Rozwiano wątpliwości ws. rzekomej kochanki księcia Williama. Nie chce się już dłużej chować
Brytyjska monarchia znów jest na ustach wszystkich, a nad rezydencją księżnej i księcia Walii gromadzą się czarne chmury. Choć pałac od lat stara się ucinać spekulacje na temat rzekomego romansu księcia Williama z Rose Hanbury, najnowsze doniesienia sprawiły, że plotki odżyły z podwójną siłą. Na jaw wyszły zaskakujące plany markizy Cholmondeley, która zamierza pojawić się tuż obok domu Kate i Williama. Księżna Walii nie kryje irytacji – czy bliskie sąsiedztwo dawnej przyjaciółki doprowadzi do otwartego konfliktu w sercu Windsoru?
Rose Hanbury uderza w Kate
Brytyjska socjeta nie zna litości, a historia Rose Hanbury jest tego najlepszym dowodem. Od 2019 roku media na Wyspach regularnie serwują nam opowieść o rzekomym romansie księcia Williama z markizą Cholmondeley. Choć Pałac Buckingham milczy, a prawnicy Rose dwoją się i troją, by uciszać plotki, temat wraca przy każdej okazji. Trudno się dziwić – mówimy o kobiecie, która niegdyś była bliską przyjaciółką księżnej Kate, a dziś w oczach opinii publicznej funkcjonuje jako "ta trzecia". To właśnie wtedy, gdy świat obiegły wieści o kryzysie u royalsów, Rose z dnia na dzień stała się najbardziej prześwietlaną osobą w królestwie.
Dziś, gdy emocje wokół zdrowia Kate są na wagę złota, postać markizy znów budzi kontrowersje. Eksperci od Windsorów sugerują, że syn króla Karola III mógł faktycznie zbliżyć się do ówczesnej 38-latki, co niemal doprowadziło do rozpadu "małżeństwa idealnego". Fakt, że Rose należy do ścisłej arystokracji i bywała regularnym gościem na pokojach, tylko dolewa oliwy do ognia. W tej grze nie chodzi już o to, czy romans był faktem, ale o to, jak umiejętnie Rose Hanbury potrafi odnaleźć się w cieniu korony, budując swoją pozycję na fundamentach skandalu, który teoretycznie powinien ją zniszczyć.

Odważny krok Rose
Prawdziwym smaczkiem w tej królewskiej operze mydlanej jest lokalizacja. Rose i jej mąż, David Cholmondeley, rezydują w Houghton Hall, spektakularnej posiadłości w Norfolk. Problem w tym, że ich dom znajduje się rzut beretem od Anmer Hall, czyli prywatnego azylu Kate i Williama. Ta bliskość geograficzna od lat napędza wyobraźnię fanów, ale teraz nabiera zupełnie nowego wymiaru. Zamiast zaszyć się w luksusowej głuszy i czekać, aż plotki ucichną, markiza postanowiła przejść do ofensywy. Jak donoszą brytyjskie tabloidy, Rose planuje jeszcze mocniej otworzyć bramy swojego azylu dla postronnych gości.
Mowa o konkretnym biznesplanie, który może spędzać sen z powiek księżnej Walii. Na terenie posiadłości Hanbury odbywa się słynny Houghton Festival, impreza przyciągająca tysiące fanów muzyki elektronicznej. Markiza najwyraźniej uznała, że czas wykorzystać szum wokół własnej osoby. Plotkuje się, że "kochanka" Williama zamierza uczynić z sąsiedztwa przyszłego króla i królowej główny atut promocyjny. To odważny, by nie powiedzieć bezczelny ruch, który stawia Kate w niezwykle niezręcznej sytuacji. Kiedy jedna strona walczy o prywatność, druga zaprasza tłumy pod sam płot, niemal zaglądając sąsiadom w okna.
Rose Hanbury dopiekła księżnej Kate
Czy Kate i William będą zachwyceni głośną muzyką i hordami turystów bawiącymi się tuż za miedzą? Odpowiedź wydaje się oczywista. Dla księżnej Kate, która w ostatnich miesiącach stawia na spokój i regenerację, taka aktywność sąsiadki może wiązać się z wizerunkowym i emocjonalnym koszmarem. Nowe fakty o planach markizy sugerują, że Rose nie ma zamiaru przepraszać za swoją obecność w życiu publicznym. Wręcz przeciwnie, zamierza z luksusowego azylu zrobić tętniące życiem centrum rozrywki, co przyciągnie jeszcze więcej wścibskich paparazzi w rejon Norfolk.
W kuluarach mówi się, że tak blisko Kate Rose Hanbury jeszcze nie była – i nie chodzi tu tylko o dystans mierzony w metrach. Wykorzystanie potencjału Houghton Hall w momencie, gdy oczy całego świata są zwrócone na rezydencję royalsów, to majstersztyk PR-owy. Wygląda na to, że koniec milczenia w sprawie Rose oznacza początek nowej ery, w której markiza przestaje być bierną bohaterką tabloidowych okładek i staje się reżyserką własnego widowiska. Pytanie brzmi: jak długo rodzina królewska będzie tolerować ten festiwal pod własnymi oknami?

