Nieprawdopodobne, kto znalazł się na liście Epsteina. W sieci aż wrze
Miliony stron dokumentów jednego z największych skandali XXI wieku znów wypłynęły do internetu i wywołały prawdziwą burzę. Akta Jeffreya Epsteina – multimilionera i skazanego przestępcy seksualnego, który zmarł w 2019 r. – zostały opublikowane przez Departament Sprawiedliwości USA, ujawniając setki nazwisk i dziesiątki kontrowersyjnych powiązań. Wśród nich pojawiły się informacje, które zdają się przeczyć wszystkim dotychczasowym założeniom — i znów rozpaliły publiczną dyskusję na całym świecie. Nie chodzi jednak o to, kogo dokładnie dopisano do „listy”. Sensacja to fakt, że nawet najbardziej nieoczekiwane osoby znalazły się w tych dokumentach i zmuszają do nowej interpretacji upublicznionych materiałów.
- Czym jest „lista Epsteina”?
- Polskie nazwiska na liście Epsteina
- Światowe nazwisko na liście Epsteina. Fani w szoku
- W Internecie aż wrze: reakcje i kontrowersje
Czym jest „lista Epsteina”?
Od kilku tygodni świat polityki i show-biznesu żyje tematem akt Jeffreya Epsteina, które stały się jednymi z najbardziej wyczekiwanych i jednocześnie kontrowersyjnych dokumentów ostatnich lat. Chodzi o ogromną transzę materiałów związanych z działalnością amerykańskiego finansisty, oskarżonego o handel ludźmi w celach seksualnych i wykorzystywanie nieletnich, której część niedawno ujrzała światło dzienne za sprawą publikacji amerykańskiego Departamentu Sprawiedliwości. W mediach i na portalach społecznościowych często mówi się o „liście Epsteina” – potocznym określeniu na zestaw nazwisk, e-maili i dokumentów, w których pojawiają się wzmianki o osobach z kręgu polityki, kultury, nauki czy biznesu.
Publikacja około 3 milionów stron dokumentów, wraz z tysiącami zdjęć i wideo, to jedno z największych upublicznionych źródeł danych w historii tego typu spraw. Wśród ujawnionych treści znajdują się zarówno oficjalne korespondencje, prywatne e-maile, jak i różne załączniki, które — choć nie zawsze bezpośrednio łączą jakąś osobę z przestępczą działalnością Epsteina — zawierają jej nazwisko czy e-mail w kontekście różnych wydarzeń lub kontaktów. To właśnie stąd bierze się potoczna „lista Epsteina”, która w rzeczywistości nie jest listą oskarżonych, a zbiorem dokumentów, gdzie pojawia się nazwisko danej osoby.
Takie zestawienie nazwisk szybko stało się pożywką dla mediów i internautów. Często jednak trzeba rozróżnić, czy dana wzmianka oznacza realny kontakt z Epsteinem, czy jedynie cytat, listę uczestników wydarzenia, komentarz w korespondencji czy drobne nawiązanie w tekście. Eksperci ostrzegają, że samo pojawienie się nazwiska nie dowodzi relacji czy jakiegokolwiek zaangażowania w jego działalność.
Polskie nazwiska na liście Epsteina
Wśród ujawnionych dokumentów znajdują się zarówno nazwiska osób światowego formatu, jak i wiele innych, które wcześniej nie były łączone z Epsteinem. W kontekście polskich wątków w aktach wymieniono kilka nazwisk:
- Sandra Kubicka – polska modelka, której nazwisko pojawiło się w korespondencji z konta powiązanego z Jeffreym Epsteinem; w jednym z e-maili Epstein pytał o to, czy jest „jedną z twoich” modelek i wspomniał, że widział ją w Miami.
- Wojciech Fibak – jeden z najbardziej znanych polskich tenisistów, którego nazwisko kilkakrotnie pojawia się w mailach ujawnionych przez Departament Sprawiedliwości USA. Fibak tłumaczył potem, że relacje z Epsteinem wynikały z ich wspólnej pasji do kolekcjonowania sztuki, a nie z bliskiej przyjaźni.
- Janusz Banasiak – określany jako współpracownik Epsteina, który według dokumentów pomagał mu przy organizacji niektórych działań (np. logistycznych) – choć kontekst tych informacji nie wskazuje na przestępcze zachowania.
