Wolny w mocnych słowach odpowiedział na kontrowersyjny komentarz Pajączkowskiej
Tomasz Wolny ostro zareagował na kontrowersyjny wpis Karoliny Pajączkowskiej. Dziennikarka nie pozostała dłużna i stanowczo odpowiedziała prowadzącemu „halo tu polsat”. Spór między nimi przerodził się w emocjonalną i publiczną wymianę zdań, która poruszyła internautów.
- Jak jedna wypowiedź wywołała burzę
- Słowa, które mogą ranić
- Karolina Pajączkowska odpowiada
Jak jedna wypowiedź wywołała burzę
W mediach społecznościowych jedna wypowiedź może wywołać silną reakcję i odbić się szerokim echem. Nie inaczej było w przypadku kontrowersyjnego komentarza Karoliny Pajączkowskiej, który stał się punktem zapalnym gorącej dyskusji z Tomaszem Wolnym. Pajączkowska kilka dni temu skomentowała w sieci przebieg walki MMA między Janem Śpiewakiem a Mikołajem Spólnym, używając mocnych sformułowań.
Napisała o „bezimiennych trollach” i porównała ich wygląd do osób „z dodatkowym chromosomem”, nawiązując w ten sposób do trisomii 21, czyli zespołu Downa. To sformułowanie wywołało natychmiastową reakcję zarówno części internautów, jak i dziennikarzy, w tym Tomasza Wolnego, znanego z wieloletniego wspierania osób z zespołem Downa i zabiegania o ich godne traktowanie.
Wolny nie krył oburzenia takim językiem, zwłaszcza że, jak sam podkreślił, to nie pierwszy raz, kiedy w przestrzeni publicznej pojawiają się komentarze, które mogą ranić osoby z niepełnosprawnościami oraz ich bliskich. W obszernym wpisie na Facebooku przekonywał, że nawet jeśli komentarz Pajączkowskiej miał dotyczyć trolli internetowych, to użycie określeń odnoszących się do osób z zespołem Downa nie jest obojętne i może wyrządzić realną krzywdę.
Trisomia 21 to zespół Downa, a nie powód do obrażania kogokolwiek - napisał Wolny.
W swoim wpisie Wolny podkreślił, że empatia i minimum rozumu powinny wystarczyć, by unikać języka, który może wzbudzać ból i poczucie wykluczenia. Zwrócił też uwagę na to, że zespół Downa nie jest chorobą, co jest jednym z powszechnych, choć błędnych przekonań językowych w debacie publicznej. Jego reakcja na słowa dziennikarki nie ograniczyła się jedynie do krytyki, ale była również apelem o szacunek i odpowiedzialność za słowa, zwłaszcza gdy są one wypowiadane publicznie i mogą mieć wpływ na wrażliwe grupy społeczne.
Słowa, które mogą ranić
Publiczna przepychanka między Tomaszem Wolnym a Karoliną Pajączkowską stała się kolejnym przykładem na to, jak wrażliwe i złożone mogą być dyskusje prowadzone w mediach społecznościowych oraz jak wielką rolę odgrywa język, którego używamy, tworząc publiczne komentarze. W dobie Internetu każdy może zabrać głos, ale to wiąże się z odpowiedzialnością zarówno za to, co się mówi, jak i za to, jak te słowa mogą zostać odebrane przez innych.
Wolny konsekwentnie bronił swojej postawy, wskazując, że potrzeba szerokiej empatii i większej świadomości społecznej, zwłaszcza gdy wypowiada się o sprawach dotyczących poszczególnych grup. Jego słowa podkreślają, że język może zarówno budować mosty, jak i je burzyć w zależności od tego, jak jest używany i w jakim kontekście. Debata o tym, co jest akceptowalne w przestrzeni publicznej jest nie tylko komentowaniem jednego wpisu, ale też głębszą refleksją nad standardami komunikacji społecznej.
Karolina Pajączkowska odpowiada
Karolina Pajączkowska nie pozostała bierna wobec zarzutów Tomasza Wolnego. W odpowiedzi na jego wpis postanowiła skomentować całą sytuację na Instagramie, co natychmiast przyciągnęło uwagę mediów i internautów. Zarzuciła mu wtedy, że jego reakcja była wynikiem środowiska, w którym pracuje.
W odpowiedzi dziennikarz jeszcze bardziej rozwinął swoją krytykę, tłumacząc, że publiczne słowa mają konsekwencje, a używanie określeń odnoszących się do genetycznych uwarunkowań w negatywnym kontekście jest poważnym błędem. Ponadto Wolny zaznaczył, że nigdy nie zamierza milczeć, gdy jego zdaniem w debacie pojawiają się sformułowania, które niosą ze sobą stygmatyzację konkretnej grupy społecznej.
Pajączkowska z kolei w kolejnych komentarzach utrzymywała, że nie miała intencji obrażania kogokolwiek, a jej słowa miały być odpowiedzią na hejt i prowokacje w Internecie. Dodała też, że gdyby naprawdę znali się lepiej, mogłaby otrzymać bezpośredni telefon zamiast publicznej konfrontacji.

