Wyszukaj w serwisie
newsy tylko u nas foto telewizja lifestyle quizy O nas
News.Swiatgwiazd.pl > Newsy > Doniesienia ws Jana Kulczyka. Jest rzekomy świadek
Magdalena Szymańska
Magdalena Szymańska 04.01.2026 21:22

Doniesienia ws Jana Kulczyka. Jest rzekomy świadek

Doniesienia ws Jana Kulczyka. Jest rzekomy świadek
fot. KAPiF

Widzowie nie mogli uwierzyć własnym oczom. W trakcie transmisji w studiu nagle pojawiła się nieproszona osoba, która wywołała gigantyczne zamieszanie. Padły oskarżenia, które natychmiast stały się tematem numer jeden w sieci.

Jan Kulczyk nie żyje - tajemnica śmierci miliardera.

Śmierć Jana Kulczyka w lipcu 2015 roku była jednym z tych wydarzeń, w które wielu Polaków po prostu nie chciało uwierzyć. Najbogatszy człowiek w kraju, mający dostęp do najlepszych lekarzy i nieograniczonych funduszy, zmarł nagle w wiedeńskiej klinice. Oficjalnie powodem były powikłania po rutynowym zabiegu, co samo w sobie brzmiało dla postronnych absurdalnie. Jak to możliwe, że miliarder, który trząsł rynkiem energii i infrastruktury, odszedł z powodu „małoinwazyjnej operacji”? Ta nagłość sprawiła, że internet niemal natychmiast zalała fala domysłów. Zamiast skupić się na faktach, ludzie zaczęli snuć wizje godne dobrego filmu szpiegowskiego. Pojawiły się teorie, że Kulczyk sfingował własny zgon, by uciec przed problemami politycznymi albo po prostu odpocząć od ciężaru własnej fortuny. Wielu sceptyków do dziś powtarza, że biznesmen żyje sobie spokojnie w jakimś egzotycznym raju, patrząc z daleka na to, co dzieje się w kraju.

Mimo że od pogrzebu minęło już sporo lat, a majątek został dawno podzielony między spadkobierców, legenda o „wiecznie żywym” miliarderze regularnie wracała przy każdej większej aferze gospodarczej. Ludzie szukali dowodów tam, gdzie ich nie było, analizując każde zdjęcie czy nagranie z odległych zakątków świata. Brak konkretnych dowodów na te rewelacje wcale nie uciszał plotek – wręcz przeciwnie, podsycał wyobraźnię tych, którzy wierzyli, że człowiek z takimi wpływami może wszystko, nawet oszukać przeznaczenie. Dziś, gdy emocje dawno opadły, ta historia pozostaje głównie ciekawostką z cyklu miejskich legend. Pokazała ona jednak, że jako społeczeństwo mamy ogromny problem z zaakceptowaniem kruchości życia, zwłaszcza gdy dotyczy to osób z samego szczytu drabiny finansowej. Śmierć najbogatszego Polaka stała się symbolem tego, że pewnych rzeczy – mimo miliardów na koncie – po prostu nie da się kontrolować.

Doniesienia ws Jana Kulczyka. Jest rzekomy świadek
Jan Kulczyk fot. KAPiF

Nietypowa sytuacja podczas emisji programu

To był jeden z tych momentów w historii polskiej telewizji, kiedy nikt – od realizatora po widzów przed telewizorami – nie wiedział, co się właściwie dzieje. Rok 2016, studio programu „Państwo w państwie”, poważna rozmowa o rodzinnym dramacie i nagle scena jak z filmu sensacyjnego. Do studia, omijając ochronę, wbiegła Edyta Sieczkowska z niemowlęciem na ręku. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, w eter poszła teoria, która na lata stała się paliwem dla internetowych detektywów: Jan Kulczyk żyje.

Kobieta nie bawiła się w półśrodki. Wykrzyczała do mikrofonów, że najbogatszy Polak upozorował własną śmierć, a ona sama ma być dowodem na jego wielkie oszustwo. Twierdziła, że miliarder ją oszukał, a ona – w akcie desperacji – próbowała o wszystkim donieść nawet Donaldowi Tuskowi. Całość wyglądała chaotycznie i dramatycznie, zwłaszcza gdy Sieczkowska zaczęła wymachiwać rzekomymi dokumentami, które miały potwierdzać, że jest zastraszana.

Realizatorzy Polsatu zachowali zimną krew i po chwili przerwali transmisję, puszczając reklamy, a kobietę wyprowadzono z budynku. Choć incydent trwał zaledwie chwilę, ziarno niepewności zostało zasiane. Media przez kolejne dni żyły nie tyle samym włamaniem do studia, co treścią okrzyków kobiety. W tamtym czasie temat nagłego odejścia Jana Kulczyka w wiedeńskiej klinice wciąż był świeży, a teoria o jego „ucieczce na rajską wyspę” krążyła w kuluarach.

Padły takie zarzuty względem zmarłego Jana Kulczyka

Afera wokół Edyty Sieczkowskiej to już w zasadzie historia, bo siódmy sezon programu zdążył ruszyć pełną parą, ale niesmak po tamtych wydarzeniach pozostał. Wszystko rozegrało się na oczach widzów, gdy gospodarz formatu najpierw obiecał kobiecie czas antenowy, a potem, niemal w ostatniej chwili, zmienił zdanie i zablokował jej występ. Sieczkowska miała przygotowane dokumenty i była gotowa do konfrontacji, jednak ostatecznie odeszła z kwitkiem, co w sieci spotkało się z bardzo ostrym odbiorem.

