Rodzina Stuhrów w obliczu trudnej diagnozy. Jak choroba zmieniła ich codzienność?
Maciej Stuhr przechodzi obecnie przez wyjątkowo bolesny okres. Uwielbiany przez widzów artysta musi zmierzyć się z ogromnym ciężarem – poważną chorobą, która dotknęła osobę z jego najbliższej rodziny.
Maciej Stuhr - kariera
Szczerze mówiąc, trudno w polskim kinie o nazwisko, które budziłoby równie skrajne emocje co Maciej Stuhr. Z jednej strony to przecież nasz „chłopak z sąsiedztwa”, który bawił nas do łez w „Chłopaki nie płaczą” czy „Fuksie”. Z drugiej – dojrzały artysta, który nie boi się wsadzać kija w mrowisko, wybierając role w filmach pokroju „Pokłosia” czy mrocznej „Obławy”.
Dziś Stuhr to już nie tylko aktor, ale marka sama w sobie. Ma doktorat ze sztuk teatralnych, wykłada na uczelni i od lat jest filarem Nowego Teatru Krzysztofa Warlikowskiego. Choć wielu wciąż widzi w nim głównie błyskotliwego konferansjera z ciętym językiem, on sam zdaje się uciekać od łatki „śmieszka”. Widać to było chociażby w serialu „Belfer”, gdzie pokazał znacznie chłodniejsze, bardziej stonowane oblicze. Ostatni czas jest dla niego szczególnie trudny i symboliczny. Śmierć jego ojca, Jerzego Stuhra, w lipcu 2024 roku, zamknęła pewną epokę w polskiej kulturze. Maciej od lat musiał mierzyć się z legendą ojca, co wcale nie było proste, a jednak zdołał wypracować własny, unikalny styl. Nie kopiuje, nie naśladuje – po prostu robi swoje, czy to w dubbingu, czy w zaangażowanych projektach społecznych.
Można go lubić lub nie, ale trudno odmówić mu jednego: autentyczności. Nie chowa się za maską celebryty, często zabiera głos w sprawach ważnych i, co najważniejsze, wciąż potrafi zaskoczyć widza nowym wcieleniem. To rzadka umiejętność w świecie, gdzie większość gwiazd gra po prostu samych siebie.

Maciej Stuhr - życie prywatne
Maćka Stuhra zna każdy — jedni za genialne role, inni za cięty język, którym potrafi celnie wypunktować naszą rzeczywistość. Jednak w jego życiu prywatnym, zamiast blasku fleszy, od lat dominuje raczej spokój i konkretne działanie. Choć w show-biznesie to rzadkość, on i jego żona, Katarzyna Błażejewska-Stuhr, wolą mówić o sprawach ważnych niż o tym, co jedli na kolację.
Ich historia zaczęła się ponad dekadę temu, niedługo po tym, jak aktor zamknął rozdział swojego pierwszego małżeństwa z Samantą Janas (z którą ma dorosłą już córkę, Matyldę). Z Katarzyną, cenioną dietetyczką, stworzył duet, który w mediach pojawia się głównie wtedy, gdy trzeba komuś pomóc. Nie jest to celebryckie "pomagactwo" na pokaz. Małżeństwo realnie angażuje się w wsparcie dla uchodźców czy promowanie rodzicielstwa zastępczego, pokazując, że znane nazwisko to przede wszystkim narzędzie do robienia dobrych rzeczy. Na co dzień wychowują syna, Tadeusza, i starają się żyć z dala od plotkarskich portali. Niestety, ostatnio ten spokój został zburzony przez problemy zdrowotne. Katarzyna Błażejewska-Stuhr przyznała otwarcie, że zmaga się z chorobą, co dla całej rodziny oznacza trudny test wytrzymałości. Zamiast jednak robić z tego medialny spektakl, żona aktora dzieli się swoimi doświadczeniami w sposób rzeczowy, edukując innych i pokazując, że nawet w świecie "znanych i lubianych" zdrowie jest wartością nadrzędną, której nie da się kupić ani wygrać w castingu.
To przypomina nam, że pod maską aktora czy aktywistki kryją się ludzie tacy jak my — mierzący się z diagnozami i codzienną niepewnością. Pozostaje tylko trzymać kciuki, by ten trudniejszy etap szybko stał się tylko wspomnieniem.
To dotknęło rodzinę Macieja Stuhra
Zazwyczaj myślimy, że poważne problemy ze zdrowiem to domena jesieni życia, a nie kogoś, kto zawodowo zajmuje się dietetyką i promuje zdrowy styl życia. Tymczasem Katarzyna Błażejewska-Stuhr niedawno zderzyła się z rzeczywistością, która nijak nie pasuje do kolorowych zdjęć z Instagrama. Diagnoza padła nagle i była konkretna: osteoporoza.
Czekam, aż będzie można wdrożyć leczenie, ale diagnoza się przedłuża… — przyznała.
Dla osoby aktywnej to brzmi jak wyrok, a już na pewno jak zakaz robienia tego, co się kocha. W przypadku żony Macieja Stuhra padło na wspinaczkę. To nie jest tylko hobby – to pasja, która wymaga sprawności, siły i, co tu dużo mówić, mocnych kości. Informacja o chorobie na jakiś czas odcięła ją od ścianki, budując w głowie mur nie do przebicia. Strach przed złamaniem czy kontuzją potrafi skutecznie sparaliżować nawet najodważniejszych.
Odkąd wiem, że mam osteoporozę, przestałam chodzić na ściankę. Ale na linie szansa na upadek i złamanie nie jest tak znowu wielka… więc poszłam dziś z dziewczynami z Radio 357 — relacjonowała.
Jednak Błażejewska-Stuhr postanowiła nie dawać za wygraną. Po przerwie wypełnionej niepokojem i analizowaniem wyników badań, wróciła do wspinania. Nie był to jednak powrót w stylu superbohaterki, która wbiega na szczyt bez zadyszki. Autorka szczerze przyznała, że towarzyszyło jej ogromne wahanie. Walka nie toczyła się w mięśniach, ale w głowie. To tam powstawały największe bariery, które kazały jej odpuścić dla „świętego spokoju”.
Od tygodnia miałam milion sabotujących myśli. Może jednak nie. Przy przeprowadzce zapodziały się buty i uprząż. Dziś nawet nie byłam w stanie znaleźć bidonu na wodę. Potem się zgubiłam — wszystko to odczytywałam jako znaki, żeby zawrócić. Nie spadłam, nie połamałam się, przełamałam swój ogromny lęk. Nie miałam radości, którą znam ze wspinaczki, ale zrobiłam pierwszy krok— napisała.
