"Co wy wyprawiacie"? Takich słów o "The Voice Senior" nie spodziewał się nikt
Jedna decyzja, kilka sekund zawahania i emocje, które zostają na długo. Ostatni odcinek „The Voice Senior” przyniósł moment, w którym jurorzy sami zaczęli kwestionować własne wybory, a występ jednej z uczestniczek wywołał więcej dyskusji po zejściu ze sceny niż w trakcie samego wykonania. To był wieczór, w którym potencjał okazał się równie ważny jak werdykt — i nie wszyscy trenerzy wyszli z niego z poczuciem spokoju.
- O "The Voice Senior"
- Niesłychane sceny w "The Voice Senior"
- Ostre słowa krytyki
O "The Voice Senior"
„The Voice Senior” od momentu debiutu w polskiej telewizji konsekwentnie buduje własną, rozpoznawalną tożsamość, wyraźnie dystansując się od klasycznej formuły „The Voice of Poland”. Choć oba formaty łączy podobna konstrukcja – przesłuchania w ciemno, podział na drużyny trenerów oraz kolejne etapy rywalizacji – różni je zasadniczo rozłożenie akcentów dramaturgicznych. W wersji senioralnej nie chodzi o tempo kariery, medialną przebojowość ani potencjał komercyjny, lecz o coś znacznie trudniejszego do zmierzenia: doświadczenie życiowe, emocjonalną dojrzałość i autentyczność płynącą z lat przeżytych poza sceną.
Uczestnikami programu są osoby po sześćdziesiątce, często niemające wcześniejszego kontaktu z dużą sceną telewizyjną. Ich występy nie są jedynie prezentacją umiejętności wokalnych – stają się nośnikami osobistych historii, wspomnień i emocji, które przez dekady pozostawały w cieniu codziennych obowiązków. Każdy głos niesie ze sobą biografię, a każda piosenka zyskuje dodatkowy sens dzięki kontekstowi życiowemu wykonawcy. To właśnie ten wymiar sprawia, że program zyskuje charakter bardziej narracyjny niż stricte konkursowy.
W praktyce „The Voice Senior” funkcjonuje jako coś więcej niż telewizyjny talent show. Dla wielu uczestników to przestrzeń realizacji marzeń odłożonych na później, symboliczny dowód, że pasja i potrzeba twórczej ekspresji nie podlegają kalendarzowi. W przeciwieństwie do edycji adresowanych do młodszych wykonawców, gdzie stawką bywa kontrakt fonograficzny lub szybka obecność w obiegu medialnym, tutaj najważniejszy staje się kontakt z publicznością, prawda emocji i szczerość sceniczna. To przesunięcie punktu ciężkości sprawia, że program odbierany jest jako bardziej refleksyjny, często wzruszający i mocno osadzony w społecznym doświadczeniu starzenia się.
Siódma edycja, która wystartowała 3 stycznia 2026 roku, wprowadza do formatu wyraźnie zarysowany skład trenerski i nową energię. W obrotowych fotelach zasiedli artyści o bogatym dorobku i odmiennych temperamentach: Alicja Majewska, Andrzej Piaseczny, Robert Janowski oraz debiutująca w roli trenerki Majka Jeżowska. Powrót Majewskiej i Piasecznego zapewnia programowi ciągłość oraz stabilność opartą na empatii i wieloletnim doświadczeniu scenicznym. Janowski wnosi z kolei lekkość narracyjną i poczucie swobody, skutecznie balansując między rolą mentora a elementem stricte rozrywkowym.
Największe zainteresowanie widzów budzi jednak obecność Majki Jeżowskiej. Jej wejście do programu wprowadza nowy typ wrażliwości – bardziej bezpośredni, emocjonalny i oparty na intensywnym kontakcie z uczestnikami. Zderzenie czterech różnych osobowości jurorskich sprawia, że sceniczne interakcje stają się wielowymiarowe: komentarze potrafią być ciepłe, momentami krytyczne, niekiedy zaskakujące, ale niemal nigdy obojętne. To właśnie ta dynamika, oparta na dialogu i wymianie doświadczeń, a nie na rywalizacji ego, stanowi jeden z kluczowych atutów „The Voice Senior” i tłumaczy, dlaczego format ten na trwałe wpisał się w polski krajobraz telewizyjnych programów talentowych.

Niesłychane sceny w "The Voice Senior"
Siódma edycja „The Voice Senior” zapisała się w historii programu wydarzeniem, które wyraźnie wykraczało poza standardową formułę talent show. Po raz pierwszy na tej samej scenie pojawiło się małżeństwo z niemal pięćdziesięcioletnim stażem – Barbara i Albert Czarkowscy, związani ze sobą od 45 lat. Ich obecność nie była jedynie kolejnym punktem programu, lecz stała się poruszającą narracją o wspólnym życiu, w którym muzyka od początku pełniła rolę osi spinającej prywatność, pasję i zawodowe wybory.
Już w zapowiedzi odcinka Barbara wróciła wspomnieniami do początków tej relacji, pokazując, że historia ich miłości i muzyki splatały się na długo przed zawarciem małżeństwa.
„Poznałam mojego przyszłego męża, który był basistą w zespole, z którym się mijaliśmy na trasach” – mówiła, przywołując realia intensywnego życia koncertowego, młodzieńczych fascynacji i środowiska, w którym uczucia rodziły się w rytmie prób, wyjazdów i scenicznych spotkań.
