Wyszukaj w serwisie
newsy tylko u nas foto telewizja lifestyle quizy O nas
News.Swiatgwiazd.pl > Newsy > Dominika Clarke przerwała milczenie. "CZEKAŁAM NA RACHUNEK, A DOSTAŁAM... PIENIĄDZE!"
Kamil Wroński
Kamil Wroński 13.03.2026 20:26

Dominika Clarke przerwała milczenie. "CZEKAŁAM NA RACHUNEK, A DOSTAŁAM... PIENIĄDZE!"

Dominika Clarke przerwała milczenie. "CZEKAŁAM NA RACHUNEK, A DOSTAŁAM... PIENIĄDZE!"
Facebook

Jeszcze kilka dni temu Dominika Clarke drżała o zdrowie swojej córeczki i przygotowywała się na wysoki rachunek za operację w prywatnym szpitalu w Tajlandia. Kiedy nadszedł moment rozliczenia, była przekonana, że straci sporą część oszczędności. To, co wydarzyło się chwilę później w gabinecie księgowej, całkowicie ją zaskoczyło.

  • Kim jest Dominika Clarke?
  • Co wydarzyło się w życiu Dominiki Clarke?
  • To przeżyła Dominika Clarke

Kim jest Dominika Clarke?

Dominika Clarke to polska influencerka i matka wielodzietnej rodziny, która zdobyła ogólnopolską rozpoznawalność w 2023 roku po narodzinach pięcioraczków. Wydarzenie to błyskawicznie stało się jednym z najgłośniejszych tematów w krajowych mediach. Dzieci zaczęto nazywać „pięcioraczkami z Horyńca” – od miejscowości Horyniec‑Zdrój na Podkarpaciu, gdzie rodzina mieszkała przed wyjazdem za granicę. Historia Clarke przyciągnęła ogromną uwagę opinii publicznej, ponieważ dotyczy jednej z największych rodzin w Polsce, a także niezwykle rzadkiego przypadku narodzin tak licznego rodzeństwa podczas jednego porodu.

Dominika Clarke wraz z mężem, Brytyjczykiem Vincent Clarke, wychowuje bardzo liczną gromadkę dzieci. Para doczekała się łącznie jedenastu potomków. Pięcioro z nich przyszło na świat jednocześnie w lutym 2023 roku w jednym z krakowskich szpitali. Informacja o narodzinach pięcioraczków natychmiast obiegła media i wywołała ogromne zainteresowanie zarówno dziennikarzy, jak i internautów. Narodziny tak licznego rodzeństwa należą bowiem do niezwykle rzadkich zdarzeń medycznych, co sprawiło, że historia rodziny Clarke szybko stała się szeroko komentowana w przestrzeni publicznej.

Radosne wydarzenie miało jednak również tragiczny wymiar. Jedno z pięcioraczków – chłopiec – zmarło kilka dni po porodzie. Clarke wielokrotnie wspominała o tej bolesnej stracie w swoich wpisach w mediach społecznościowych. Podkreślała, że pamięć o dziecku pozostaje ważną częścią życia całej rodziny i wciąż jest obecna w ich codzienności. Jej szczere wypowiedzi na temat żałoby i macierzyństwa spotykały się z dużym odzewem ze strony obserwatorów.

Po narodzinach pięcioraczków Clarke zaczęła intensywnie dokumentować życie swojej rodziny w internecie. Na profilach w mediach społecznościowych – przede wszystkim na Instagramie, TikToku i YouTube – publikuje nagrania pokazujące codzienność wielodzietnej rodziny. Materiały te obejmują między innymi organizację dnia, opiekę nad dziećmi, podróże, a także kwestie finansowe i logistyczne związane z wychowywaniem tak licznej gromadki.

Jej działalność w sieci szybko zyskała dużą popularność. Profile Dominiki Clarke śledzą setki tysięcy użytkowników – tylko na Instagramie obserwuje ją ponad 130 tysięcy osób. Publikowane przez nią treści mają charakter lifestyle’owy i parentingowy. Influencerka często podkreśla, że stara się pokazywać macierzyństwo w sposób realistyczny, nie ograniczając się wyłącznie do pozytywnych momentów, lecz mówiąc również o zmęczeniu, trudnościach i wyzwaniach związanych z wychowaniem dzieci.

