Wyszukaj w serwisie
newsy tylko u nas foto telewizja lifestyle quizy O nas
News.Swiatgwiazd.pl > Newsy > Najpierw współczucie, a teraz oburzenie. Internauci nie zostawiają suchej nitki na Dominice Clarke "Kobieto ogarnij się"
Dorota Łukasik
Dorota Łukasik 13.03.2026 10:46

Najpierw współczucie, a teraz oburzenie. Internauci nie zostawiają suchej nitki na Dominice Clarke "Kobieto ogarnij się"

Najpierw współczucie, a teraz oburzenie. Internauci nie zostawiają suchej nitki na Dominice Clarke "Kobieto ogarnij się"
fot. Facebook

Dominika Clarke ponownie znalazła się w centrum uwagi internautów. Jej wpis relacjonujący hospitalizację córki początkowo budził współczucie. Teraz jednak fala komentarzy zmieniła się w oburzenie i oskarżenia.

  • Dominika Clarke i ekspozycja w mediach społecznościowych
  • Sharenting i jego niebezpieczne konsekwencje
  • Fala krytyki wobec Dominiki Clarke

Dominika Clarke i ekspozycja w mediach społecznościowych

Dominika Clarke zdaje się nie mieć żadnych zahamowań, jeśli chodzi o pokazywanie życia prywatnego w sieci. Jej profile społecznościowe pełne są zdjęć, filmików i relacji, które dokumentują praktycznie każdy aspekt codzienności. Ta wszechobecna ekspozycja sprawia, że dzieci stają się niemal stałymi bohaterami publicznego show, bez możliwości zachowania prywatności, a każdy ruch rodziny jest oceniany i komentowany przez tysiące internautów.

Dominika konsekwentnie publikuje ogromną ilość materiałów — często setki zdjęć i nagrań z jednego dnia. To podejście wzbudza coraz więcej krytyki, bo granica między dzieleniem się codziennością a nadmiernym eksponowaniem dzieci jest tu mocno przesunięta. Krytycy wskazują też na ryzyko wywoływania presji społecznej i emocjonalnej na najmłodszych, którzy w sieci stają się niemal dekoracją wizerunkową matki.

Z jednej strony Clarke zyskuje zaangażowanie i popularność, bo jej otwartość przyciąga obserwatorów, którzy chcą śledzić życie wielodzietnej rodziny w trybie niemal reality show. Z drugiej strony to właśnie intensywna ekspozycja wywołuje falę krytyki i oskarżeń o brak odpowiedzialności. Dominika Clarke, zamiast ograniczać publikacje, nadal konsekwentnie udostępnia kolejne materiały, ignorując zarzuty o nadmierną ekspozycję. 

W efekcie życie rodziny Clarke w internecie przestało być zwykłym dokumentowaniem codzienności. To widowisko, w którym Dominika odgrywa główną rolę, a jej dzieci nie mają prawa do prywatności. Popularność wiąże się tu nie tylko z sympatią, ale też z permanentną krytyką — każdy post, każde zdjęcie czy relacja wywołują debatę o granicach etyki i odpowiedzialności w pokazywaniu życia najmłodszych w sieci. Choć Clarke nadal konsekwentnie publikuje kolejne materiały, coraz wyraźniej widać, że jej sposób eksponowania dzieci staje się punktem spornym i źródłem coraz bardziej krytycznych opinii.

Najpierw współczucie, a teraz oburzenie. Internauci nie zostawiają suchej nitki na Dominice Clarke "Kobieto ogarnij się"
Dominika i Vincent Clarke, fot. Facebook

Sharenting i jego niebezpieczne konsekwencje

W ostatnich latach w sieci coraz częściej pojawia się zjawisko, które psychologowie i specjaliści od ochrony prywatności nazywają „sharentingiem”. To termin opisujący sytuację, w której rodzice nadmiernie dzielą się życiem swoich dzieci w mediach społecznościowych. Pokazywanie codziennych chwil, sukcesów szkolnych czy zabaw może wydawać się niewinne, ale granica między dokumentowaniem a nadużyciem jest bardzo cienka. Publikowanie setek zdjęć, filmików czy relacji o najmłodszych w internecie może mieć poważne konsekwencje zarówno dla ich prywatności, jak i poczucia bezpieczeństwa.

