"Nie postrzegam go jako dobrego tancerza". Paulina Smaszcz gorzko występie Kurzajewskiego w "Tańcu z Gwiazdami"
Gorąca atmosfera w studiu „WojewódzkiKędzierski”! Tym razem na kanapach u Kuby Wojewódzkiego i Piotra Kędzierskiego zasiedli Marcin Hakiel oraz Paulina Smaszcz. Rozmowa błyskawicznie nabrała rumieńców, gdy goście zaczęli rozliczać się z przeszłością. Na celowniku znalazł się Maciej Kurzajewski i jego nadchodzący występ w „Tańcu z gwiazdami”.
Paulina Smaszcz i Marcin Hakiel u Wojewódzkiego i Kędzierskiego
Kiedy w jednym studiu spotykają się Marcin Hakiel i Paulina Smaszcz, wiadomo, że nie będą rozmawiać o pogodzie ani o najnowszych trendach w tancu towarzyskim. Podcast u Kuby Wojewódzkiego i Piotra Kędzierskiego stał się idealną sceną dla tej dwójki, która od miesięcy żyje głównie z opowiadania o swoich nieudanych małżeństwach. Zamiast promocji nowych projektów, dostaliśmy solidną dawkę narzekania na byłych partnerów, podaną w sosie wzajemnego zrozumienia.
Cała rozmowa kręciła się wokół tego samego: jak bardzo bolą rozstania i dlaczego życie po rozwodzie to poligon. Smaszcz, wierna swojej roli „kobiety petardy”, znowu podkreślała, jak ważne są jej własne granice, co w praktyce często oznacza po prostu wbijanie szpilek w przeszłość. Hakiel z kolei uderzył w nuty nostalgiczno-gorzkie, wspominając o braku zaufania i o tym, że po rozpadzie medialnego związku człowiek czuje się zwyczajnie oszukany. Panowie prowadzący, jak to mają w zwyczaju, nie musieli nawet mocno dociskać – goście sami chętnie wykładali karty na stół, licząc na odrobinę współczucia od słuchaczy.
Najciekawsze było jednak to, co działo się między wierszami. Zamiast konkretnych nazwisk, padały sugestie, niedopowiedzenia i wymowne uśmieszki. To taka gra z widzem: powiem dużo, ale nie wszystko, żebyście mieli o czym plotkować w komentarzach. I faktycznie, sieć natychmiast podłapała temat. Zamiast analizować merytoryczną stronę podcastu, ludzie zaczęli wycinać fragmenty, w których widać było największy żal do eks-małżonków. Wygląda na to, że w polskim show-biznesie budowanie marki na rozwodzie to wciąż najbardziej dochodowy biznes, a studio nagraniowe to współczesna wersja kozetki u terapeuty – tyle że z milionową widownią.
Burzliwe rozstanie Pauliny Smaszcz i Macieja Kurzajewskiego
Mamy rok 2026, a my wciąż, chcąc nie chcąc, uczestniczymy w życiu prywatnym tej dwójki. To już dawno przestało być zwykłe rozstanie po dwudziestu latach małżeństwa. Oficjalnie papiery podpisali w 2020 roku, ale w praktyce ich relacja to nieskończony serial, który co kilka miesięcy funduje nam nowy sezon. Można by pomyśleć, że po takim czasie emocje opadną, tymczasem każda kolejna rocznica czy rodzinne wydarzenie staje się pretekstem do publicznej debaty.
Początkowo wszystko wyglądało na standardowy „rozwód z klasą”. Szybko jednak okazało się, że to tylko cisza przed burzą. Kiedy świat dowiedział się o związku Macieja Kurzajewskiego z Katarzyną Cichopek, Paulina Smaszcz porzuciła dyplomację na rzecz pełnej ofensywy. Od tego momentu media społecznościowe stały się areną walki, a fani zostali podzieleni na dwa obozy. Smaszcz przyjęła rolę kobiety walczącej o prawdę, często wyciągając detale, o których większość z nas wolałaby nie wiedzieć – od wizyt w Izraelu po kwestie opieki nad psem. Najciekawszy jest tu kontrast postaw. On milczy i konsekwentnie buduje wizerunek profesjonalnego prezentera i szczęśliwego partnera, ona z kolei nie odpuszcza żadnej okazji, by skomentować jego zachowanie jako ojca czy dziadka. Ta dynamika sprawia, że temat nie schodzi z nagłówków. Dla jednych Smaszcz to głos rozgoryczonych kobiet, które czują się zastąpione „młodszym modelem”, dla innych to przykład osoby, która po prostu nie potrafi odpuścić.