Clarke nie ukrywa, że codzienność w tak licznej rodzinie bywa wymagająca. Opieka nad jedenaściorgiem dzieci oznacza konieczność stałej organizacji życia domowego – planowania posiłków, edukacji, obowiązków oraz czasu wolnego. W swoich materiałach wielokrotnie wspominała, że dzień w jej domu zaczyna się bardzo wcześnie rano i często kończy dopiero późnym wieczorem. Jednocześnie podkreśla, że mimo ogromu obowiązków życie rodzinne daje jej poczucie spełnienia i satysfakcji.

W 2024 roku rodzina Clarke zdecydowała się na dużą zmianę i wyprowadziła się z Polski do Tajlandia. Obecnie mieszka na wyspie Koh Lanta. Decyzja o emigracji była szeroko komentowana w mediach. Dominika tłumaczyła, że w Azji łatwiej funkcjonować dużej rodzinie – zarówno ze względu na niższe koszty życia, jak i bardziej przyjazne podejście społeczeństwa do wielodzietności. Po przeprowadzce zaczęła publikować materiały pokazujące codzienne życie w egzotycznym kraju, w tym edukację dzieci, lokalną kulturę oraz organizację życia rodzinnego poza Europą.

Rosnąca popularność w internecie sprawiła jednak, że wokół rodziny Clarke pojawiają się również kontrowersje. Część internautów krytykuje sposób, w jaki influencerka pokazuje życie swoich dzieci w sieci, zarzucając jej tzw. sharenting, czyli nadmierne publikowanie informacji o prywatnym życiu najmłodszych. Pojawiają się także komentarze dotyczące stylu życia rodziny czy sposobu wychowania dzieci. Clarke regularnie odnosi się do takich opinii, podkreślając, że stara się przedstawiać codzienność w sposób autentyczny – wraz z jej trudnościami, emocjami i wyzwaniami.

Po przeprowadzce do Azji Dominika Clarke zaczęła rozwijać również własne inicjatywy biznesowe. W 2026 roku poinformowała, że uzyskała licencję umożliwiającą prowadzenie działalności turystycznej w Tajlandii. W planach ma organizowanie wycieczek dla turystów odwiedzających region. Jednocześnie nadal pozostaje aktywna w mediach społecznościowych, gdzie jej działalność łączy elementy bloga rodzinnego, influencingu parentingowego oraz relacji z życia polskiej rodziny mieszkającej w Azji.

Dominika Clarke przerwała milczenie. "CZEKAŁAM NA RACHUNEK, A DOSTAŁAM... PIENIĄDZE!"
fot. Facebook

Co wydarzyło się w życiu Dominiki Clarke?

Historia problemów zdrowotnych jednej z córek Dominika Clarke w ostatnich dniach szeroko poruszyła obserwatorów influencerki oraz media. Sprawa zaczęła się od pozornie drobnego wypadku, który w krótkim czasie przerodził się w poważny problem medyczny wymagający interwencji chirurgicznej.

Do zdarzenia doszło w domu rodziny Clarke w Tajlandia, gdzie influencerka mieszka z mężem i dziećmi. Jedna z córek – kilkuletnia Arianna – podczas zabawy włożyła do ucha niewielką styropianową kuleczkę, prawdopodobnie element zabawki lub dekoracji. Początkowo sytuacja nie wydawała się szczególnie groźna. Rodzice zakładali, że lekarze bez większego problemu usuną przedmiot podczas zwykłej wizyty lekarskiej.

Szybko okazało się jednak, że sprawa jest znacznie poważniejsza. Kuleczka zaklinowała się głęboko w przewodzie słuchowym dziecka. Lekarze podejmowali próby jej usunięcia w warunkach ambulatoryjnych, jednak wszystkie zakończyły się niepowodzeniem. Z czasem stało się jasne, że próby dalszego manipulowania przy ciele obcym mogą być niebezpieczne i doprowadzić do uszkodzenia ucha.

Po konsultacjach medycznych zapadła decyzja, która szczególnie zaniepokoiła matkę dziewczynki – konieczne będzie przeprowadzenie zabiegu chirurgicznego w znieczuleniu ogólnym. Operacja miała polegać nie tylko na usunięciu styropianowej kulki, ale także na dokładnym sprawdzeniu, czy nie doszło do uszkodzenia błony bębenkowej, która odpowiada za prawidłowe przewodzenie dźwięku.