Wysłuchaliśmy pani Edyty, ale musi postępować zgodnie z procedurą. Tłumaczyłam, że tak nie można zgłaszać się do programu. Musimy otrzymać dokumentację, aby ją zweryfikować. To jest długa i żmudna praca – ogłosiła szefowa programu Państwo w Państwie.

Ludzie nie lubią, gdy ktoś składa obietnicę przed kamerami, a potem udaje, że tematu nie ma. Widzowie poczuli się zwyczajnie oszukani, co zmusiło redakcję do przejścia w tryb gaszenia pożaru. Zamiast planowanej rozmowy w studio, na stronie programu wylądowało oficjalne oświadczenie, w którym twórcy tłumaczyli, dlaczego nie dopuścili kobiety do głosu. Wyjaśnienia były dość chłodne i techniczne, co tylko dolało oliwy do ognia, bo wielu fanów uznało to za próbę cenzury i zwykły brak klasy wobec gościa.

W mediach nie można podawać danych bez weryfikacji dowodów w danej sprawie. Pani Edyta była zdesperowana, ale tacy zdesperowani ludzie, którzy często płaczą i krzyczą, dzwonią na co dzień do redakcji. Oni jednak szanują zasady oraz prawo i nie wdzierają się do naszego studia. Ich historie mogą nasi widzowie potem obejrzeć w programie.

Cała ta sytuacja pokazała, jak cienka jest granica między telewizyjnym show a rzeczywistym dramatem ludzkim. Choć produkcja próbowała zamknąć sprawę jednym komunikatem, wizerunek programu mocno ucierpiał. Zamiast merytorycznego wyjaśnienia spornych kwestii, zapamiętaliśmy głównie to, jak odebrano kobiecie głos w momencie, gdy najbardziej go potrzebowała. Dziś, gdy sezon siódmy trwa w najlepsze, tamte emocje nieco opadły, ale przypadek Sieczkowskiej stał się dla wielu symbolem tego, że w telewizji liczy się scenariusz, a niekoniecznie prawda konkretnego człowieka.

Doniesienia ws Jana Kulczyka. Jest rzekomy świadek
fot. Państwo w Państwie
Doniesienia ws Jana Kulczyka. Jest rzekomy świadek
fot. Państwo w Państwie
Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Marta Nawrocka
Jest apel do Marty Nawrockiej. Eksperci alarmują, chodzi o dzieci
Krzysztof Cugowski
Krzysztof Cugowski zabrał głos ws wideo ze swoim udziałem "Nie dajcie się oszukać"
Piotr Adamczyk
Żona uwielbianego aktora w szpitalu. Doszło do wypadku
Magda Gessler
Kucharz pracujący dla Magdy Gessler zamordował kolegę. Znamy szczegóły sprawy.
None
Marcin Prokop o Kubie Wojewódzkim. Wbił mu szpilę
Torbicka
Jak dobrze znasz Grażynę Torbicką? Te pytania mogą zaskoczyć
Tym seniorom ZUS przeleje specjalny dodatek. Tyle będą otrzymywać co miesiąc wraz z emeryturą
ZUS, dodatek pielęgnacyjny
Fot. Arkadiusz Ziolek/East News
Co miesiąc na konta części seniorów trafia dodatkowa kwota. Bez zapowiedzi, bez formalności, bez rozgłosu. Wielu zauważa ją dopiero po czasie, inni w ogóle nie wiedzą, skąd się bierze. Mechanizm wygląda prosto, ale w praktyce kryje sporo pułapek. Wystarczy drobny szczegół, by pieniądze przestały wpływać. System działa automatycznie, ale nie wobec wszystkich i nie zawsze. Kto może na tym skorzystać, a kto – zupełnie nieświadomie – traci pieniądze?Świadczenie, o którym rzadko się mówiAutomat czy formalności? Tu łatwo o błądDodatek pielęgnacyjny ZUS: kto dostaje, ile wynosi i kiedy można go stracić
Czytaj dalej
Pożar hali w Gdańsku. Trwa akcja gaśnicza. Wiemy, co się dzieje
Pożar hali
W niedzielny wieczór Gdańsk obudził się na alarm – przy ul. Marynarki Polskiej wybuchł poważny pożar hali produkcyjnej, który wciąż nie został opanowany. Ogień ogarnął cały obiekt o powierzchni około 200 m², a z miejsca unosi się gęsty, ciemny dym, widoczny z daleka. Strażacy natychmiast rozpoczęli akcję gaśniczą – jak informuje RMF24, w działaniach bierze udział siedem zastępów straży pożarnej, które próbują opanować sytuację i uniemożliwić dalszy rozwój ognia. Na razie nie ma potwierdzonych informacji o osobach poszkodowanych, ale sytuacja nadal jest poważna i dynamiczna. Pierwsze ustalenia strażakówPożar w Gdańsku: okoliczności zdarzeniaPożar gasi 7 zastępów straży! Zagrożone sąsiednie budynki
Czytaj dalej