Wyszukaj w serwisie
newsy tylko u nas foto telewizja lifestyle quizy O nas
News.Swiatgwiazd.pl > Newsy > Ludzie zobaczyli, jak żyją dzieci Dominiki Clarke i grzmią. Niesłychane, na co zwrócili uwagę
Kamil Wroński
Kamil Wroński 10.02.2026 18:44

Ludzie zobaczyli, jak żyją dzieci Dominiki Clarke i grzmią. Niesłychane, na co zwrócili uwagę

Ludzie zobaczyli, jak żyją dzieci Dominiki Clarke i grzmią. Niesłychane, na co zwrócili uwagę
Facebook

Fala krytyki spadła na rodzinę Dominiki Clarke po publikacjach z ich życia w Tajlandii. Internauci zarzucili rodzicom, że wychowują dzieci w „nieodpowiednich” warunkach, wskazując na prowizoryczną umywalkę i kadry z codzienności w tajskiej wiosce. Clarke postanowiła odpowiedzieć na hejt i wprost wyjaśniła, dlaczego nie zamierza dostosowywać swojego życia do europejskich oczekiwań.

  • Rodzina Dominiki Clarke
  • Przeprowadzka do Tajlandii
  • Zarzuty fanów

Rodzina Dominiki Clarke

Rodzina Clarke’ów – Dominika i Vincent wraz z jedenaściorgiem dzieci – od kilku lat funkcjonuje w polskiej przestrzeni medialnej jako jeden z najbardziej rozpoznawalnych przykładów życia wielodzietnej rodziny pokazywanego „od środka”. Ich historia przebiła się do ogólnopolskiej świadomości szczególnie w lutym 2023 roku, gdy Dominika urodziła pięcioraczki. Wydarzenie to, szeroko relacjonowane przez media, natychmiast uczyniło z nich symbol niezwykłego, wręcz granicznego doświadczenia rodzicielstwa. Euforia związana z narodzinami została jednak brutalnie przerwana przez dramat – śmierć jednego z noworodków. Ta strata nadała całej historii inny, znacznie bardziej złożony wymiar i wywołała falę empatii oraz wsparcia ze strony internautów.

Po tym doświadczeniu Clarke’owie zdecydowali się na krok, który dla wielu obserwatorów był zaskakujący, a wręcz kontrowersyjny: przeprowadzkę z Polski do Tajlandii, na wyspę Koh Lanta. Zmiana otoczenia, klimatu i stylu życia stała się kolejnym elementem narracji, która przyciąga uwagę odbiorców. Egzotyczna sceneria nie pełni tu jednak wyłącznie funkcji wizualnej atrakcji – jest także tłem dla codziennych wyzwań związanych z wychowywaniem jedenastu dzieci z dala od znanego systemu wsparcia społecznego i kulturowego.

Dominika Clarke konsekwentnie dokumentuje rodzinne życie w mediach społecznościowych, przede wszystkim na YouTubie, Instagramie i TikToku. Jej przekaz wyraźnie odbiega od wyidealizowanych obrazów macierzyństwa znanych z lifestyle’owych profili. Owszem, pojawiają się piękne kadry i chwile radości, ale równie często pokazuje zmęczenie, dezorganizację, presję czasu i emocjonalne przeciążenie. To właśnie ta transparentność stała się jednym z kluczowych czynników budujących jej wiarygodność w oczach odbiorców.

– „Codzienność z jedenastką dzieci to nieustanny chaos, ale my nie dramatyzujemy” – mówiła Dominika w jednym z wywiadów. – „Czasem coś wymyka się spod kontroli, czasem jeden krzyczy, drugi płacze, a w tle ktoś jeszcze szuka buta. Ale tak po prostu wygląda życie przy większej liczbie dzieci i trzeba się do tego dostosować”.

Narracja Clarke’ów wpisuje się w szerszy trend „odczarowywania” rodzicielstwa w mediach społecznościowych – odejścia od perfekcyjnych obrazów na rzecz autentyczności, nawet jeśli bywa ona niewygodna czy chaotyczna. Ich historia pokazuje, że życie wielodzietnej rodziny to nie tylko viralowe momenty i wzruszające opowieści, lecz także ciągła logistyka, szybkie decyzje i odpowiedzialność rozłożona na wiele ról jednocześnie. To właśnie połączenie ekstremalnych warunków, szczerości przekazu oraz dystansu i humoru sprawia, że Clarke’owie pozostają jedną z najbardziej komentowanych i obserwowanych rodzin w polskim internecie.