- Mariana Idźkowska – inna polska modelka wymieniona w części dokumentów; e-maile między nią a Epsteinem miały trwać od 2014 do 2015 roku.
W dokumentach pojawiają się też międzynarodowe, znane nazwiska – polityków, biznesmenów i celebrytów, co czyni z tych akt ogromne źródło informacji o sieciach kontaktów, jakie Epstein miał przed swoją śmiercią, choć te kontakty same w sobie nie są dowodem winy.
Światowe nazwisko na liście Epsteina. Fani w szoku
W ostatnich dniach opinią publiczną wstrząsnęło doniesienie, że w opublikowanych dokumentach znalazły się wzmianki dotyczące Dalajlamy — duchowego przywódcy Tybetańczyków i jednej z najbardziej rozpoznawalnych postaci świata religijnego. Według niektórych źródeł nazwisko Dalajlamy pojawia się setki razy w aktach związanych z Epsteinem, co w błyskawicznym tempie obiegło media globalne.
Reakcja biura Dalajlamy była natychmiastowa. W oficjalnym oświadczeniu opublikowanym 8 lutego 2026 r. przekazano jednoznaczne stanowisko:
Niektóre ostatnie doniesienia medialne i wpisy w mediach społecznościowych dotyczące "akt Epsteina" próbują powiązać Jego Świątobliwość Dalajlamę z Jeffreyem Epsteinem. Możemy jednoznacznie potwierdzić, że Jego Świątobliwość nigdy nie spotkał się z Jeffreyem Epsteinem ani nie autoryzował w swoim imieniu żadnych spotkań lub interakcji z nim – podano w dokumencie.
Oświadczenie to jest odpowiedzią na medialne spekulacje i doniesienia, które wynikały z analizy dokumentów, gdzie nazwisko przywódcy duchowego pojawia się wielokrotnie. Według agencji EFE wśród tych odniesień są zarówno bezpośrednie e-maile, jak i wzmianki logistyczne, jak planowane wydarzenia czy dyskusje na temat podróży, które miałyby dotyczyć Dalajlamy. Większość tych wzmianek jednak to odniesienia kontekstowe, a nie potwierdzone kontakty bezpośrednie.
Biuro Dalajlamy zdecydowanie podkreśliło, że te dokumenty nie zawierają dowodów na jakiekolwiek spotkanie między duchowym przywódcą a Epsteinem. Jego biuro prasowe wskazało, że wiele z tych wzmianek to jedynie fragmenty dłuższych korespondencji i nie powinny być interpretowane jako potwierdzenie jakiegokolwiek spotkania czy współpracy.
W Internecie aż wrze: reakcje i kontrowersje
Wzmianki o Dalajlamie w dokumentach Epsteina błyskawicznie rozeszły się po portalach społecznościowych, forach i w komentarzach pod artykułami, wywołując falę komentarzy o różnym nasileniu. Jedni internauci skłonni są traktować każde pojawienie się nazwiska w aktach jako dowód jakiejś tajnej relacji, drudzy zaś potępiają medialne spekulacje jako bezpodstawne i szkodliwe.
Na platformach społecznościowych mnożą się dyskusje, memy i teorie spiskowe. Część użytkowników podkreśla, że dokumenty można interpretować na różne sposoby i nie każdy „wpis” musi oznaczać realny kontakt. Inni natomiast nie szczędzą ostrych komentarzy, sugerując, że skala tych wzmiankowań sama w sobie budzi pytania. Takie debaty często odbiegają od faktów i stają się areną do mniej lub bardziej uzasadnionych przypuszczeń.
Nie brakuje także głosów oficjalnych polityków i komentatorów, którzy przestrzegają przed pochopnym wnioskowaniem i domagają się opierania się wyłącznie na potwierdzonych informacjach. Część obserwatorów zauważa, że ujawnienie tak ogromnej ilości danych naturalnie prowadzi do pojawiania się nazwisk wielu znanych osobistości, bez konieczności istnienia realnych powiązań.
W tej gorącej debacie internauci spierają się m.in. o to, co w praktyce oznacza pojawienie się czyjegoś nazwiska w aktach, jak interpretować kontekst takich odniesień i czy media nie wyolbrzymiają znaczenia samych wzmianek. Jedno jest pewne — publikacja akt ponownie rozpaliła emocje i rozmowy na temat wpływów, elit i mechanizmów funkcjonowania światowych sieci kontaktów.