Choć przez dekady tworzyli duet w życiu prywatnym, w „The Voice Senior” zdecydowali się na odmienną drogę. Każde z nich wystąpiło osobno, bez wspólnego wykonania i bez rodzinnego duetu, który mógłby naturalnie narzucać się jako oczywisty wybór. Ta decyzja miała wymiar symboliczny – pokazywała, że mimo wspólnej biografii i bliskości Barbara i Albert zachowują odrębność artystyczną oraz własną tożsamość sceniczną. Każde z nich stanęło przed trenerami samodzielnie, biorąc pełną odpowiedzialność za interpretację, emocje i odbiór występu.
Losy małżonków potoczyły się w programie różnymi ścieżkami. Występ Barbary, nasycony doświadczeniem i osobistą historią, nie przyniósł jej awansu do kolejnego etapu. Jurorzy podkreślali autentyczność i emocjonalny wymiar jej obecności na scenie, jednak żaden z trenerów nie zdecydował się odwrócić fotela. Zupełnie inaczej odebrano występ Alberta – jego interpretacja spotkała się z uznaniem, a artysta ostatecznie dołączył do drużyny Alicji Majewskiej, kontynuując swoją przygodę w programie.
Historia Barbary i Alberta Czarkowskich unaoczniła to, co od lat stanowi o wyjątkowości „The Voice Senior”. Program nie sprowadza się wyłącznie do rywalizacji wokalnej, lecz staje się przestrzenią opowieści o miłości, konsekwencji i pasji, która może towarzyszyć człowiekowi przez całe życie. W ich przypadku scena stała się miejscem spotkania prywatnej historii z publicznym przekazem – dowodem na to, że muzyka potrafi łączyć dekady doświadczeń, a artystyczna ekspresja nie zna ani metryki, ani granic wyznaczanych przez format telewizyjnego show.
Ostre słowa krytyki
Najbardziej stanowczo swoje wątpliwości wobec wykonania Barbary wyraził Andrzej Piaseczny. Jego komentarz był bezpośredni i krytyczny, choć – jak sam zaznaczył – motywowany dostrzeżonym potencjałem, a nie brakiem wiary w artystkę.
„Nieczysto, nietrafione – przepraszam. Gdyby było to zupełnie do niczego, nie odważyłbym się nic mówić. Tutaj jednak było tyle potencjału, tyle dobrego, ale też sporo niedociągnięć. Może nie jestem przyjemny, ale wszystko to wynika z tego, że czasem warto przyjść drugi raz i zmieść konkurencję absolutnie ze sceny, bo wierzę, że mogłoby tak być” – mówił, jasno wskazując na niedosyt i jednoczesną wiarę w możliwości uczestniczki.
Podobny ton, choć znacznie łagodniejszy, pojawił się w wypowiedzi Majki Jeżowskiej, która podkreślała, że w Barbarze „jest potencjał”, sugerując, że obecny występ nie był pełnym odzwierciedleniem jej możliwości scenicznych.
Zdecydowanie inaczej sytuację ocenił Robert Janowski, który otwarcie sprzeciwił się słowom Piasecznego i nie ukrywał własnych wyrzutów sumienia. Jego reakcja była jedną z najbardziej emocjonalnych w całym odcinku i wyraźnie pokazywała, jak cienka bywa granica między decyzją jurorską a poczuciem straconej szansy.
„Andrzej, nie zgadzam się z tobą! Będę sobie to wyrzucał – mogłem się odwrócić. Bo jest tak, że czasem decydują drobiazgi… Cholera, jestem zły na siebie, bo na scenie stoi kobieta z artystyczną duszą, a ja się nie odwracam. Wróć za rok, Baśka! (…)” – mówił, nie kryjąc żalu wobec własnej decyzji.
Ten fragment odcinka dobitnie pokazał, że w „The Voice Senior” o werdyktach decydują często niuanse: pojedyncze dźwięki, moment zawahania, subiektywne odczucie trenera. W przypadku Barbary Czarkowskiej scena stała się miejscem zderzenia potencjału, emocji i jurorskich wątpliwości – a jednocześnie przypomnieniem, że nawet brak awansu nie musi oznaczać artystycznej porażki, lecz bywa początkiem drogi, która prowadzi do powrotu silniejszym i bardziej świadomym własnych możliwości.
Szczególnie ostre słowa krytyki wystosowali fani.
- "Co wy wyprawiacie? Ludzie śpiewają mega, nikt się nie odwraca. Państwu się w głowach poprzewracało? Kogo chcecie? Franka Sinatry? Jestem zawiedziona, najbardziej chyba Panią Alicją, którą bardzo szanuję (...). Przestańcie gwiazdorzyć - więcej życzliwości, powściągliwości i bierzcie świetnie śpiewających seniorów i seniorki";
- "Jaki oni mają scenariusz: ktoś odpada, to każą mu śpiewać jeszcze raz, a potem obiecywać, że pojawi się za rok ponownie. Jeśli wszyscy pojawią się za rok, to poziom będzie jeszcze gorszy niż obecnie. No i jeszcze ta Majka Jeżowska - kim ona jest, żeby decydować o czymkolwiek w programie muzycznym?";
- "Jurorzy zachowują się skandalicznie. Podczas występu, zamiast słuchać, gwiazdorzą, rozmawiają, dyskutują i te głupie miny stroją. Żenada, oglądać się tego nie da"