzienną popkulturą w sposób naturalny i pozbawiony zadęcia. Zostają po niej filmy, seriale i te wszystkie momenty, w których swoją osobowością rozświetlała ekran. To koniec pewnej epoki, w której aktorstwo znaczyło coś więcej niż tylko ładną twarz w kadrze.

Praca na planie "Na Wspólnej"
Bożena Dykiel przez lata była kimś więcej niż tylko aktorką z telewizora – dla widzów „Na Wspólnej” stała się niemal domownikiem. Jako Maria Zięba przez ponad dwie dekady serwowała obiady i dobre rady, ale to, co działo się za kulisami, budziło równie duże zainteresowanie. Aktorka od zawsze słynęła z trudnego, nieznoszącego sprzeciwu charakteru, który sprawiał, że praca na planie tasiemca nie zawsze przypominała rodzinną sielankę.
Na planie serialu Dykiel reprezentowała starą, twardą szkołę. Dla niej punktualność i perfekcyjne opanowanie tekstu stanowiły świętość, której wymagała nie tylko od siebie, ale i od młodszych kolegów. Nie było tam miejsca na improwizację czy gwiazdorskie spóźnienia. Taka dyscyplina często rodziła napięcia, bo gwiazda potrafiła dosadnie skomentować brak przygotowania ekipy. Z drugiej strony, to właśnie dzięki jej profesjonalizmowi praca szła sprawnie, a serialowy bar Ziębów zyskał autentyczność, w którą uwierzyli widzowie. Zdarzało się, że aktorka mocno ingerowała w scenariusz. Jeśli uznała, że jej bohaterka powinna inaczej trzymać ścierkę lub podać schabowego, po prostu to wymuszała. Prywatnie również słynęła z pasji do gotowania, więc ekranowa kuchnia stała się jej naturalnym środowiskiem. Niestety, z czasem media częściej niż o talencie zaczęły pisać o jej specyficznych poglądach. Głośne wypowiedzi na temat cudownych opasek na zdrowie czy kontrowersyjne metody walki z chorobami stawiały produkcję w kłopotliwej sytuacji. Na planie panowała wtedy prosta zasada: Bożena mówiła, co myślała, a reszta ekipy po prostu robiła swoje, byle uniknąć kłótni.
Mimo tych wszystkich zgrzytów i trudnego temperamentu, Dykiel pozostawała filarem produkcji. Razem z Mieczysławem Hryniewiczem stworzyła duet, który przetrwał setki odcinków i zmianę trendów. Bez jej silnej osobowości „Na Wspólnej” straciłoby swój fundament, a widzowie – postać, która mimo kontrowersji, kojarzyła się z trwałością i domowym ciepłem.
TVN dziękuje Bożenie Dykiel
Pożegnania na szklanym ekranie zawsze niosły ze sobą specyficzny rodzaj smutku, zwłaszcza gdy dotyczyły postaci, które gościły w naszych domach przez dekady. Kiedy media obiegła wiadomość o śmierci Bożeny Dykiel, na oficjalnym profilu serialu „Na Wspólnej” pojawił się wpis, w którym ekipa dziękowała aktorce za wspólne lata. Był to moment graniczny dla produkcji, która przez ponad dwadzieścia lat opierała się na fundamencie rodziny Ziębów.
Odeszła Bożena Dykiel. Nasza Maria Zięba, przyjaciółka, ostoja, matka serialu „Na Wspólnej”. Przez wszystkie wspólnie spędzone lata zarażała nas energią, witalnością i ciepłem. Zawsze mówiła prosto z mostu co jej leży na sercu, była wsparciem dla młodych, dobrym duchem ekipy. Nigdy nie zapomnimy smaku ciast pieczonych przez nią w kuchni Ziębów na planie zdjęciowym, dowcipów i anegdot opowiadanych w biurze serialu. Mieliśmy się zobaczyć niedługo na planie. Trudno uwierzyć, że nie usłyszymy jej słynnego – „nie śpimy, robimy”!
Dziękujemy Ci Bożenko za wszystko, co nam dałaś przez te lata. Zostaniesz z nami na zawsze.
Przyjaciele z Na Wspólnej - czytamy
Warto było jednak pamiętać, że ta serialowa historia skomplikowała się już wcześniej. W ubiegłym roku Bożena Dykiel niespodziewanie zniknęła z obsady, co wprawiło widzów w osłupienie. Przez lata wcielała się w Marię Ziębę – postać, która dla wielu fanów była symbolem ciepła i domowego ogniska. Jej nagłe odejście nie zostało wcześniej zapowiedziane, co tylko podsycało domysły fanów i dziennikarzy. Scenarzyści musieli szybko łatać dziurę w fabule. W jubileuszowym, 4000. odcinku serialu, zdecydowali się na nagły zwrot akcji, który definitywnie odsunął Marię od głównego wątku. Bohaterka po prostu wyjechała z kraju, by opiekować się chorą siostrą. Nawet serialowy mąż, grany przez Mieczysława Hryniewicza, przyznawał w tamtym czasie, że decyzja twórców była dla niego zaskoczeniem. Aktor nie ukrywał, że nie miał pojęcia, czy i kiedy jego programowa żona w ogóle wróci na plan.
To zniknięcie, a potem ostateczne pożegnanie, zamknęło pewną epokę w polskiej telewizji. Bożena Dykiel stworzyła rolę, która stała się elementem popkultury, a jej odejście – najpierw z ekranu, a potem to rzeczywiste – zostawiło po sobie pustkę, której nie dało się wypełnić prostym dopisaniem nowej sceny. Widzowie stracili nie tylko aktorkę, ale postać, z którą dorastali przez dwa pokolenia.