Sharenting staje się problemem nie tylko w kontekście ochrony danych, ale też wizerunku dziecka. Dzieci, których życie jest na stałe eksponowane w sieci, nie mają szansy na samodzielne kształtowanie swojej prywatności i wizerunku. Każde zdjęcie, film czy relacja staje się częścią publicznej historii, nad którą rodzice mają kontrolę, ale dziecko nie. Takie publikacje mogą prowadzić do hejtu, wyśmiewania czy wręcz wykorzystywania w celach finansowych lub promocyjnych. Internauci i eksperci coraz częściej alarmują, że nieświadome lub przesadne dokumentowanie życia dzieci w sieci jest ryzykowne i może powodować długofalowe skutki psychologiczne.

Przykładem, który w polskim internecie wywołał szeroką dyskusję o granicach sharentingu, jest kontrowersyjna fundacja stworzona przez influencerkę znaną jako Lil Masti. Gwiazda, która sama regularnie pokazuje wizerunek swojej córki w mediach społecznościowych, powołała organizację „Dzieci są z nami”, której celem ma być promocja i normalizowanie sharentingu, czyli jeszcze większe otwarcie w pokazywaniu dzieci w sieci. Pomysł spotkał się z falą krytyki: internauci i specjaliści od ochrony danych podkreślają, że zachęcanie rodziców do udostępniania wizerunku dzieci może być sprzeczne z ideą ochrony prywatności najmłodszych, a nawet naruszać przepisy prawa. Rzeczniczka Praw Dziecka oraz Urząd Ochrony Danych Osobowych zwróciły uwagę na potencjalne ryzyka i poddały działalność fundacji analizie pod kątem zgodności z prawem.

Sharenting może prowadzić do długofalowych konsekwencji w postaci łatwego dostępu do informacji osobistych dziecka. Zdjęcia z lokalizacją, filmy pokazujące codzienne rytuały czy sytuacje szkolne stają się materiałem, który w rękach obcych osób może zostać wykorzystany w sposób niepożądany. Eksperci przestrzegają, że dzieci, których życie jest nadmiernie dokumentowane w sieci, narażone są na ryzyko cyberprzemocy, utratę anonimowości i sytuacje, w których nie będą miały wpływu na to, co o nich krąży w internecie.

Wszystko to sprawia, że sharenting jest coraz częściej odbierany krytycznie. Pokazywanie życia dzieci w sieci to nie tylko kwestia rodzicielskiej otwartości, ale też odpowiedzialności i świadomości konsekwencji. Publikacja nadmiernej ilości zdjęć i relacji może być postrzegana jako manipulacja wizerunkiem dziecka oraz jako nadużycie prywatności i próba zdobycia sympatii lub wsparcia publiczności. Właśnie dlatego eksperci apelują, by rodzice dokładnie przemyśleli granice dzielenia się życiem swoich dzieci w internecie i zastanowili się, czy każda publikacja naprawdę służy dobru dziecka, czy bardziej wizerunkowi rodzica w sieci.

Fala krytyki wobec Dominiki Clarke

Sedno krytyki wobec Dominiki Clarke wykrystalizowało się przy okazji ostatniego wpisu, w którym relacjonowała pobyt swojej córki w szpitalu. Choć sytuacja sama w sobie była poważna — dziecko miało przejść prosty zabieg chirurgiczny — to sposób, w jaki Clarke opisywała wydarzenia, wzbudził falę wątpliwości i komentarzy internautów. Influencerka podała kwoty związane z leczeniem, które w opinii obserwatorów brzmiały dziwnie i nierealistycznie, a niektórzy komentujący zaczęli konfrontować jej relację z praktyką szpitalną, sugerując, że przedstawione koszty mogą być przesadzone lub zniekształcone:

