Zmarł znany polski pisarz. Jego książki czytała cała Polska
Nie żyje wybitny polski pisarz, autor cenionych powieści, które na trwałe wpisały się w kanon współczesnej literatury. Był dwukrotnym laureatem prestiżowej Nagrody Literackiej „Nike”. Informację o jego śmierci przekazał „Tygodnik Powszechny”. Zmarł w wieku 94 lat.
Gwiazdy odchodzą, widzowie pamiętają
Początek 2026 roku przyniósł serię wiadomości, które trudno było przewinąć obojętnie. Informacje o śmierci kolejnych nazwisk zapełniały nagłówki, ale tym razem nie chodziło tylko o suche fakty. To była raczej lista ludzi, których twarze przez lata towarzyszyły codzienności widzów – od wieczornego serialu po wielkie kino. Wśród nich znalazł się Nicholas Brendon, kojarzony z rolą Xandera Harrisa. Postać, która w świecie potworów była najbardziej ludzka, trochę nieporadna, ale zawsze obecna, stała się dla wielu symbolem „zwykłego bohatera”.
Kilka dni później pojawiła się wiadomość o śmierci Robert Duvall. Dla jednych to „Ojciec chrzestny”, dla innych „Czas apokalipsy”, ale dla branży – jeden z ostatnich przedstawicieli kina, które nie potrzebowało nadmiaru słów. Jego styl gry, oszczędny i precyzyjny, był jak kontrapunkt dla współczesnych produkcji. Do tego dochodzi Catherine O’Hara, której komediowe wyczucie z „Schitt’s Creek” pokazywało, że lekkość może iść w parze z klasą.
Lista nazwisk jest dłuższa – Eric Dane czy Robert Carradine – ale wspólny mianownik pozostaje jeden: ich role nie znikały po emisji. Zostawały w pamięci, cytatach i powtórkach. To nie jest tylko statystyka odejść. To moment, w którym widz orientuje się, że coś, co wydawało się stałe, właśnie się kończy.

Myśliwski zamknął epokę literatury
W tym samym czasie przyszła wiadomość z zupełnie innego świata – literatury. Zmarł Wiesław Myśliwski, autor, który przez dekady pisał w swoim tempie, bez pośpiechu i bez oglądania się na trendy. Urodzony w Dwikozach, związany z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim, przez lata pracował w wydawnictwach i redakcjach, ale jego prawdziwym miejscem pozostawała proza. Debiut „Nagim sadem” w 1967 roku od razu ustawił kierunek: wieś jako przestrzeń pamięci, nie folkloru.
Uważam, że literatura jest niczym więcej, jak sztuką języka. To język ustanawia literacki świat książki, jaki język - taki świat. Pracuję nad prostotą języka. To jest najtrudniejszy wymóg, jaki stawia literatura - prosty język, żeby sensy, które łatwo by się powiedziało, łatwo podało w języku zintelektualizowanym, wyrazić w sposób najprostszy. A to jest możliwe, bo język polski, według mojego wieloletniego doświadczenia, jest językiem wielkich możliwości. Tylko że mówiąc prawdę, my nie znamy już języka polskiego, mówimy coraz gorszym językiem, coraz bardziej skąpym, ograniczonym - narzekał pisarz.
Najgłośniejsze dzieła – „Kamień na kamieniu”, „Widnokrąg” czy „Traktat o łuskaniu fasoli” – nie próbowały być efektowne. Były konsekwentne. Narratorzy mówili długo, czasem jakby bez końca, ale właśnie w tym tkwiła siła. Myśliwski potrafił zamienić prostą historię w opowieść o czasie, który się nie cofa. Nie przyspieszał pracy – kolejne książki pojawiały się co dekadę, a pomysły dojrzewały latami.
Na dobrą sprawę o żadnej książce nie mógłbym powiedzieć, że ją ostatecznie skończyłem. Książkę można pisać bez końca. I może tak powinno się robić - wyznał pisarz w jednym z wywiadów.
Dwukrotna Nagroda Nike i międzynarodowe wyróżnienia tylko potwierdzały to, co czytelnicy wiedzieli wcześniej. Jego pisanie nie było próbą uchwycenia chwili, tylko zapisem świata, który znikał na oczach jednego pokolenia. I choć mówił o prostocie, jego język był efektem wieloletniej pracy – zdanie po zdaniu, bez skrótów.
Zawsze mam wrażenie, że każda moja książka jest niedopisana, że gdybym posiedział jeszcze nad nią rok, dwa, trzy, to napisałbym lepszą - mówił.
Kultura traci twarze, widownia zmienia rytm
Zestawienie tych odejść pokazuje coś więcej niż tylko różne biografie. Kino i literatura spotykają się tu w jednym punkcie – w doświadczeniu widza i czytelnika, który nagle zostaje bez swoich stałych odniesień. Aktorzy, których oglądało się latami, i pisarz, którego książki czytało się powoli, działali w różnych tempach, ale budowali podobne przywiązanie.
W przypadku telewizji i filmu działa mechanizm powtórzeń – role wracają, sceny krążą w sieci, a dialogi żyją własnym życiem. W literaturze jest inaczej. Tu powrót wymaga decyzji, skupienia, czasu. Dlatego śmierć Myśliwskiego ma inny ciężar – zamyka możliwość kolejnej książki, która mogłaby pojawić się nawet po latach ciszy. To definitywny koniec procesu, który zawsze był rozciągnięty w czasie.
Nie ma tu miejsca na wielkie podsumowania. Zmienia się po prostu skład nazwisk, które budowały wyobraźnię. Jedne zostają w archiwach filmowych, inne na półkach z książkami. Wspólne pozostaje jedno: ich obecność nie znika wraz z informacją o śmierci. Dalej funkcjonują w tym samym obiegu – oglądanym, czytanym, przypominanym. I właśnie dlatego te wiadomości nie są tylko aktualnościami. Są sygnałem, że coś właśnie przesunęło się w tle kultury.