Nie żyje Piotr Wierzbicki. Był założycielem "Gazety Polskiej"
W sobotę 29 listopada media obiegła zasmucająca informacja o śmierci legendy dziennikarstwa. Piotr Wierzbicki był założycielem “Gazety Polskiej”.
Gwiazdy, które odeszły w 2025 roku
Rok 2025 przyniósł w polskim show-biznesie wiele smutnych wiadomości. W styczniu odeszła Barbara Rylska, aktorka, której twarz i głos znało kilka pokoleń. Jej role w klasycznych komediach i dramatycznych produkcjach kinowych pozostaną w pamięci widzów, a jej wdzięk i charyzma sprawiały, że nawet drobne epizody stawały się niezapomniane.
W kwietniu świat pożegnał Jadwigę Jankowską-Cieślak, laureatkę nagrody dla najlepszej aktorki na festiwalu w Cannes, której dramatyczne kreacje i nieprzeciętne umiejętności aktorskie wciąż budziły podziw wśród miłośników kina.
Latem odszedł Stanisław Soyka, artysta, którego muzyka i interpretacje piosenek na stałe wpisały się w kanon polskiej sceny muzycznej; jego głos był znakiem rozpoznawczym dla pokoleń słuchaczy. W tym samym czasie pożegnaliśmy Joannę Kołaczkowską, kabareciarkę i artystkę estradową, której humor i energiczne występy potrafiły rozbawić do łez.
W kwietniu zmarł też Tomasz Jakubiak, znany kucharz i juror programów kulinarnych, który swoją pasją do gotowania zarażał telewidzów i czytelników. Na końcu, w listopadzie, odszedł Andrzej Zaucha, legenda polskiej piosenki jazzowej i popowej, którego niepowtarzalny głos i sceniczna charyzma były inspiracją dla wielu młodszych artystów.
Każda z tych osób zostawiła po sobie niezatarte ślady — nie tylko w dziełach, które stworzyli, ale także w sercach publiczności. Choć ich odejście wypełniło media i serca fanów smutkiem, pamięć o ich twórczości pozostaje żywa, a ich wkład w kulturę i rozrywkę będzie przypominał nam, że prawdziwe gwiazdy nigdy nie gasną. Wspomnienie ich talentu jest jak ciepłe echo przeszłości, które wciąż rozbrzmiewa w kinach, na scenach i w domach słuchaczy oraz widzów, dla których ich obecność była czymś więcej niż tylko widowiskiem — była częścią życia.

Kim był Piotr Wierzbicki?
Piotr Wierzbicki — polski dziennikarz, pisarz, publicysta, krytyk muzyczny — urodził się 5 listopada 1935 roku w Warszawie. Po ukończeniu filologii na Uniwersytecie Warszawskim pracował jako nauczyciel języka polskiego, ale szybko porzucił szkolną ławkę na rzecz papieru i druku.
Już w latach 50. zaczął publikować — jego felietony o muzyce i eseje o poezji pojawiały się w piśmie „Współczesność”. Z czasem trafił do redakcji kolejnych czasopism: „itd.”, „Literatura”, a później „Tygodnik Powszechny”. W 1977 roku jego solidarność z represjonowanymi działaczami opozycji przyniosła mu zwolnienie — decyzję świadomą, która pokazała, że dla niego pisanie i uczciwość były ważniejsze niż koniunktura.
W czasach PRL działał w wydawnictwach podziemnych i emigracyjnych. Napisał m.in. „Traktat o gnidach” — esej, który bez ogródek krytykował środowiska intelektualne lojalne wobec reżimu. Podczas stanu wojennego został internowany.
Po transformacji politycznej aktywnie uczestniczył w życiu publicznym. W latach 1991–1992 był redaktorem naczelnym dziennika „Nowy Świat”. W 1993 roku założył magazyn „Gazeta Polska”, którą prowadził do 2005 roku jako redaktor naczelny.
Ale Wierzbicki to nie tylko polityka i publicystyka — to też muzyka, kultura, eseistyka. Pisał książki i eseje: o muzyce poważnej, o literaturze, o społeczeństwie. Jako krytyk muzyczny potrafił ująć melomanów i laików — przekazywał zamiłowanie do Chopina, Bacha, klasyki, sprawiając, że słowo i dźwięk miały wspólny rytm.
Wierzbicki należał także do środowisk literackich — był członkiem Polski PEN Club i Stowarzyszenie Pisarzy Polskich. Jego życie — to przykład, że niezależność myśli i kultura mogą iść w parze.
Nie żyje Piotr Wierzbicki
To smutny dzień dla polskiej publicystyki, literatury i kultury. W sobotę media poinformowały, że w piątek 28 listopada w godzinach porannych odszedł Piotr Wierzbicki — działacz opozycji demokratycznej w PRL, dziennikarz, pisarz, publicysta i krytyk muzyczny. Miał 90 lat.
Przez lata był jednym z najbarwniejszych, najostrzejszych, ale także najgłębszych głosów publicystyki. Już w latach 50. rozpoczął swoje dzieło jako felietonista — pisał o muzyce, o poezji, o świecie, który często odpowiadał milczeniem. W czasach PRL-u, gdy opozycja ryzykowała wiele, on wybrał pisanie odważne i prawdziwe: podpis pod listem w obronie represjonowanych działaczy w 1977 roku kosztował go pracę, ale — jak mawiał — sumienie było ważniejsze niż stołek.
W podziemiu, w „Zapisie”, ukazał się jego głośny „Traktat o gnidach” — tekst bezkompromisowy, celny, który nie bał się stawiać pytań. Gdy nastały zmiany, Wierzbicki nie odszedł — wyciągnął pióro ponownie. W latach 1993–2005 był redaktorem naczelnym założonej przez siebie Gazety Polskiej.
Nie ograniczał się do polityki. Jego fascynacja muzyką klasyczną, literaturą i eseistyką sprawiała, że docierał do tych, którzy myśleli o sztuce, i tych, którzy szukali zwykłego słowa. Jego eseje, recenzje, artykuły — to było zaproszenie do dialogu, do refleksji, do słuchania.
Odejście Piotra Wierzbickiego to cios dla polskiej inteligencji. Ale jego teksty — surowe, śmiałe, prawdziwe — zostają. I oby dawały do myślenia tym, którzy potrzebują słów mądrych i odważnych.
