Ewa Błaszczyk mówi wprost o stanie córki po 25 latach
Ewa Błaszczyk od ćwierć wieku żyje między sceną a codziennością, której nie widać na czerwonych dywanach. W najnowszej rozmowie odsłoniła kolejne fragmenty tej rzeczywistości.
- 25 lat od tragedii, która zmieniła wszystko
- Ewa Błaszczyk o nowych metodach leczenia
- Wyznanie Ewy Błaszczyk
25 lat od tragedii, która zmieniła wszystko
Dla wielu widzów Ewa Błaszczyk pozostaje jedną z najbardziej charakterystycznych postaci polskiego teatru i filmu. Jednak jej życie od dawna nie jest już tylko historią artystki. W 2000 roku wydarzyło się coś, co całkowicie zmieniło jej codzienność. Jej córka Aleksandra zakrztusiła się tabletką. Doszło do niedotlenienia mózgu i poważnego obrzęku. Dziewczynka zapadła w śpiączkę. Od tamtej chwili minęło już 25 lat.
Ten dramat stał się jednocześnie początkiem zupełnie nowej drogi w życiu aktorki. Błaszczyk nie zamknęła się w prywatnym bólu. Z czasem stworzyła fundację „Akogo?”, a później także klinikę „Budzik” – pierwszą w Polsce placówkę zajmującą się wybudzaniem dzieci po ciężkich urazach mózgu. Dzięki niej wielu młodych pacjentów odzyskało świadomość.
Jednak w jej własnym domu czas płynie inaczej. Aleksandra nadal pozostaje w stanie śpiączki. Rodzina i lekarze od lat dbają o jej rehabilitację i stan zdrowia, starając się utrzymać organizm w możliwie najlepszej kondycji. Mimo upływu lat Błaszczyk nie przestaje szukać nowych możliwości terapii. Aktorka podkreśla, że rozwój nauki wciąż daje nadzieję na kolejne rozwiązania, które mogą pomóc osobom w podobnym stanie.
To właśnie dlatego w jej życiu obok sceny i działalności społecznej pojawia się jeszcze jeden, bardzo ważny element — nieustanne śledzenie medycznych nowości.

Ewa Błaszczyk o nowych metodach leczenia
W rozmowie z „Faktem” aktorka opowiedziała, że jej uwaga skupia się dziś przede wszystkim na nowych metodach terapii neurologicznej:
Skupiamy się na nowych działaniach, aktualnie nad nerwem błędnym i stymulacją zewnętrzną bez ingerencji chirurgicznej. Na świecie wchodzą różne nowe rzeczy i tego wszystkiego pilnujemy, żeby to ściągać do Polski, do Warszawy. Zrobiliśmy konferencję z Brytyjczykami, Niemcami i Turkami. Teraz na początku listopada też przyjadą Niemcy. Jeszcze nie ma procedur medycznych do tego na świecie, ale są już doświadczenia paroletnie, więc z tymi ludźmi się kontaktujemy. I to wszystko staramy się wdrażać.
Błaszczyk podkreśla, że na świecie prowadzone są już kilkuletnie doświadczenia z tą metodą. Aktorka stara się utrzymywać kontakt ze specjalistami z różnych krajów, między innymi z Wielkiej Brytanii, Niemiec i Turcji.
Błaszczyk nie ukrywa jednak:
To jest długa droga, ale trzeba to śledzić, bo w nauce sporo się dzieje z systemem nerwowym i z mózgiem.
W medycynie dotyczącej mózgu wiele procesów wymaga lat badań i testów. Zanim jakakolwiek terapia stanie się standardem leczenia, musi przejść przez kolejne etapy weryfikacji.
Aktorka mówi o tym bez nadmiernego optymizmu. Zwraca uwagę, że w takich sytuacjach bardzo łatwo ulec myśleniu życzeniowemu:
Bardzo chciałabym dożyć jakiegoś przełomu, bo w tej nauce mieści się też moja córka, prawda? Ale jestem też realistką, wiem, że to jest bardzo trudne, ale kto wie…
Jedno pojedyncze doświadczenie nie oznacza jeszcze przełomu. Dlatego podchodzi do sprawy z dużą ostrożnością.
Przeczytaj także: Kto odpadł z "Tańca z Gwiazdami"? Oficjalne wyniki
Wyznanie Ewy Błaszczyk
Najbardziej poruszające w całej historii nie są jednak szczegóły medyczne ani plany dotyczące kolejnych badań. Najmocniejsze słowa pojawiają się dopiero wtedy, gdy aktorka mówi o własnym podejściu do przyszłości.
Zapytana przez dziennikarkę „Faktu”, Magdalenę Makuch-Korościk:
Ale wierzy pani cały czas w cud?
odpowiada:
Może nie w cud, może bardziej w dokonania nauki.
Błaszczyk przyznaje wprost, że nie wierzy w cudowne uzdrowienie. Zamiast tego stawia na rozwój nauki. W jej przekonaniu tylko postęp medycyny może przynieść realną zmianę w przypadku osób pozostających w śpiączce przez wiele lat.
Jednocześnie nie ukrywa, że sama jest realistką. Wie, jak trudne są uszkodzenia mózgu i jak skomplikowany jest proces jego regeneracji. Mimo to ma jedno bardzo konkretne marzenie. Chciałaby doczekać momentu, w którym nauka dokona przełomu w leczeniu takich przypadków.
Mimo wszystkich wysiłków, rzeczywistość pozostaje nieubłagana i wymagająca. Błaszczyk wie, że cudowne rozwiązania się nie zdarzają, a postęp nauki bywa powolny i niepewny.
