"To jest CHORE". Fani są wściekli. Dominika Clarke zrobiła to własnej córce
Dominika Clarke nie przestaje przyciągać uwagi w sieci. Choć pobyt jej córki w szpitalu powinien być już za nimi, influencerka nadal publikuje kolejne nagrania i wpisy, w których relacjonuje każdą chwilę zdarzenia.
- Dominika Clarke nadal publikuje relacje ze szpitala
- Kolejne nagrania i emocje na pierwszym planie
- Internauci krytykują Dominikę Clarke
Dominika Clarke nadal publikuje relacje ze szpitala
Choć cała sytuacja związana z pobytem córki Dominiki Clarke w szpitalu powinna zakończyć się wraz z wypisem i powrotem do domu, w mediach społecznościowych temat wciąż żyje własnym życiem. Influencerka nie przestaje publikować nowych materiałów związanych z tym wydarzeniem. Na jej profilach regularnie pojawiają się kolejne relacje, nagrania i wpisy odnoszące się do tego, co wydarzyło się w szpitalu, a także do emocji, które – jak podkreśla – wciąż jej towarzyszą.
Internauci zwracają uwagę, że mimo upływu czasu Clarke nadal wraca do tej historii. Choć sam pobyt dziecka w placówce medycznej najprawdopodobniej trwał stosunkowo krótko i wszystko wskazuje na to, że dziewczynka już dawno opuściła szpital, w sieci temat wciąż jest intensywnie eksploatowany. Każda kolejna publikacja przypomina o dramatycznych chwilach, które matka relacjonowała wcześniej niemal na bieżąco. Dla części obserwatorów takie przedłużanie narracji budzi wątpliwości i pytania o to, czy nie chodzi bardziej o utrzymanie zainteresowania odbiorców niż o faktyczne przeżywanie trudnej sytuacji.
Warto przypomnieć, że cała historia zaczęła się od wpisów i nagrań z pobytu córki Clarke w szpitalu, gdzie dziewczynka miała przejść prosty zabieg. Relacje publikowane przez matkę szybko zwróciły uwagę internautów – zarówno ze względu na dramatyczny ton wpisów, jak i ogromną liczbę zdjęć z samej placówki medycznej. Wśród nich znalazło się również nagranie, które sugerowało, że dziecko wyrwało sobie wenflon, co według Clarke miało doprowadzić do stresującej sytuacji w nocy i konieczności wezwania personelu.
To właśnie wtedy w sieci pojawiła się fala komentarzy i krytyki. Pojawiły się pytania o sens publikowania tak wielu materiałów z udziałem dziecka oraz o to, czy dramatyczna narracja nie jest przesadzona. Część komentujących wskazywała również, że historia wydaje się nienaturalnie rozciągnięta w czasie.
Na razie nic nie wskazuje na to, by Dominika Clarke zamierzała zakończyć temat. Kolejne wpisy pokazują, że influencerka nadal wraca do wydarzeń ze szpitala, komentuje je i dzieli się swoimi emocjami z obserwatorami.

Kolejne nagrania i emocje na pierwszym planie
Na profilu rodziny Clarke zaczęły pojawiać się następne nagrania wideo, które – przynajmniej według narracji influencerki – mają sugerować, że sytuacja wciąż rozgrywa się w szpitalu. Materiały są utrzymane w podobnym tonie jak wcześniejsze relacje: dużo emocji, bliskie kadry twarzy i relacja prowadzona niemal na bieżąco. Jedna rzecz zwróciła jednak uwagę internautów szczególnie mocno – tło nagrań jest ukryte, przez co trudno jednoznacznie stwierdzić, gdzie dokładnie znajdują się bohaterki nagrania.
W centrum kadru ponownie znajduje się Dominika Clarke, która wyraźnie rozemocjonowana opowiada o przebiegu wydarzeń. Na nagraniu widać, że ma łzy w oczach, co chwilę pociąga nosem i próbuje zebrać myśli. W pewnym momencie mówi:
Myślałam, że wezmą dziecko i że po prostu ją zawiozą. A oni wzięli i ją i mnie i posadzili razem na wózku i potwierdzili, żebym cały czas z nią była (…) także super podejście tutaj mają, super. Znaczy nie wiem, nigdy nie byłam z dzieckiem w szpitalu.