Dlaczego to nas wciąż interesuje? Bo to lustro współczesnych rozstań. W dobie Instagrama nie da się po prostu zniknąć z życia eks-małżonka, jeśli oboje jesteście osobami publicznymi. Ta historia uczy nas jednego: w show-biznesie rozwód to nie koniec, to tylko zmiana formatu, w którym jedna strona chce ciszy, a druga dba o to, by publiczność nie zapomniała o jej krzywdzie. To telenowela, w której napisy końcowe najwyraźniej jeszcze długo nie zostaną wyświetlone.
Paulina Smaszcz o tanecznych popisach byłego męża
To nie jest pierwszy raz, kiedy u Wojewódzkiego i Kędzierskiego padają mocne słowa, ale to zestawienie gości gwarantowało jazdę bez trzymanki. Na kanapie usiedli Marcin Hakiel i Paulina Smaszcz. Choć pochodzą z różnych bajek, łączy ich jedno: medialne rozstania, o których słyszał każdy, kto choć raz włączył internet w ciągu ostatnich dwóch lat. Naturalnie, panowie prowadzący nie byliby sobą, gdyby nie zaczęli drążyć tematu byłych partnerów swoich gości. Głównym bohaterem drugoplanowym stał się Maciej Kurzajewski, a konkretnie jego krótka przygoda z „Tańcem z gwiazdami”. Prowadzący, w swoim stylu, próbowali ustalić, dlaczego prezenter tak szybko pożegnał się z parkietem. Czy po prostu nie umiał ruszać biodrami, czy może widzowie zwyczajnie go nie polubili? To pytanie otworzyło puszkę Pandory, a goście zareagowali skrajnie różnie.
Marcin Hakiel podszedł do tematu po fachowsku. Jako człowiek, który zjadł zęby na turniejach tanecznych, skupił się na technice. Dla niego taniec to kroki, rama i rytm, więc ocenił Kurzajewskiego jak ucznia na egzaminie. Bez złośliwości, za to z chłodnym dystansem profesjonalisty.
Nie pamiętam teraz dokładnie tej edycji. Wiem na pewno, że miał super partnerkę, super doświadczoną i z wielkim dorobkiem. Wydaje mi się jednak, że nie był jakimś turbo tancerzem, nie miał takiego flow. Więc tutaj myślę, że na jakieś takie najwyższe noty, to ciężko, żeby zasłużył — ocenił
Zupełnie inaczej do tablicy wywołana została Paulina Smaszcz. „Kobieta Petarda” nie bawiła się w ocenianie pracy stóp. Dla niej ten występ był podszyty emocjami i prywatną historią, której nie da się odciąć grubą kreską.
On ze mną nigdy nie tańczył, więc w ogóle nie postrzegam go jako dobrego tancerza, bo przez całe nasze wspólne życie ani razu ze mną nie zatańczył — wyznała w podcaście "WojewódzkiKędzierski".
Kiedy przyznała, że oglądała byłego męża w telewizji głównie po to, by zobaczyć, jak sobie radzi w nowej rzeczywistości, w studiu zrobiło się gęsto.
Udział w "Tańcu z gwiazdami" był dla mnie ciekawy właśnie dlatego, żeby zobaczyć, jak on tańczy. Natomiast mam poczucie, że społeczeństwo powiedziało "nie" temu wizerunkowi Macieja, którego on sobie wykreował teraz — stwierdziła.
Wojewódzki, próbując nieco rozładować atmosferę, zauważył, że to bardzo osobiste spojrzenie. Smaszcz nie dłużna, skwitowała to krótko: trudno oczekiwać obiektywizmu od kogoś, kto spędził z daną osobą pół życia.
No, a jaka może być? Mojego sąsiada? No musi być moja osobista — podkreśliła.
Cała rozmowa pokazała, że w świecie show-biznesu nawet zwykły taniec rzadko jest tylko tańcem, a częściej staje się kolejnym polem bitwy w rozwodowych potyczkach.