Ludzie zobaczyli, jak żyją dzieci Dominiki Clarke i grzmią. Niesłychane, na co zwrócili uwagę
Rodzina Clarke, fot. Facebook

Przeprowadzka do Tajlandii

Przenosiny rodziny Clarke’ów na tajską wyspę Koh Lanta nie były spektakularnym gestem ucieczki „do raju” ani medialnym eksperymentem w duchu radykalnej zmiany stylu życia. Wbrew temu, jak mogłoby się wydawać z perspektywy zdjęć publikowanych w sieci, była to decyzja chłodno skalkulowana, podporządkowana jednemu celowi: stworzeniu możliwie stabilnych i spokojnych warunków codziennego funkcjonowania dla jedenastu dzieci oraz ich rodziców. Egzotyka i tropikalny klimat stanowiły raczej tło niż sedno tej zmiany – znacznie ważniejsze okazały się kwestie organizacyjne, logistyczne i prawne.

Życie na Koh Lanta szybko zweryfikowało romantyczne wyobrażenia o emigracji do Azji Południowo-Wschodniej. Każda przeprowadzka do innego kraju oznacza konieczność zderzenia się z nowym systemem prawnym, lokalnymi procedurami administracyjnymi i odmienną kulturą urzędniczą. W przypadku rodziny wielodzietnej skala tych wyzwań rośnie nie liniowo, lecz lawinowo – każde dziecko to osobny komplet dokumentów, terminów, zezwoleń i obowiązków, które muszą być dopilnowane w odpowiednim czasie.

Jednym z bardziej niepokojących momentów po przeprowadzce była wizyta tajskiej policji w domu Clarke’ów. Jak relacjonowali w mediach społecznościowych, interwencja była wynikiem zgłoszenia złożonego przez sąsiadkę, co w pierwszej chwili wywołało w rodzinie zrozumiałe napięcie i obawy. Sytuacja – choć zakończyła się bez konsekwencji prawnych – okazała się ważnym sygnałem ostrzegawczym.

Podczas kontroli wyszło bowiem na jaw, że część paszportów dzieci straciła ważność. Policjanci nie zastosowali żadnych sankcji, jednak wyraźnie zaznaczyli, że brak aktualnych dokumentów może w przyszłości prowadzić do poważnych problemów – m.in. w kwestiach wizowych, edukacyjnych czy przy przekraczaniu granic. Dla Clarke’ów było to pierwsze wyraźne przypomnienie, że w realiach obcego państwa nawet drobne zaniedbania formalne mogą szybko urosnąć do rangi istotnego kłopotu.

To doświadczenie unaoczniło, że życie w Tajlandii wymaga nie tylko elastyczności i cierpliwości, ale także skrupulatności oraz stałej kontroli nad sprawami administracyjnymi. Historia Clarke’ów pokazuje, że egzotyczna emigracja – choć atrakcyjna wizualnie i pełna nowych możliwości – nie zwalnia z odpowiedzialności, a codzienność potrafi zaskakiwać w najmniej spodziewanym momencie. W tym sensie ich opowieść jest ważnym kontrapunktem dla uproszczonych narracji o „łatwym życiu w tropikach” i dowodem na to, że nawet w rajskim otoczeniu rzeczywistość potrafi być wymagająca.

Zarzuty fanów

Na rodzinę Dominiki Clarke spadła w ostatnich dniach fala krytyki, która w komentarzach szybko przerodziła się w otwarty hejt. Część internautów zaczęła kwestionować warunki, w jakich wychowują się dzieci, zarzucając rodzicom brak „standardów” znanych z europejskiej codzienności. Najwięcej emocji wzbudziły nagrania i zdjęcia pokazujące prowizoryczną, zewnętrzną umywalkę – według komentujących wykonaną z opony – oraz ujęcia, na których jedno z dzieci stoi w skarpetkach na mokrym piachu.

