Niewiarygodne, kto znalazł się na widowni "Tzg". Ukrył się w tłumie ludzi
Tego wieczoru oczy widzów nie były przyklejone wyłącznie do tancerzy. W studiu „Tańca z Gwiazdami" pojawiły się twarze, które same w sobie przyciągają spojrzenia i które w przerwach reklamowych urządziły sobie własny, nieoficjalny show.
Guilty pleasure
Piąty odcinek 18. edycji „Tańca z Gwiazdami" rządził się zupełnie innymi prawami niż poprzednie tygodnie. Hasło przewodnie „guilty pleasures" – drobne przyjemności, do których nie zawsze łatwo się przyznać, odsłoniło przed widzami prywatną stronę uczestników, z dala od czerwonych dywanów i perfekcyjnego wizerunku. Widzowie dowiedzieli się, kto ma słabość do reality show i ogląda je wszystkie, kto uwielbia śpiewać pod prysznicem, a czyją pasją jest naprawdę bardzo szybka jazda samochodem.
Uczestnicy otrzymali możliwość samodzielnego wyboru piosenek do swoich choreografii, a wśród wybranych hitów znalazły się między innymi „Halo tu Londyn" zespołu Weekend, „Ev'ry Night" Mandaryny czy „Dżaga" grupy Virgin. Muzyczne wybory mówiły o uczestnikach więcej niż niejedno wyznanie – bo łatwo przyznać się do ambitnej muzyki, trudniej do hitów, które zna się na pamięć, choć oficjalnie może i „nie wypada". I właśnie w tym tkwiła siła tego wieczoru – szczerość podszyta lekkim wstydem, którą widownia pokochała bez wyjątku.
Nastrój zabawy miał jednak swoją cenę. Ponieważ w poprzednim odcinku nikt nie odpadł, tym razem punkty i głosy widzów z czwartego i piątego odcinka zostały zsumowane, a dwie pary z najniższą łączną punktacją muszą pożegnać się z programem.

Solidny nokaut
Parkiet „Tańca z Gwiazdami" przyciąga co tydzień tłumy, ale niektórzy goście potrafią przykuć uwagę nawet wtedy, gdy nie robią absolutnie nic. Tym razem w studiu pojawił się Marcin Najman, którego obecność w jakimkolwiek miejscu automatycznie podnosi temperaturę otoczenia o kilka stopni. Były bokser i zawodnik freak fightów zasiadł na widowni jak gdyby nigdy nic.
Jego pojawienie się w studiu “TZG” momentalnie zelektryzowało wszystkich. Najman to postać, która budzi skrajne emocje – jedni go uwielbiają, drudzy nie mogą zrozumieć fenomenu jego popularności, ale wszyscy bez wyjątku go obserwują. W pewnym sensie był tego wieczoru idealnym gościem. Wieczór pod hasłem guilty pleasure wymaga przecież kogoś, kto sam w sobie jest guilty pleasure polskiej rozrywki. Trudno o lepsze dopasowanie.
Czy Najman przyszedł kibicować konkretnej parze, czy po prostu postanowił uświetnić swoją obecnością jeden z najbardziej oglądanych programów w Polsce? Tego nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że kamery go znalazły, internet to odnotował, a komentarze w mediach społecznościowych rozkręciły się w tempie godnym nokautu w pierwszej rundzie.
Fotoreporterzy czuwają
Gdy na ekranach pojawia się blok reklamowy, dla większości widzów to sygnał do wyjścia po herbatę. W studiu „Tańca z Gwiazdami" jest jednak zupełnie inaczej – przerwy reklamowe to osobny spektakl, który rozgrywa się poza zasięgiem głównych kamer, ale nie poza zasięgiem czujnych fotoreporterów. Ci nie odkładają aparatów ani na chwilę, bo dobrze wiedzą, że właśnie w tych kilku minutach dzieje się to, czego żaden scenariusz nie przewiduje.
Tym razem obiektyw uchwycił m.in. Mandarynę w zupełnie innej odsłonie niż ta z widowni, w czapce z daszkiem. Gwiazda chętnie pozowała do zdjęć z Pauliną Gałązką i jej tancerzem – uśmiechy, bliskie kadry, atmosfera daleka od anonimowości.
Wokalista Weekendu też wyraźnie postanowił w pełni wykorzystać każdą wolną chwilę. Zamiast spokojnie siedzieć na swoim miejscu, rusza między uczestników rozmowy, śmiechy, wymiana kilku słów tu i tam. Człowiek, którego hit „Halo tu Londyn" rozbrzmiewał tego wieczoru na parkiecie, najwyraźniej czuje się w studiu „TzG”jak ryba w wodzie.


