Maryla Rodowicz przeżyła koszmar. Uratowali ją "bujacze"
Sylwester w telewizji rzadko bywa tak przewidywalny, jak obiecują ramówki i oficjalne zapowiedzi. Na ekranie wszystko wyglądało jak dopracowany do ostatniego detalu spektakl. Dopiero później okazało się, że za tą gładką fasadą kryły się momenty napięcia i sytuacje, których widzowie nie mieli prawa zauważyć.
- Sylwester z Dwójką 2025/2026 – pełne emocji widowisko muzyczne
- Problemy techniczne Maryli Rodowicz
- „Bujacze” uratowali show
Sylwester z Dwójką 2025/2026 – pełne emocji widowisko muzyczne
Sylwester z Dwójką to impreza, która od lat gości na stałe w polskiej telewizji i w sylwestrowych rytuałach milionów widzów. 31 grudnia 2025 roku, już od godzin wieczornych, pod Spodkiem w Katowicach gromadziły się tłumy ludzi. Choć zimowa aura i padający śnieg mogły zniechęcać, to i tak kilkadziesiąt tysięcy osób postanowiło świętować koniec roku na żywo, tworząc specyficzną, pełną energii atmosferę tuż przed halą. Wielki koncert rozpoczął się około godziny 19:50. Emocje sięgały zenitu, a publiczność witała kolejne muzyczne numery z entuzjazmem, niezależnie od temperatury za oknem.
Telewizja Polska, która realizowała tę imprezę, przygotowała na scenie bogaty program artystyczny, starając się przyciągnąć jak najszersze grono widzów. Jednym z najbardziej wyczekiwanych momentów był występ międzynarodowej gwiazdy — Stinga, znanego brytyjskiego muzyka, który miał pojawić się jako główna zagraniczna atrakcja wieczoru. To wybór, który miał podnieść rangę wydarzenia i nadać mu wyjątkowego charakteru.
Poza Stingiem na scenie pojawili się liczni polscy artyści, reprezentujący różne pokolenia i różne style muzyczne. Widzowie mogli usłyszeć m.in. Dawida Kwiatkowskiego, Dodę, Justynę Steczkowską, Michała Szpaka czy Kayah – a także grupy i zespoły, które od lat funkcjonują w polskim show-biznesie. Całość poprowadzili prezenterzy znani z mediów i muzyki, co jeszcze bardziej podkreśliło wielowymiarowy charakter programu.
Program sylwestrowy okazał się sukcesem pod względem oglądalności. Według wstępnych danych, „Sylwestra z Dwójką” w TVP2 i TVP Polonia śledziło łączone kilka milionów widzów, a to sprawiło, że impreza ta ponownie okazała się jednym z najczęściej oglądanych wydarzeń telewizyjnych w Polsce w noc sylwestrową.

Problemy techniczne Maryli Rodowicz
Sylwestrowy koncert Maryli Rodowicz, odbywający się w ramach „Sylwestra z Dwójką”, przyciągnął uwagę tysięcy widzów przed telewizory i na miejsca w Katowickim Spodku. Legendarna artystka, mimo swoich 80 lat, zaprezentowała się w efektownej stylizacji – kowbojski klimat, złoty gorset i kwiatowa huśtawka stały się elementami scenicznego show. Towarzyszyli jej dwaj umięśnieni mężczyźni bez koszulek.
Występ, który miał być popisem scenicznej lekkości i energii, w rzeczywistości ukrywał kilka technicznych i pogodowych komplikacji. Maryla, mimo legendarnego profesjonalizmu, nie była odporna na kaprysy aury i sprzętu. Jej włosy i misternie ułożona fryzura zostały poważnie naruszone przez silny wiatr, a publiczność nie miała pojęcia, że artystka musiała stawić czoła poważnym problemom na żywo.
Podczas gdy wyglądało to jak kolejny efektowny element sceniczny, Maryla Rodowicz zmagała się z realnym problemem technicznym — od jednego z jej dousznych monitorów oderwał się kabel. W momencie, w którym słuchawka przestała działać, artystka znalazła się na huśtawce, wykonując fragment piosenki na żywo, z publicznością w gotowości i milionami widzów przed ekranami.
Dla widzów całość wyglądała na kolejne udane show – a w rzeczywistości Maryla przez moment nie mogła usłyszeć własnego głosu i muzyki tak, jak powinna. To sytuacja, która dla wielu wokalistów była by dramatyczna i stresująca, zwłaszcza przy tak ogromnej telewizyjnej widowni. Jednak artystka nie straciła głowy i kontynuowała występ tak, jak gdyby nic się nie stało.
„Bujacze” uratowali show
Jednym z najbardziej zaskakujących elementów całej tej historii jest rola, jaką odegrali „bujacze” — mężczyźni bez koszulek, którzy wspierali huśtawkę. To właśnie dzięki ich stabilnej postawie i wytrwałości Maryla mogła bezpiecznie kontynuować występ, mimo że techniczny problem sprawił, iż nie miała pełnej kontroli nad dźwiękiem i kontaktem z zespołem muzycznym. To właśnie ci sceniczni towarzysze, których obecność mogła być odbierana jako estetyczny dodatek do spektaklu, w rzeczywistości odegrali kluczową rolę w pomocy artystce w trudnym momencie.
Maryla Rodowicz później sama podziękowała im publicznie, określając ich jako tych, którzy „uratowali sytuację”. W swoich mediach społecznościowych opublikowała fotografię zza kulis, opatrzoną opisem:
Przed wyjściem na scenę. A na scenie, na huśtawce wiatr tak wiał, ze włosy, grzywka, misternie ułożona fryzura total, już nie miałam na nic wpływu, wszystko poszło hen sobie. W dodatku już na huśtawce okazało się, ze oderwał się kabelek od prawej słuchawki. Przez dłuższą chwile dociskałam słuchawkę, miałam nadzieję, ze zadziała. Ale to była tylko nadzieja. Za kulisami, po zejściu ze sceny słuchawka została mi w ręku. Na szczęście panowie „bujacze” wytrwali, rozebrani do pasa. Dziękuję panowie. Uratowaliście sytuację.
Ostatecznie okazuje się, że to nie tylko perfekcyjna choreografia, wielka scena i zachwycająca publiczność tworzyły sylwestrowe show Maryli Rodowicz — ale też momenty realnej improwizacji, technicznej improwizacji i nieoczekiwana pomoc scenicznych partnerów.