Dla wielu obserwatorów był to dowód na rzekomą nieodpowiedzialność rodziców i nieprzystosowanie warunków życia do potrzeb najmłodszych. Krytycy nie kryli oburzenia, oceniając codzienność Clarke’ów z perspektywy europejskich norm sanitarnych i wychowawczych, często bez próby zrozumienia lokalnego kontekstu ani realiów życia w tajskiej wiosce.

Dominika Clarke postanowiła jednak odnieść się do zarzutów i zabrała głos, tłumacząc swoją perspektywę oraz motywacje stojące za publikowanymi treściami. W swojej wypowiedzi wyraźnie podkreśliła, że pokazuje rzeczywistość taką, jaka jest – bez stylizowania jej pod oczekiwania odbiorców i bez estetycznych kompromisów:

„Rozumiem, że taki widok może budzić zdziwienie - zwłaszcza jeśli patrzymy na niego przez typowo europejskie oczekiwania.
Ja pokazuję po prostu, jak wygląda codzienność w małej tajskiej wiosce.
Bez upiększania, bez filtrów.
To życie jest inne - nie lepsze i nie gorsze, tylko inne.
Niektóre rzeczy na początku szokują, do innych z czasem się przyzwyczaiłam.”

W dalszej części wypowiedzi Clarke nadaje całej sprawie bardziej osobisty wymiar, cofając się do własnych doświadczeń z dzieciństwa i pokazując, że skromne warunki nie muszą oznaczać braku bezpieczeństwa czy troski:

„Dla mnie ma to też bardzo osobisty wymiar, bo przypomina dzieciństwo.
U mojej babci nie było łazienki - myłam się w misce, wodę grzało się na piecu, a latem kąpaliśmy się w zimnej wodzie pompowanej ręcznie.
Do dziś pamiętam ten charakterystyczny dźwięk pompy.”

W tym fragmencie Dominika Clarke wyraźnie próbuje przełamać narrację, w której komfort utożsamiany jest wyłącznie z nowoczesną infrastrukturą. Zwraca uwagę na to, że doświadczenie dorastania w prostych warunkach może być pełne ciepła, wspomnień i poczucia wspólnoty, a niekoniecznie deficytów.

Swoją odpowiedź zamyka refleksją o różnorodności świata i potrzebie spojrzenia poza estetykę znaną z reklam czy katalogów wnętrz:

„Świat nie zawsze wygląda tak samo, jak w katalogu czy reklamie.
I właśnie tę różnorodność chcę pokazywać - z szacunkiem, spokojem i bez oceniania.
A jestem ciekawa: kto z Was pił kiedyś wodę prosto z pompy?”

Na koniec Clarke odniosła się również do najbardziej powtarzającego się zarzutu, precyzując kwestie sanitarne i rozwiewając wątpliwości dotyczące bezpieczeństwa dzieci:

„P.S. Żeby zaspokoić ciekawość - przedszkole ma toaletę na poziomie europejskim.
Umywalka na zewnątrz jest bliżej i po prostu wygodniejsza w codziennym użyciu.”

Jej wypowiedź jasno pokazuje, że konflikt nie dotyczy wyłącznie jednej umywalki czy pojedynczego kadru z życia rodziny, lecz zderzenia dwóch porządków kulturowych: europejskich oczekiwań wobec „dobrego życia” oraz realiów funkcjonowania w innym kręgu cywilizacyjnym. Clarke konsekwentnie podkreśla, że nie próbuje nikogo prowokować ani epatować egzotyką, lecz dokumentuje codzienność taką, jaka jest – z jej prostotą, niedoskonałościami i odmiennością, które dla jednych są szokujące, a dla innych po prostu naturalne.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
jeffrey epstein
Polska spółka w nowych aktach Epsteina. Na rok przed śmiercią przyniosła mu gigantyczny zysk
Conan Kaźmierski
Conan zabrał głos ws. osobistej tragedii. Smutne wieści we wtorek
Julia Kamińska
Zapłakana Julia Kamińska zabrała głos. Nie potrafiła powstrzymać emocji
Sandra Kubicka i Baron, fot. KAPiF
Baron przerwał ciszę. Nie milczał ws. Kubickiej
Savannah Guthrie
Matka znanej prezenterki zaginiona! Rozpoczęto poszukiwania
Torbicka
Jak dobrze znasz Grażynę Torbicką? Te pytania mogą zaskoczyć
Wybór Redakcji