Wyszukaj w serwisie
newsy tylko u nas foto telewizja lifestyle quizy O nas
News.Swiatgwiazd.pl > Newsy > Syn polskiej aktorki skręcił kostkę, chwilę później już nie żył. Miał tylko 24-lata
Klaudia Tomaszewska
Klaudia Tomaszewska 25.03.2026 06:31

Syn polskiej aktorki skręcił kostkę, chwilę później już nie żył. Miał tylko 24-lata

Syn polskiej aktorki skręcił kostkę, chwilę później już nie żył. Miał tylko 24-lata
KAPiF

Wydawało się, że to tylko nieszczęśliwe skręcenie kostki, jakich tysiące zdarzają się każdego dnia. Nikt nie przypuszczał, że ta drobna kontuzja stanie się początkiem niewyobrażalnego dramatu, który na zawsze zmieni życie jednej z najbardziej cenionych polskich aktorek.

To tylko banalny uraz

Sławomira Łozińska to postać, której nikomu nie trzeba przedstawiać. Widzowie pokochali ją za kultową rolę Bronki w serialu „Daleko od szosy”, a świat kultury docenił jej kunszt aktorski oraz talenty menedżerskie, gdy zarządzała teatrem. Choć na ekranie i scenie zawsze biła od niej siła oraz profesjonalizm, prywatnie gwiazda przez ponad dwie dekady dźwigała ciężar, który dla wielu byłby nie do uniesienia. Śmierć najstarszego syna, Tomasza, przyszła nagle i w okolicznościach, które do dziś budzą ogromny żal.

Tomasz był dumą matki. Inteligentny, ambitny student medycyny, pełen pasji żeglarz, przed którym świat stał otworem. Jego życie przerwał splot nieszczęśliwych zdarzeń, który zaczął się... na przystanku autobusowym. Podczas wysiadania z pojazdu 24-latek niefortunnie stanął i skręcił kostkę. Wydawało się, że to rutynowa sprawa – wizyta w szpitalu, założenie gipsu lub stabilizatora, kilka tygodni odpoczynku.

Niestety, los napisał inny, okrutny scenariusz. Jak się później okazało, podczas leczenia doszło do fatalnego niedopatrzenia – młodemu mężczyźnie nie podano zastrzyków przeciwzakrzepowych, które w takich przypadkach są standardem zapobiegającym groźnym powikłaniom. Wkrótce potem doszło do zatoru. Tomasz zmarł nagle, zostawiając pogrążoną w szoku rodzinę. Śmierć przyszłego lekarza z powodu błędu medycznego do dziś wydaje się ponurym żartem przeznaczenia.

„Byłam kompletnie ogłuszona”. Walka o każdy kolejny oddech

Dla Sławomiry Łozińskiej świat zatrzymał się w miejscu. Trauma była tak głęboka, że aktorka przez długi czas nie była w stanie wypowiedzieć imienia swojego dziecka. W rozmowach unikała go, mówiąc jedynie „mój syn”. Proces żałoby nie przypominał jednak filmowego oczyszczenia – był to brutalny proces rozpadu dotychczasowej rzeczywistości.

W szczerym wywiadzie dla „Polityki” gwiazda przyznała, że pierwsze lata po tragedii były mrocznym tunelem, z którego nie widziała wyjścia.

„Byłam kompletnie ogłuszona potworną ilością leków, alkoholem. Przekonana, że idę w stronę totalnego szaleństwa” – wyznała po latach.

Tragedia dotknęła nie tylko ją. Aktorka podkreśla, że cała rodzina musiała budować swoje życie na gruzach. Szczególnie mocno odczuł to jej drugi syn, Paweł. Strata brata była dla niego utratą życiowego „wektora” i punktu odniesienia, co odcisnęło trwałe piętno na jego psychice i dorosłym życiu.

Czy czas leczy rany? Bolesna rocznica

W powszechnym przekonaniu czas ma być lekarstwem na ból. Sławomira Łozińska, dzieląc się swoimi doświadczeniami w programie „Rozmowy (nie)wygodne”, obala ten mit. Choć od śmierci Tomasza minęło już ponad 20 lat, ból wcale nie zniknął – on jedynie ewoluował, zmieniając swoją formę, ale nie ciężar.

Aktorka wspomniała poruszający moment, w którym odliczała lata do symbolicznej, dwudziestej rocznicy, wierząc, że przyniesie ona jakąś ulgę.

„Ja miałam coś takiego, że mówiłam: Boże, chciałabym, żeby to już była 20. rocznica. 20. rocznica minęła i też nie jest lepiej” – wyznała ze smutkiem.

Dziś mierzy się z kolejnym trudnym etapem – momentem, w którym czas po śmierci syna zaczyna przewyższać długość jego krótkiego, 24-letniego życia. To matematyczna granica, która dla matki jest kolejnym bolesnym ciosem.

„Doczłapanie do końca dnia” – nowa definicja codzienności

Dziś Sławomira Łozińska patrzy na życie z perspektywy osoby, która przetrwała najgorsze. Jej codzienność przez długie lata nie miała nic wspólnego z modnym hasłem „carpe diem”. Nie było mowy o cieszeniu się każdą chwilą czy planowaniu świetlanej przyszłości. Liczyła się tylko najbliższa godzina, najbliższy wieczór.

„To nie jest carpe diem. To jest doczłapanie się do końca dnia” – te słowa aktorki najlepiej oddają stan ducha osoby w permanentnej żałobie.

Mimo to, gwiazda „Barw szczęścia” wciąż jest aktywna zawodowo, zachwyca formą i klasą. Jej historia jest jednak przypomnieniem o tym, że za blaskiem fleszy i sukcesami zawodowymi często kryją się dramaty, o których nam się nie śniło. Sławomira Łozińska stała się symbolem niezwykłej siły kobiet, które potrafią wstać z kolan nawet wtedy, gdy życie odebrało im to, co najcenniejsze.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji