Przykre plotki o Majce Jeżowskiej. Gwiazda zabrała głos
Majka Jeżowska ma dość! Gwiazda po raz kolejny mierzy się z bolesną plotką o „odbiciu męża” Krystynie Prońko. Choć artystka od lat prostuje te doniesienia, fani wciąż wiedzą swoje. W szczerym wywiadzie piosenkarka ucina spekulacje, które od dekad kładą się cieniem na jej relacji z mentorką.
Taka plotka krąży o Krystynie Prońko i Majce Jeżowskiej
Słuchajcie, jest taka zasada w polskim szołbiznesie: jeśli raz ktoś przypnie ci łatkę, to choćbyś stawał na głowie i przysięgał na wszystko, ta łatka zostanie z tobą do emerytury. Przekonuje się o tym Majka Jeżowska, która od dekad musi tłumaczyć się z czegoś, co stało się niemal miejską legendą. Chodzi oczywiście o rzekome "odbicie faceta" Krystynie Prońko.
Historia jest wałkowana przy każdej możliwej okazji – wystarczy, że panie staną obok siebie na scenie albo jedna wspomni o drugiej w wywiadzie. Według ludowych podań, młoda Majka miała wejść z butami w życie swojej mentorki i ukraść jej ukochanego. Sama zainteresowana w rozmowie z „Faktem” przyznaje wprost: to bzdura, a ja mam już tego serdecznie dość.
Problem w tym, że w dobie internetu prawda jest po prostu mało atrakcyjna. Janusz Koman, o którego cała ta afera się toczy, był mężem Jeżowskiej, ale stało się to już po tym, jak rozstał się z Prońko. Panie zresztą od lat żyją w zgodzie, nagrały kultowe "On nie kochał żadnej z nas" (co za ironia!) i traktują tę sprawę jako zamknięty rozdział. Ale co z tego, skoro zawsze znajdzie się ktoś, kto „wie lepiej” i pod zdjęciem z uśmiechniętą Majką dopisze złośliwy komentarz o dawnej zdradzie?

Skąd się wzięła dziwna plotka?
To fascynujące, jak polski show-biznes potrafi mielić tę samą plotkę przez niemal pół wieku. Mamy rok 2026, a my wciąż debatujemy o tym, czy Majka Jeżowska "ukradła" faceta Krystynie Prońko w czasach, gdy większość dzisiejszych influencerów nie była nawet w planach. To już nie jest zwykły news – to element popkulturowego folkloru, który odmawia przejścia na emeryturę, mimo że same zainteresowane od lat machają na to ręką. Cała ta historia przypomina trochę scenariusz kiepskiej telenoweli z lat 80. Głównym dowodem w sprawie stała się piosenka "On nie kochał nas". Tekst o dwóch kobietach i jednym mężczyźnie zadziałał na wyobraźnię publiczności tak mocno, że fikcja literacka na stałe przylepiła się do życiorysów obu piosenkarek. Ludzie uznali, że skoro śpiewają o rywalizacji, to na pewno okładają się torebkami na zapleczu festiwalu w Opolu.
Zobaczcie historię naszej piosenki z Krysią Prońko "On nie kochał nas", która powstała czterdzieści parę lat temu. Na temat wokół niej krążyły różne ploty, które ja dementowałam. Krysia Prońko dementowała. Ale zawsze, kiedy pojawiam się z Krysią Prońko na scenie, zawsze jakieś panie piszą nieprawdę — powiedziała.
Majka Jeżowska ostatnio znów musiała się z tego tłumaczyć i wcale nie dziwię się jej irytacji. Wyobraźcie sobie, że przez czterdzieści lat każdy wywiad zaczyna się od pytania o to, czy odbiła komuś męża. To może wyprowadzić z równowagi nawet najbardziej uśmiechniętą osobę w kraju. Artystka mówi wprost: to bzdura, która żyje własnym życiem, bo jest po prostu zbyt "smaczna", żeby portale plotkarskie pozwoliły jej umrzeć. Przyjrzyjmy się temu na chłodno, bez emocji. Największym kłamstwem w tej całej układance jest rzekome "rozbicie małżeństwa". Żeby coś rozbić, to coś musi najpierw istnieć. Tymczasem Krystyna Prońko wielokrotnie prostowała, że nigdy nie była żoną Janusza Komana – mężczyzny, który stał się zarzewiem tego całego zamieszania. Byli partnerami w życiu i w pracy, ale o żadnym kobiercu nie było mowy.
Ja mogę powiedzieć tysiąc razy, zaprzeczyć. Krysia może zaprzeczyć, że nigdy nie miała męża i że ja jej nie ukradłam żadnego męża. A te panie będą dalej pisać, bo one w to wierzą. Bo one raz już przeczytały — dodała.
Kiedy Jeżowska i Koman się poznali, relacja z Prońko była już właściwie historią. Oczywiście, w tamtych czasach środowisko muzyczne było małe, wszyscy się znali, a emocje buzowały, ale robienie z tego wielkiego skandalu moralnego po kilku dekadach jest po prostu słabe. Majka zaznacza wyraźnie: nie było żadnej zdrady przyjaciółki, bo sytuacja była jasna dla wszystkich zaangażowanych stron.
Czy Majka Jeżowska uwolni się od podłej plotki?
Dlaczego ta plotka jest tak odporna na fakty? Odpowiedź jest prosta: lubimy polaryzację. Media kochają narrację o "tej dobrej" i "tej złej". Prońko – ikona jazzu, stateczna, poważna. Jeżowska – kolorowa, energetyczna, kojarzona z piosenkami dla dzieci. Zestawienie ich jako śmiertelnych wrogów w walce o serce kompozytora sprzedaje się lepiej niż nudna informacja o tym, że obie panie po prostu się lubią i szanują. Co więcej, ich wspólne występy, zamiast uciszać plotki, paradoksalnie je podsycają. Kiedy stają razem na scenie i śpiewają swój największy hit, połowa widowni szuka w ich wzroku ukrytej nienawiści. To klasyczny przypadek nadinterpretacji. Jeśli się uśmiechają – "grają pod publiczkę". Jeśli zachowują dystans – "widać, że wciąż się nie znoszą". To sytuacja bez wyjścia.
Powiem wam na przykład, że kłamstwo powtórzone wielokrotnie staje się prawdą. I doskonale wszyscy o tym wiemy — podkreśliła w rozmowie z "Faktem".
Prawda jest taka, że obie artystki to profesjonalistki, które dawno zostawiły przeszłość za sobą. Ich relacje są poprawne, a może nawet więcej niż poprawne. Wspólne koncerty nie są aktem desperacji czy próbą ratowania wizerunku, tylko dowodem na to, że dojrzałe kobiety potrafią oddzielić życie prywatne od zawodowego i nie trzymać urazy przez pół wieku. Warto w końcu przyjąć do wiadomości, że nie było żadnego trójkąta bermudzkiego, w którym zginęła przyjaźń. Było życie, były emocje, był wspólny partner na różnych etapach czasu, a na koniec została świetna piosenka, która broni się sama, bez dorabiania do niej skandalizującej ideologii.
Zamiast szukać dziury w całym, może lepiej po prostu posłuchać, jak obie panie genialnie brzmią w duecie? Bo w tym całym zamieszaniu najmniej mówi się o muzyce, a to ona powinna być tu najważniejsza. Majka Jeżowska ma prawo być zmęczona. Ja na jej miejscu prawdopodobnie przestałbym w ogóle udzielać wywiadów na ten temat. Ile razy można powtarzać to samo?