W kolejnym nagraniu Clarke ponownie wraca do momentu przygotowania córki do zabiegu. Wyraźnie poruszona mówi:
Nie wiem jak to się odbywa, czy dzieci się po prostu daje lekarzom czy nie, ale to że mogłam z nią być do ostatniej chwili, trzymać… tam było sześć pielęgniarek, dwóch lekarzy, anestezjolog i jeszcze jakiś inny i oni ją rozbawiali, włączyli jej bajkę, rozmawiali, rozśmieszali ją.
W trakcie tej wypowiedzi influencerka kilkukrotnie przerywa, co dodatkowo podkreśla emocjonalny charakter nagrania.
Internauci ponownie zaczęli analizować publikowane materiały. Część z nich zwróciła uwagę właśnie na ukryte tło, które utrudnia ocenę, czy nagrania faktycznie powstają w szpitalu. Inni skupiają się przede wszystkim na emocjonalnym tonie relacji, który – ich zdaniem – przypomina raczej dramatyczną opowieść niż zwykłą relację z wizyty w placówce medycznej.
Przeczytaj także: To rodzina, która zdewastowała wnętrza po wizycie ekipy "Nasz nowy dom". Burza w komentarzach
Internauci krytykują Dominikę Clarke
Fala komentarzy pod kolejnymi nagraniami Dominiki Clarke przybrała wyjątkowo ostrą formę. Internauci, którzy wcześniej mogli współczuć, teraz nie przebierają w słowach, podkreślając, że sposób relacjonowania pobytu córki w szpitalu przekroczył granice przyzwoitości i rozsądku.
Jedna z osób pisze wprost:
Wrzuciłaś 110 postów w przeciągu kilku godzin!!!! To już nawet nie jest normalne, a chore!!!!!!
Zdaniem wielu komentujących, Dominika stała się główną bohaterką całej historii, a dziecko, które powinno otrzymać spokój i wsparcie, zostało wciągnięte w publiczny spektakl. Kolejny komentarz podkreśla:
To zaczyna wyglądać bardzo słabo. Zamiast skupić się na dziecku i jego dobru, robisz z siebie główną bohaterkę tej historii i publiczną cierpiętnicę. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wygląda, jakby było to robione pod zasięgi, pieniądze i rozgłos, a dzieci są w tym wszystkim ciągle pokazywane i wciągane w internetowy spektakl. One kiedyś dorosną i mogą mieć do ciebie ogromny żal, że ich prywatność była wystawiona na pokaz.
Krytyka dotyczy również samego sposobu nagrywania:
Ty policzyłaś ile wrzuciłaś postów z dzieckiem w roli głównej, które powinno mieć spokój i wspierającą matkę w szpitalu, a nie wariatkę z telefonem robiącą za paparazzi? Jesteś szurnięta.
Inny użytkownik próbuje w bardziej rzeczowy sposób skonfrontować dramatyzm nagrań z rzeczywistością medyczną:
Pani Dominiko, nakręca pani niepotrzebnie atmosferę, jak w jakiejś antycznej tragedii. A tak naprawdę było to zwykłe wyciągnięcie ciała obcego z ucha, jakich tysiące na świecie, codziennie. (…) To, że dziecku podano płytką narkozę, wynika pewnie z tego, że nie chcieli, by się poruszyła podczas wyjmowania. To krótka interwencja, a nie zabieg, a pani opisuje to, jakby co najmniej była operacja ratująca życie i krew się lała. Trochę to pani zdemonizowała, niepotrzebnie. Bo chętnie obserwuję pani zmagania z taką gromadką dzieci, podziwiam, ale teraz pani przesadziła.
Wiele komentarzy przybiera bardziej osobisty, agresywny ton:
- Kobieto, zajmij się dziećmi, żeby sytuacja się nie powtórzyła, odstaw ten telefon.
- Kobieto, idź się leczyć. Mając dziecko gdzieś na sali operacyjnej, potrafisz nagrywać film.
- Dlaczego zaczynam odnosić wrażenie, że sama dziecku włożyła tę kulkę tak głęboko?
Komentarze w sieci jasno pokazują, że odbiorcy nie pozostawiają Dominice Clarke ani grama taryfy ulgowej. Obserwatorzy krytykują zarówno nadmierną ekspozycję dzieci, dramatyzowanie sytuacji, jak i samą motywację publikacji — sugerując, że liczy się głównie zasięg, rozgłos i emocjonalny efekt w internecie. Każdy kolejny post wzbudza coraz większe kontrowersje i pytania o granice odpowiedzialności influencerów wobec swoich dzieci.