Dla Dominiki Clarke była to bardzo trudna wiadomość. Influencerka otwarcie przyznawała w mediach społecznościowych, że samo słowo „operacja” w kontekście kilkuletniego dziecka wywołuje u niej ogromny lęk. Najbardziej obawiała się trwałych powikłań – przede wszystkim uszkodzenia słuchu.

Sytuację dodatkowo skomplikowały kwestie finansowe. Szpital w Tajlandii przedstawił rodzinie kosztorys planowanego zabiegu, który – jak relacjonowała Clarke – był dla niej ogromnym zaskoczeniem. Całkowity koszt operacji miał wynosić około 74 tysiące (w lokalnej walucie przeliczonej na złotówki), przy czym jeszcze przed zabiegiem trzeba było zapłacić większość tej kwoty.

Dla rodziny była to ogromna suma, zwłaszcza że decyzję o operacji trzeba było podjąć natychmiast. Clarke nie ukrywała w sieci stresu związanego zarówno ze zdrowiem dziecka, jak i z koniecznością pokrycia kosztów leczenia w zagranicznej placówce medycznej.

Ostatecznie operacja została przeprowadzona i zakończyła się pomyślnie. Lekarzom udało się bezpiecznie usunąć styropianową kulkę z przewodu słuchowego dziewczynki. Najważniejszą informacją dla rodziny była jednak diagnoza po zabiegu: błona bębenkowa nie została uszkodzona, a ucho dziecka jest w pełni zdrowe.

Jak relacjonowała Clarke w mediach społecznościowych, po wszystkim dziewczynka szybko wróciła do dobrego samopoczucia. Sama influencerka przyznała, że po ogromnym stresie poczuła przede wszystkim ulgę. Dla niej najważniejsze było to, że nie doszło do trwałych powikłań i że słuch dziecka nie został naruszony.

Co ciekawe – lekarze przekazali rodzinie usuniętą kulkę. Clarke żartobliwie nazwała ją „pamiątką” i jednocześnie „przestrogą”, która ma przypominać o tym, jak niepozorny przedmiot może doprowadzić do poważnych problemów zdrowotnych.

To przeżyła Dominika Clarke

Historia leczenia jednej z córek Dominika Clarke miała nieoczekiwany finał, który – jak przyznała sama influencerka – całkowicie ją zaskoczył. Po dniach stresu związanego z operacją dziecka, niepewnością dotyczącą stanu zdrowia dziewczynki oraz obawami o koszty leczenia w prywatnym szpitalu w Tajlandia, wydarzyło się coś, czego zupełnie się nie spodziewała.

Sprawdź także: Wielki przełom w życiu Dominiki Clarke. Lekarze uratowali jej córkę

Clarke przyznała, że w dniu wypisu ze szpitala była przekonana, iż czeka ją jeszcze jedna trudna chwila – uregulowanie wysokiego rachunku za leczenie córki. W swoich relacjach w mediach społecznościowych opisała moment, w którym czekała na ostateczne rozliczenie z placówką medyczną.

Jak relacjonowała, miała już w głowie dokładnie wyliczone koszty całej procedury. Szacunkowa cena operacji wynosiła około 74 tysięcy batów, do czego – jak sądziła – należało doliczyć jeszcze kilka tysięcy za dodatkowe opłaty szpitalne oraz kilkaset batów za posiłki.

„Siedziałam i czekałam na panią księgową, przygotowana na ostateczne pożegnanie z częścią oszczędności” – opowiadała.

To, co wydarzyło się chwilę później, kompletnie ją zaskoczyło. Zamiast rachunku księgowa pojawiła się… z plikiem banknotów przeznaczonych dla niej.

„Pani księgowa stanęła w drzwiach z plikiem banknotów w dłoni… dla mnie! Byłam w totalnym szoku. Jeszcze nigdy w życiu prywatny szpital nie zwrócił mi pieniędzy – zazwyczaj to my musimy coś dopłacać” – relacjonowała Clarke.

Okazało się, że zabieg przebiegł znacznie szybciej, niż początkowo zakładano. W związku z tym część kosztów została automatycznie obniżona, a ostateczna kwota leczenia okazała się wyraźnie niższa od prognozowanej.

Influencerka podsumowała, że zamiast ponad siedemdziesięciu tysięcy batów zapłaciła nieco ponad pięćdziesiąt jeden tysięcy.

„Operacja przebiegła tak szybko i sprawnie, że koszty po prostu spadły. Finalnie zapłaciłam 51 808 batów. Coś niesamowitego” – podkreśliła.

