Występ Maryli Rodowicz podzielił widzów. Ruszyła fala komentarzy
Występ Maryli Rodowicz wzbudził bardzo dużo kontrowersji. Ruszyła fala komentarzy.
- "Sylwester z Dwójką"
- Maryla Rodowicz "Strzelała pociskami"
- Występ Maryli Rodowicz wzbudził kontrowersje
"Sylwester z Dwójką"
Przez lata „Sylwester z Dwójką” urósł do rangi telewizyjnego rytuału, bez którego dla wielu Polaków nie istniało prawdziwe pożegnanie starego roku. Włączenie TVP2 tuż przed północą było niemal oczywistością – taką samą jak sałatka jarzynowa na stole i kieliszki czekające na pierwszy toast. Publiczny nadawca konsekwentnie budował to wydarzenie jako familijne widowisko, które miało łączyć pokolenia i gwarantować rozrywkę „dla każdego”.
Formuła była od lat niemal niezmienna, ale właśnie w tej przewidywalności tkwiła jej siła. Monumentalna scena pod gołym niebem, imponujące iluminacje, pirotechnika i zestaw artystów dobrany tak, by nikt nie poczuł się wykluczony – to był znak rozpoznawczy „Sylwestra z Dwójką”. Na jednej scenie spotykały się radiowe hity, taneczne klasyki i obowiązkowe disco polo, tworząc muzyczną mozaikę, która trafiała zarówno do seniorów, jak i do najmłodszych widzów spoglądających na ekran z kanapy.
Telewizja Polska od początku stawiała na sprawdzone nazwiska. Regularnie pojawiali się artyści doskonale znani z poprzednich lat, budzący poczucie swojskości i bezpieczeństwa. Obok nich prezentowano wykonawców aktualnie cieszących się popularnością, co pozwalało zachować wrażenie świeżości, nie ryzykując jednak radykalnych zmian. To był świadomy kompromis między nowością a tradycją – dokładnie taki, jakiego oczekiwała masowa widownia.
Integralną częścią sylwestrowego spektaklu byli także prowadzący. Ich rolą było nie tylko zapowiadanie kolejnych występów, ale przede wszystkim podtrzymywanie energii i wrażenia wspólnej zabawy. Żarty bywały przewidywalne, atmosfera momentami ocierała się o jarmarczność, ale dla widzów nie stanowiło to problemu. Wręcz przeciwnie – ten lekko przesadzony ton idealnie wpisywał się w sylwestrowy klimat i dawał poczucie luzu, którego w ostatnią noc roku nikt nie analizował zbyt krytycznie.
Z czasem „Sylwester z Dwójką” przestał być tylko koncertem – stał się elementem narodowej rutyny. Nawet osoby deklarujące niechęć do tego typu widowisk często zerkały na ekran „przy okazji”, traktując transmisję jako tło dla domowych przygotowań. Program był obecny, oswojony i przewidywalny, a przez to bezpieczny. Dla wielu widzów właśnie to było jego największą zaletą.
Z dzisiejszej perspektywy widać wyraźnie, że te sylwestrowe koncerty spełniały rolę znacznie szerszą niż czysto rozrywkową. Budowały tożsamość noworocznej ramówki TVP i na lata zapisały się w zbiorowej pamięci. To była telewizja z rozmachem, skierowana do masowego odbiorcy, który nie oczekiwał artystycznych eksperymentów ani przełamywania konwencji, lecz solidnej dawki zabawy i poczucia wspólnoty.
Choć gusta widzów ewoluowały, a konkurencyjne stacje coraz odważniej walczyły o uwagę publiczności, „Sylwester z Dwójką” przez długi czas pozostawał symbolem telewizyjnej tradycji. Niezależnie od ocen – dla jednych kiczowaty, dla innych sentymentalny – skutecznie wypełniał przestrzeń między starym a nowym rokiem i stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych znaków końcówki grudnia w polskich domach.
Maryla Rodowicz "Strzelała pociskami"
„Sylwester z Dwójką” to medialna machina, która działa według precyzyjnie zaprogramowanego rytmu i nie pozwala na ani chwilę przestoju. Gdy tylko artyści schodzą ze sceny, niemal natychmiast trafiają w kolejne obowiązkowe miejsce – na ściankę. To tam, w blasku fleszy, rozgrywa się drugi akt sylwestrowego spektaklu. Fotoreporterzy polują na efektowne kadry, a gwiazdy – często jeszcze w pełnych, scenicznych stylizacjach – cierpliwie pozują, zmieniają pozy i odpowiadają na sugestie fotografów.
W ostatnich dniach w centrum takiej sytuacji znalazła się Maryla Rodowicz, która podczas sylwestrowego koncertu wystąpiła w duecie z Kayah. Jej stylizacja – wyrazista, kowbojska, odważna – od razu przyciągnęła uwagę mediów. Kapelusz, frędzle i charakterystyczny sceniczny luz sprawiły, że fotografowie postanowili pójść o krok dalej i zaproponowali artystce bardziej „filmowe” ujęcia. Padła sugestia, by Maryla zapozowała tak, jakby celowała z pistoletów prosto w obiektywy.