Witam Pani Dominiko, byłam w Tajlandii 10 razy. Operowałam biust i miałam raz wypadek, gdzie zmuszona byłam do operacji tzw. emergency, również w szpitalu prywatnym. Nie wierzę, że taka jest cena. Najwięcej płaciłam 20 tys. zł. Śledzę Panią od czasu do czasu. Nie oceniam. Ale Tajlandia jest mi bardzo bliska, mimo iż mieszkam w Australii. Czuję, że trochę nawija Pani widzom makaron na uszy. Bo tyle tam po prostu nic nie kosztuje. (…)

 Jednocześnie podkreślano, że pobyt w klinice, który według opisu miał trwać kilka godzin, został rozciągnięty w narracji, co według internautów wyglądało jak celowe dramatyzowanie sytuacji w sieci:

  • To nie jest operacja, a prosty zabieg. Bez dramy niepotrzebnej nikomu
  • Przecież już jest dawno po zabiegu wszystko poszło pomyślnie wiec po co co 3minuty od nowa wstawiać te same posty z sytuacji która jest już przeszłością?
  • Pani Dominiko to już wczoraj była, co to Pani daje, wstawianie tych samych zdjęć od przedwczoraj.
  • Zabieg i pobyt w szpitalu kilkugodzinny ale dramę ciągnie już któryś dzień

Fala komentarzy nie ograniczała się tylko do podawanych kwot. Internauci zwracali uwagę na sposób, w jaki Dominika eksponuje córkę w intymnych momentach — zdjęcia i relacje z szpitala, które w jej opinii miały dokumentować przebieg zabiegu, były odbierane jako nadmierna ekspozycja i próba wzbudzenia współczucia w internecie:

  • Ponad 80 postów o kulce w uchu dziecka. Kobieto z tobą jest już coś mocno nie tak. Ta dziewczynka nie miała chwili spokoju ani matki która się normalnie zatroszczy bo jedyne co ty robisz to nagrywasz całymi dniami i nocami
  • Gdyby chodziło o spokój i “normalność”, wyłączyłaby Pani kamerę i poświęciła dziecku cenny czas, a nie na tym zarabiała…
  • Generalnie nie komentuje w intrenecie, w myśl zasady - nie moje życie, nie moja sprawa. Ale to już jest szczyt szczytów. Jeśli ktoś twierdzi, że zdrowie dziecka jest zagrożone... A ma czas na występy internetowe to ja nie mam pytań
  • Kobieto ogarnij się, wszędzie z tym telefonem i nagrywanie

 Widzowie coraz częściej kwestionowali autentyczność całej sytuacji, podkreślając, że dramatyzowanie krótkiego pobytu w szpitalu i przedstawianie go jako ciągnącego się kryzysu może mieć charakter manipulacyjny. Współczucie szybko przeszło w podejrzenia o wyolbrzymianie i wyłudzanie reakcji publiczności. W efekcie komentarze stały się coraz ostrzejsze. 

Dominika Clarke zamiast wsparcia otrzymała lawinę komentarzy, które kwestionują autentyczność jej relacji.

Najpierw współczucie, a teraz oburzenie. Internauci nie zostawiają suchej nitki na Dominice Clarke "Kobieto ogarnij się"
Dominika Clarke, fot. Facebook
Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Trump kontakty handlowe
Europejski kraj postawił się USA. Trump stracił cierpliwość. "Zerwiemy całkowicie handel"
Dominika Clarke
Dominika Clarke obwieściła prosto ze szpitala. Horror rodziny wciąż trwa
None
Dominika Clarke przeżyła koszmar. Fani nie mają litości
None
Zapłakana Dominika Clarke ujawniła prawdę o operacji. Ostateczna kwota zwala z nóg
None
Zapłakana Dominika Clarke przerwała milczenie. Diagnoza przeraża. "Moje serce pęka"
Torbicka
Jak dobrze znasz Grażynę Torbicką? Te pytania mogą zaskoczyć
Wybór Redakcji