Clarke nie kryła zdumienia taką praktyką, ponieważ – jak zauważyła – w prywatnej służbie zdrowia znacznie częściej spotyka się sytuacje odwrotne, czyli dopłaty do wcześniej ustalonych kosztów.

„Czy ktoś z Was kiedykolwiek spotkał się z taką uczciwością w prywatnej placówce?” – pytała swoich obserwatorów.

Influencerka przyznała przy okazji, że od początku zdecydowała się publicznie opowiadać o całej sytuacji – zarówno o strachu o zdrowie córki, jak i o finansowych aspektach leczenia. Jak tłumaczyła, chciała w ten sposób zwrócić uwagę na znaczenie ubezpieczenia zdrowotnego podczas życia lub podróży za granicą.

Wyjaśniła też, że koszty leczenia w tajskim szpitalu mogą znacząco różnić się w zależności od statusu pacjenta.

„Pisałam Wam o tym wszystkim – o lęku, o finansach, o tym, że dla turysty koszt wynosi 129 tysięcy batów, a dla nas, z wizą pracowniczą, około 74 tysięcy. Robiłam to, żeby Was przestrzec przed brakiem ubezpieczenia” – tłumaczyła.

Relacjonowanie całej sytuacji w internecie spotkało się jednak nie tylko ze wsparciem. Clarke przyznała, że oprócz wielu słów otuchy pojawiła się również fala krytyki i hejtu.

„W zamian zostałam zwyzywana, pomówiona i oczerniona. Grożono mi w wiadomościach prywatnych” – napisała.

Influencerka podkreśliła, że szczególnie zaskoczyła ją skala agresji ze strony części internautów.

„To przerażające, że niektórzy byli gotowi mnie ukrzyżować tylko za to, że pokazuję, jak radzimy sobie w trudnych sytuacjach”.

Clarke stanowczo zaznaczyła przy tym, że nigdy nie organizowała zbiórki pieniędzy na leczenie dziecka.

„Zbiórek nie było. Była szczera relacja z życia w innym kraju” – podkreśliła.

Influencerka tłumaczyła również, że wypadki są nieodłączną częścią codzienności, zwłaszcza w rodzinach wychowujących dzieci. W jej przypadku jest ich aż jedenaścioro, dlatego – jak przyznaje – sytuacje kryzysowe są wpisane w codzienność.

„Życie nie jest prostolinijne. Raz jest lepiej, raz gorzej. Jako rodzice jedenastki dzieci staramy się robić wszystko, by niczego im nie brakowało”.

Clarke zwróciła uwagę, że podobne zdarzenia przytrafiają się wielu rodzinom. Przytoczyła nawet statystyki pokazujące skalę takich sytuacji.

„Sprawdziłam raporty – w samej Polsce w placówkach oświatowych dochodzi do około 25 tysięcy wypadków rocznie. A w domu? Poparzenia, złamania, zakrztuszenia… To jest życie”.

Na koniec podziękowała osobom, które w trudnym momencie okazały jej wsparcie.

„Dziękuję naszym obserwującym za każde dobre słowo – to wystarczyło. Dalej robię swoje i nie obiecuję, że zawsze będzie kolorowo, bo przy takiej gromadce to niemożliwe. Ale zawsze będziemy walczyć o nasze dzieci”.

Nieoczekiwany zwrot akcji w szpitalu sprawił, że dramatyczna historia zakończyła się znacznie bardziej optymistycznie, niż początkowo przypuszczała sama Clarke. Po ogromnym stresie związanym z operacją córki rodzina mogła wreszcie odetchnąć z ulgą – zarówno ze względu na zdrowie dziecka, jak i na zaskakująco niższe koszty leczenia.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Trump kontakty handlowe
Europejski kraj postawił się USA. Trump stracił cierpliwość. "Zerwiemy całkowicie handel"
Dominika Clarke
Dominika Clarke obwieściła prosto ze szpitala. Horror rodziny wciąż trwa
None
Horror w życiu Dominiki Clarke. Wreszcie powiedziała, jak było naprawdę
None
Zapłakana Dominika Clarke ujawniła prawdę o operacji. Ostateczna kwota zwala z nóg
None
Zapłakana Dominika Clarke przerwała milczenie. Diagnoza przeraża. "Moje serce pęka"
Torbicka
Jak dobrze znasz Grażynę Torbicką? Te pytania mogą zaskoczyć
Wybór Redakcji