Sylwester 2025. To co spotkało braci Golec jest nie do opisania. Dantejsklie sceny przed busem
Tłumy fanów kompletnie straciły panowanie nad emocjami! Słynny duet muzyczny przeżył chwile grozy, gdy ich auto zostało nagle zablokowane przez napierający tłum. Reporterzy dotarli do relacji z tego, co działo się tuż po zakończeniu wielkiego show.
Sylwestrowa Moc Przebojów Polsatu w Toruniu
To była noc, która zamknęła pewien rozdział i pokazała, że polska rozrywka wciąż trzyma się sprawdzonych receptur. Sylwestrowa Moc Przebojów 2025 po raz drugi zagościła na Rynku Staromiejskim w Toruniu, a miasto na kilka godzin zamieniło się w największą dyskotekę w kraju. Impreza ruszyła w środę o 19:45 i od razu narzuciła szybkie tempo, które trwało aż do białego rana. Największą siłą tego wydarzenia był rozmach – zarówno ten sceniczny, jak i technologiczny. Widzowie nie musieli siedzieć przed telewizorami, bo streaming w Polsat Box Go i Interii pozwolił zabrać zabawę na smartfony i laptopy. Dzięki temu każdy mógł bawić się tam, gdzie akurat rzucił go los, bez żadnych ograniczeń. To była prawdziwa wolność wyboru i zabawa na własnych zasadach, która udowodniła, że tradycyjna telewizja potrafi odnaleźć się w internecie.
Na scenie pojawiła się niesamowita mieszanka pokoleń. Z jednej strony mieliśmy legendy, takie jak Beata i Bajm, Lady Pank, Urszula czy Alicja Majewska, a z drugiej idoli młodego pokolenia, jak Julia Żugaj czy Smolasty. Nie zabrakło też disco polo w najlepszym wydaniu – Zenek Martyniuk, Skolim i Marcin Miller zadbali o to, by nikt nie podpierał ścian. Wisienką na torcie był występ Thomasa Andersa, który swoimi hitami z repertuaru Modern Talking przypomniał, że dobre melodie nie mają daty ważności. Toruński rynek pękał w szwach, a energia płynąca ze sceny, gdzie pojawili się też Sławomir, Enej czy Big Cyc, była niemal namacalna. To był sylwester pełen kontrastów, który połączył fanów rocka, popu i muzyki tanecznej w jednym miejscu. Impreza zakończyła się sukcesem, zostawiając po sobie masę wspomnień i udowadniając, że Toruń ma świetny klimat do wielkich widowisk pod gołym niebem.
Jednymi z artystów byli również bracia Golec.

Golec uOrkiestra - kariera
Bracia Golec to był fenomen, którego nie dało się zignorować, nawet jeśli ktoś omijał szerokim łukiem festiwale w Opolu czy Sopocie. Ich kariera stanowiła podręcznikowy przykład tego, jak połączyli tradycję z komercyjnym sukcesem, nie tracąc przy tym ani grama góralskiego autentyzmu.Wszystko zaczęło się w muzykalnym domu w Milówce. Paweł i Łukasz nie byli amatorami, którzy chwycili za instrumenty z nudów – to byli dyplomowani muzycy jazzowi, co dawało się odczuć w każdej aranżacji. Kiedy w 1998 roku założyli Golec uOrkiestrę, w polskiej muzyce wiało nudą. Oni wnieśli tam puzon, trąbkę i energię, która nagle idealnie wpasowała się w radiowe formaty.
Prawdziwy przełom nastąpił błyskawicznie. Cała Polska śpiewała „Lornetkę”, „Ściernisko” czy „Crazy is my life”. Te utwory stały się obowiązkowymi punktami wesel i imprez plenerowych. Słynne zdanie o tym, że „tu na razie jest ściernisko, ale będzie San Francisco”, weszło do języka potocznego i stało się symbolem polskiego optymizmu, cytowanym przez lata nawet przez polityków. Dlaczego to tak dobrze działało? Sukces opierał się na prostych fundamentach. Goleccy od początku promowali wizerunek rodzinnych, porządnych gości, co budziło powszechne zaufanie. Do tego doszła ich działalność w fundacji, gdzie realnie wspierali naukę gry na instrumentach wśród dzieci na Żywiecczyźnie. Ważny był też ogromny dystans do siebie – bracia potrafili z uśmiechem reagować na memy i internetowe żarty na swój temat.
Golec uOrkiestra stała się sprawnie działającym przedsiębiorstwem rozrywkowym. Mimo upływu lat ich energia na scenie nie słabła. Choć krytycy muzyczni czasem kręcili nosami na popowe zacięcie ich utworów, fakt pozostawał jeden: mało kto potrafił tak skutecznie porwać tłumy od przedszkolaka po seniora. Bracia Golec udowodnili po prostu, że góralszczyzna to nie skansen, ale świetna marka eksportowa.
Ostatnio artyści w rozmowie z Pomponikiem wyznali co spotkało ich w Toreuniu podczas koncertu.
To spotkało braci Golec podczas pobytu w Toruniu
Bracia Golec przyzwyczaili nas do tego, że tam, gdzie jest dobra zabawa, tam muszą być i oni. Ostatnią noc roku spędzili w Toruniu, biorąc udział w Sylwestrowej Mocy Przebojów. Nie był to jednak szybki wypad „na gotowe”. Muzycy zjawili się na miejscu znacznie wcześniej, żeby dopilnować prób i sprawić, by na scenie wszystko zagrało jak w zegarku. Pracowitość zawsze była ich znakiem rozpoznawczym i tym razem nie było inaczej.
Ledwo jeszcze nie wyskoczyliśmy z busa, a już mieliśmy wianuszek wokół naszego pojazdu" - wyznał w rozmowie z reporterką Pomponika
W rozmowach z dziennikarzami przyznali wprost, że taki tryb życia to dla nich absolutna norma.
To jest dla nas naturalne, że ludzie chcą się z nami spotkać, dostać autograf czy zdjęcie, zapytać co słychać - powiedzieli
Podczas gdy większość ludzi szykowała kreacje na bal, oni po prostu robili swoje. Łukasz i Paweł wielokrotnie powtarzali, że ich praca to pasja, z której nie zamierzali rezygnować nawet w tak gorącym okresie. Co ciekawe, zapytani o noworoczne postanowienia, nie mówili o odpoczynku czy zwolnieniu tempa. Przeciwnie – na pierwszym miejscu postawili dalsze tworzenie muzyki.
