Ewa Minge w aktach Epsteina. Modelka nie mogła milczeć
Nazwisko Ewy Minge pojawiło się w dokumentach związanych z jedną z największych afer obyczajowych XXI wieku. Ujawnione akta dotyczące Jeffreya Epsteina wywołały lawinę spekulacji. Sama projektantka stanowczo zaprzecza jakimkolwiek związkom z kontrowersyjnym finansistą.
- Tło afery Epsteina
- Ewa Minge na liście Epsteina
- Projektantka zabrała głos
Tło afery Epsteina
Jeffrey Epstein był amerykańskim finansistą, który przez lata obracał się w kręgach władzy, wielkiego biznesu i świata show-biznesu. Oficjalnie zajmował się inwestycjami oraz doradztwem finansowym dla najbogatszych klientów. Późniejsze ustalenia śledczych ujawniły jednak, że równolegle stworzył rozległy system wykorzystywania młodych kobiet oraz nieletnich dziewcząt. Ogromny majątek i sieć wpływowych znajomości pozwalały mu przez długi czas unikać odpowiedzialności, a pierwsze zarzuty były bagatelizowane lub kończyły się umorzeniem postępowań.
Sprawa Epsteina nabrała pełnego rozgłosu po jego ponownym aresztowaniu w 2019 roku. Postawiono mu wówczas zarzuty handlu ludźmi w celach seksualnych oraz wykorzystywania nieletnich. Wkrótce potem zmarł w celi nowojorskiego aresztu. Choć oficjalnie uznano jego śmierć za samobójstwo, okoliczności zdarzenia do dziś budzą liczne wątpliwości i kontrowersje. Zgon finansisty nie zakończył afery - wręcz przeciwnie, stał się impulsem do dalszych dochodzeń i procesów cywilnych.
W ostatnich miesiącach światowe media ponownie skupiają się na sprawie Epsteina w związku z ujawnianiem kolejnych dokumentów sądowych oraz fragmentów korespondencji. Akta publikowane są etapami, a każde nowe nazwiska wywołują duże poruszenie opinii publicznej. Wśród osób wymienianych w dokumentach pojawiają się politycy, członkowie rodzin królewskich, gwiazdy Hollywood oraz znani przedsiębiorcy. Jednocześnie podkreśla się, że samo pojawienie się nazwiska w aktach nie przesądza o winie, lecz obrazuje skalę kontaktów i wpływów, jakimi dysponował Epstein.

Ewa Minge na liście Epsteina
Szczególne poruszenie wywołały informacje, że w ujawnionych dokumentach pojawiają się polskie nazwiska, a szczególnie te związane ze światem mody. Na liście figurują takie postaci, jak chociażby Karolina Szymczak, Sandra Kubicka czy Anna Jagodzińska. Teraz do opinii publicznej wyciekło nazwisko Ewy Minge.
Ewa Minge to postać od lat rozpoznawalna w polskim i międzynarodowym świecie mody. Projektantka z ogromnym doświadczeniem i prestiżem, która nie tylko tworzyła własne kolekcje, ale także ubierała gwiazdy, celebrytów i osobistości z wielu krajów. Minge niejednokrotnie była określana jako jedna z najbardziej cenionych polskich projektantek, która potrafiła zaprezentować światu polski styl.
Minge jest także autorką książek i eksploratorką kulisów branży fashion. Niejednokrotnie opowiadała o tym, jak wygląda życie i praca modelek, jakie pułapki czyhają na osoby wchodzące do tej branży, a także wskazywała na mniej znane strony świata mody, które często pozostają poza reflektorami kamer. W swoim dorobku posiada wiele profesjonalnych pokazów, a ponadto może pochwalić się wieloma współpracami biznesowych z mediami i markami międzynarodowymi.
Dzięki międzynarodowemu dorobkowi i licznych pokazach poza Polską nazwisko Ewy Minge pojawiło się w kontekście akt Epsteina, a przynajmniej w dokumentach, które zostały ujawnione w ramach ogromnej bazy informacji dotyczących kontaktów kontrowersyjnego finansisty
Projektantka zabrała głos
Nazwisko projektantki pojawia się w korespondencji mailowej Lesley Groff, która miała sugerować Jeffrey’emu Epsteinowi udział w wybranych pokazach mody. Wśród rekomendowanych wydarzeń znalazła się prezentacja kolekcji Minge z 2011 roku w Nowym Jorku. Ujawniona dokumentacja jest wyjątkowo szczegółowa - obejmuje nie tylko datę i miejsce pokazu, lecz także informację o zamkniętym charakterze wydarzenia, dostępnym wyłącznie na zaproszenia, oraz wskazanie oficjalnej strony internetowej marki.
Sama projektantka niezwłocznie odniosła się do całej sprawy na łamach „Faktu”.
„Pokaz w 2011 roku, o który pani pyta, przygotowywała dla mnie francuska agencja PR-owo- marketingowa. To że zostaliśmy wytypowani świadczy, że nasza marka jest marką, która na świecie jest uznawana, że moje pokazy są dużym wydarzeniem. Pana Epsteina nigdy osobiście nie poznałam, ani też nie bywał na moich pokazach, imprezach, ani ja nie bywałam na jego. Poza tym zawsze miałam i mam wgląd w listę gości, którzy mają się pojawić na moich pokazach, nawet jeśli organizuje je zewnętrzna firma” – mówiła Ewa Minge w rozmowie z „Faktem”.
Dodała również, że rynek amerykański nie jest jej obcy, a tamtejsze media od wielu lat śledzą jej działalność.
„Dlaczego mój pokaz znalazł się na tej liście? Bo o moich paryskich pokazach pisały bardzo mocno media amerykańskie New York Times, regularnie Washington Post. Byliśmy zawsze bardzo mocno widoczni w Ameryce i dostałam zaproszenie na Fashion Week w Nowym Jorku”.
Minge podkreśliła również, że od lat obserwuje świat mody i opowiada w swoich książkach o tym, jak on wygląda od środka. Projektantka ma nadzieję, że uwiarygodni to jej literacki dorobek.
„Mam nadzieję, że to tylko i wyłącznie uwiarygadnia moje książki, które od 5 lat piszę i w których szczegółowo opisuję, jak wyglądają imprezy z udziałem ważnych polityków i wpływowych biznesmenów. Świat, w którym się poruszam, to jest świat, do którego ludzi pokroju Epsteina trafia bardzo wielu. Moje książki nie wzięły się z sufitu. Proszę pamiętać, że zrobiłam około 40 pokazów mody na świecie. W związku z tym miałam minimum 40 castingów. Dziewczyny mi się zwierzają. Jest bardzo wiele porządnych dziewczyn wśród modelek, które mi opowiadają swoje historie. Przyglądając się temu światu, postanowiłam napisać książki nie po to, żeby zarobić pieniądze, bo zarabiam je na czymś zupełnie innym, ale żeby ujawnić, jak od środka wygląda świat mody i wpływowych ludzi”.
Choć cała sprawa nadal żyje w mediach i wokół niej narasta wiele plotek i teorii, istotne jest pamiętać, że dokumenty te to ogromne archiwum, w którym może znaleźć się wiele nazwisk bez wskazywania na ich winę czy współudział w przestępstwach. Jak podkreślają komentatorzy, sam fakt pojawienia się kogoś w aktach nie jest dowodem winy, a raczej sygnałem, że dany kontakt, e-mail lub informacja została w jakiś sposób odnotowana w bardzo szerokiej bazie danych.
