Michael Jackson i giganci gitary – rockowe brzmienie Króla Popu
Michael Jackson kojarzony jest przede wszystkim z popem, funkiem i tanecznym groove’em. Jednak uważniejsi słuchacze doskonale wiedzą, że w jego muzyce od zawsze było miejsce na mocne, rockowe gitary. Co więcej — Jackson regularnie zapraszał do studia największych gitarzystów swoich czasów, tworząc unikalne połączenie popu i rocka, które do dziś pozostaje ponadczasowe.
Rock w muzyce Michaela Jacksona – świadomy wybór artystyczny
Michael Jackson doskonale rozumiał, że kontrast buduje emocje. Choć jego muzyka była szybka, taneczna i popowa, na niemal każdej płycie chciał mieć przynajmniej jeden cięższy, gitarowy utwór. Był to zabieg nieprzypadkowy — zarówno artystyczny, jak i wizerunkowy.
Zapraszając rockowych gitarzystów:
- poszerzał brzmienie swoich albumów,
- trafiał do fanów rocka,
- pokazywał, że muzyka nie musi znać granic gatunkowych.
Efektem były utwory, które nie tylko świetnie się sprzedawały, ale również zyskały status kultowych.
Eddie Van Halen i „Beat It” – solówka, która zmieniła pop
Prawdziwym przełomem była płyta Thriller z 1982 roku. W utworze „Beat It” pojawia się legendarna solówka Eddie Van Halen — gitarzysty, który w tamtym czasie był absolutnym numerem jeden.
Van Halen:
- spopularyzował technikę tappingu,
- zrewolucjonizował grę na gitarze elektrycznej,
- wprowadził ciężkie, rockowe brzmienie do popowego hitu.
Jego solówka w „Beat It” jest agresywna, dynamiczna i idealnie wpasowana w strukturę utworu. To moment, w którym świat zobaczył, że gitara elektryczna może być pełnoprawnym elementem muzyki pop.
Steve Stevens i „Dirty Diana” – mrok, klimat i rockowy pazur
Kolejnym gitarowym bohaterem w dyskografii Michaela Jacksona był Steve Stevens, znany przede wszystkim ze współpracy z Billym Idolem.
W 1987 roku Stevens nagrał partie gitarowe do „Dirty Diana” — jednego z najmroczniejszych i najbardziej rockowych utworów Jacksona. Jego styl, łączący technikę z melodyjnością, idealnie wpisał się w dramatyczny klimat piosenki.
Gitara w „Dirty Diana” nie jest dodatkiem — jest nośnikiem emocji, napięcia i energii. To przykład, jak rockowa estetyka może wzbogacić popowy utwór bez utraty jego charakteru.
Slash i „Black or White” – gdy hard rock spotkał popowy mainstream
Na początku lat 90. rock był na absolutnym szczycie popularności. Pracując nad albumem Dangerous, Michael Jackson sięgnął więc po jedną z największych ikon tamtej sceny — Slash, gitarzystę zespołu Guns N’ Roses.
Slash wniósł do muzyki Jacksona dokładnie to, z czego był znany:
- surowe, rockowe brzmienie gitary Les Paul,
- charakterystyczny feeling oparty bardziej na emocjach niż na technice,
- riffy, które zapadają w pamięć po pierwszych dźwiękach.
Najlepszym przykładem tej współpracy jest „Black or White”. Już samo intro jasno sygnalizuje, że nie będzie to klasyczny popowy numer. Gitara Slasha nadaje utworowi energię, agresję i rockowy pazur, który doskonale kontrastuje z tanecznym rytmem i wokalem Michaela Jacksona.
Co ciekawe, Slash nagrał również partie gitarowe do wolniejszego, bardziej klimatycznego utworu z tej samej płyty, udowadniając, że potrafi odnaleźć się także w subtelniejszych aranżacjach.
Gitara jako fundament ponadczasowego brzmienia
Michael Jackson doskonale wiedział, że muzyka nie musi mieścić się w sztywnych ramach gatunkowych. Zapraszając rockowych gitarzystów:
- poszerzał swoją publiczność,
- budował unikalne brzmienie,
- tworzył utwory, które do dziś inspirują kolejne pokolenia muzyków.
Gitara w jego twórczości nie była dodatkiem — była pełnoprawnym bohaterem, który pomógł stworzyć legendę Króla Popu.