To, co miało być efektownym, dynamicznym kadrem, w jednej chwili nabrało jednak zupełnie innego znaczenia. Rodowicz, która od dekad doskonale porusza się w medialnych realiach i rzadko daje się zaskoczyć, nagle spoważniała. Bez podnoszenia głosu, ale z wyraźnym namysłem, skomentowała całą sytuację słowami:
„A to z tym strzelaniem w obecnej sytuacji wojennej to nie wiem czy to takie wam powiem, odpowiednie” – zastanawiała się artystka.
Wystarczyła jedna chwila, by atmosfera na ściance wyraźnie zgęstniała. Zapadła ta charakterystyczna, niezręczna cisza, którą wszyscy znają z podobnych sytuacji – kiedy żart nagle przestaje być śmieszny. Ktoś próbował ratować moment nerwowym śmiechem, ktoś inny spuścił wzrok. Jeden z reporterów rzucił półgłosem: „no, już za późno”, sugerując, że migawki aparatów zdążyły już zarejestrować kilka ujęć.
Na szczęście sytuację udało się rozbroić – dosłownie i w przenośni. Ktoś z obecnych szybko dorzucił żart, że to przecież nie żadne strzały, tylko „pocisk miłości”. Ten komentarz pozwolił rozładować napięcie, a na twarzach znów pojawiły się uśmiechy. Zdjęcia były robione dalej, choć już w nieco spokojniejszym, bardziej wyczulonym tonie.
Całe zajście pokazuje, jak cienka bywa granica między sceniczną zabawą a społeczną wrażliwością. Maryla Rodowicz po raz kolejny udowodniła, że nawet w środku sylwestrowego zgiełku potrafi zatrzymać się na moment i spojrzeć szerzej – nie tylko przez pryzmat show, ale też kontekstu, w jakim dziś wszyscy funkcjonujemy. I choć sytuacja zakończyła się żartem, ten krótki moment ciszy na ściance mówił więcej niż niejeden komentarz.

Występ Maryli Rodowicz wzbudził kontrowersje
Występ Maryli Rodowicz podczas tegorocznego „Sylwestra z Dwójką” momentalnie stał się jednym z najgłośniej komentowanych tematów w mediach społecznościowych. Artystka, która od ponad pół wieku konsekwentnie udowadnia, że scena jest jej naturalnym żywiołem, ponownie zrobiła to po swojemu — bez oglądania się na schematy i cudze oczekiwania. Tym razem na sylwestrowej scenie TVP pojawiła się w białej, kowbojskiej stylizacji z charakterystycznymi frędzlami, wysokimi kozakami oraz kabaretkami, które od razu przyciągnęły uwagę widzów.
Dla jednych była to kolejna odsłona scenicznej odwagi i dowód na to, że Rodowicz wciąż potrafi zaskakiwać. Dla innych — pretekst do rozpoczęcia gorącej debaty o granicach estradowej swobody, wieku artystek i społecznych oczekiwań wobec kobiet obecnych w show-biznesie. W sieci szybko pojawiły się setki komentarzy, w których internauci dzielili się skrajnie różnymi opiniami. Jedni zachwycali się energią i dystansem do siebie, inni zarzucali artystce „przesadę” i próby szokowania na siłę.
Nie jest to jednak pierwszy raz, gdy Maryla Rodowicz wywołuje podobne emocje. Jej wizerunek od lat opiera się na konsekwentnym łamaniu konwencji — zarówno muzycznych, jak i wizualnych. Scena Telewizji Polskiej wielokrotnie była miejscem, gdzie artystka prezentowała kreacje balansujące na granicy kiczu, pop-artu i estradowej fantazji. W tym sensie biała kowbojska stylizacja wpisuje się w jej dobrze znaną estetykę: ma być głośno, kolorowo i bezpiecznie daleko od zachowawczości.
Tym razem jednak dyskusja wyraźnie wykraczała poza sam strój. W komentarzach coraz częściej pojawiał się wątek wieku artystki i pytania o to, „co wypada”, a czego już „nie powinno się” pokazywać na scenie. To właśnie ten aspekt sprawił, że sylwestrowy występ Rodowicz stał się czymś więcej niż tylko muzycznym show. Dla wielu obserwatorów był to kolejny dowód na istnienie podwójnych standardów w ocenie kobiet w show-biznesie — zwłaszcza tych, które nie chcą wpisywać się w narzucone role „statecznej legendy”.
- Wszystko ma swoje granice",
- "Oj, ktoś tu zgubił spódniczkę"
Maryla Rodowicz po raz kolejny znalazła się więc w centrum kulturowego sporu, który regularnie powraca przy okazji jej występów. Jedno pozostaje niezmienne: niezależnie od opinii, artystka potrafi przyciągnąć uwagę i wywołać emocje, a jej obecność na scenie wciąż nie pozostawia widzów obojętnymi. I być może właśnie to — a nie sama stylizacja — jest największą siłą jej sylwestrowych występów.
