Gruchnęły wieści o Marku Kondracie. To nie były plotki
Kiedy przez lata temat zawodowy Marek Kondrat uznawany był za zamknięty i jego nazwisko pojawiało się głównie w kontekście kultowych ról sprzed dekad, nagle media obiegły konkretne informacje o jego powrocie przed kamerę. To jednak nie jedyne zaskoczenie ostatnich miesięcy.
Marek Kondrat wraca do Polski
Marek Kondrat wiele lat temu wyprowadził się z Polski i wraz z żoną, Antoniną Turnau zdecydował się na życie w Hiszpanii. Tam para kupiła ziemię pod Alicante i wybudowała dom — wymarzoną willę, która przez lata była ich azylem z dala od zgiełku Polski. Otoczenie, klimat i spokojne tempo życia sprawiły, że wakacyjna scenografia stała się codziennością.
Kondrat i Turnau pobrali się w 2015 roku, a trzy lata później na świat przyszła ich córka Helena, która stała się centrum ich życia. Aktor otwarcie przyznawał, że to dla niej zdecydowali się częściej bywać w Polsce, bo edukacja i rytm życia związany z wychowywaniem dziecka w kraju wydawały się ważniejsze niż stały pobyt na południu Europy. W rozmowie z „Polityką” przyznał:
Dziecko, które dziś rozdaje karty, trzyma nas w Polsce. Helenka ma swoje zajęcia, które coraz bardziej się rozrastają. Bywamy więc w naszym domu dwa razy w roku, na tyle rzadko, że chyba trzeba będzie go sprzedać. Ale ja do murów się nie przywiązuję
Obecność Helenki zmieniła jego codzienność bardziej, niż cokolwiek innego.
To spokojne, rodzinne życie było jednym z czynników, które złożyły się na decyzję o powrocie na stałe do Polski. Helena, swoją obecnością tak mocno „rozdająca karty” w ich życiu, stała się powodem, by skupić się na wychowaniu i edukacji w kraju rodzinnym.

Powrót do aktorstwa Kondrata
To nie jedyne zmiany w życiu aktora. Po niemal dwudziestu latach od oficjalnego zakończenia kariery, Kondrat zdecydował się zrobić wyjątek i wrócić na plan — dla roli w ekranizacji klasyki polskiej literatury, „Lalki” Bolesława Prusa. Aktor wcieli się w postać Ignacego Rzeckiego, jedną z centralnych postaci tej historii.
W rozmowie z „Dzień Dobry TVN” Kondrat tłumaczył, że propozycja była dla niego wyjątkowa i nie mógł jej zignorować. Zaznaczył, że „Lalka” to jego ulubiona powieść, a wejście w tak ważną i głęboką rolę wydawało się decyzją wartą podjęcia, nawet po latach przerwy od aktorstwa.
W wywiadzie mówił wprost:
To jest moja ulubiona powieść, rzeczywiście. Mija długi czas, odkąd pożegnałem się z zawodem, że tak powiem i mnie tknęło, że skoro taka produkcja jest organizowana i producent Radek Drabik zwraca się do mnie z tą ofertą, to to jest po prostu zrządzenie losu, z którego trzeba korzystać, bo potem już może nie być tej szansy
Jego powrót wzbudził natychmiastowe reakcje w mediach i wśród fanów, dla wielu stanowiąc nie tylko sentymentalny powrót ulubionego aktora, ale też potwierdzenie, że w odpowiednich okolicznościach nawet definitywne decyzje można czasem zmodyfikować.
Marek Kondrat o aktorstwie
W wywiadzie dla „Vivy!” Kondrat opowiadał o swojej fascynacji winem, które stało się dla niego sposobem na życie po aktorstwie. W kontekście tego, co daje mu prawdziwą radość, mówił:
Wszystkie wina mógłbym kupować na targach, nie musiałbym jeździć po świecie i spotykać się z winiarzami. Najpiękniejsze dla mnie jest jednak to, ze kiedy na półce w swoim sklepie ustawiam butelkę, to patrząc na jej etykietę, doskonale wiem, skąd pochodzi, kto zaprojektował, jak wyglądają ludzie, którzy doglądali winogron
To podejście do życia pokazuje, że dla Kondrata ważne są relacje i zrozumienie tego, czym się otacza. Tę samą szczerość widzimy w jego opisach własnych emocji. Gdy dziennikarka zapytała o jego stosunek do życia po pięćdziesiątce, aktor odpowiedział bez ogródek:
Zawsze twierdziłem, że mam zwichniętą psychikę, bo jestem jednostką depresyjną. Mam momenty, kiedy się w sobie zapadam, wycofuję się ze świata, skazuję na samotność. I najbardziej niebezpieczne jest to, że te stany podobają mi się coraz bardziej.
Kondrat nie ukrywał także, jak trudne jest dla niego życie aktorskie i dlaczego zdecydował się od niego odejść:
Życie aktora jest straszne. To zawód samotników, egocentryków, którzy na potrzeby sztuki wypłukują się ze wszystkich emocji. Bo żeby zagrać przekonywająco miłość lub nienawiść, to naprawdę musisz to czuć. A potem spada kurtyna, gasną światła i zostajesz sam ze sobą. Skąd wziąć potem siłę na to, żeby takie emocje przeżywać w prawdziwym życiu? Ja już nie chcę się tak wypłukiwać. Chcę żyć.
Te słowa doskonale ilustrują, dlaczego jego definitywne zakończenie kariery aktorskiej nie było przypadkowe.
