Andziaks odsłoniła kulisy drugiego porodu. Psycholog ocenia: „To przekraczanie zdrowych granic”.
Andziaks, jedna z najpopularniejszych polskich influencerek, po raz kolejny opublikowała w sieci szczegółowy vlog z narodzin swojego drugiego dziecka. Nagranie błyskawicznie stało się hitem internetu, przynosząc przeszło milion odsłon, ale jednocześnie wywołało potężną lawinę dyskusji na temat granic prywatności w mediach społecznościowych. Choć fani gratulują celebrytce odwagi, nasza ekspertka alarmuje, że tak intymne treści wymykają się spod kontroli, a sharenting przybiera coraz bardziej ryzykowne formy.
- Influencerka znów nagrywa swój poród
- Sharenting – nie tylko u celebrytów
- Konsekwencje dzieci w sieci
Influencerka znów nagrywa swój poród
Angelika Trochonowicz, znana w sieci jako Andziaks, to postać, która od lat buduje swoją karierę na pokazywaniu codzienności w mediach społecznościowych. Gdy na jej kanale You Tube pojawił się vlog z drugiego porodu, internauci znów wstrzymali oddech, a liczniki wyświetleń zaczęły wirować w zawrotnym tempie. To nie był pierwszy raz, kiedy influencerka zdecydowała się na tak odważny krok – już narodziny jej córki, Charlotte, zostały uwiecznione i udostępnione szerokiej publiczności, co wówczas uznano za przekroczenie kolejnych granic w Internecie.
Gest influencerki odbił się szerokim echem w mediach, dzieląc opinię publiczną na dwa wrogie obozy. Z jednej strony pojawiły się tysiące komentarzy pełnych zachwytu, w których fanki dziękowały za „odczarowanie” wyobrażenia o porodzie i pokazanie prawdy o macierzyństwie, widząc w tym akt kobiecej solidarności i autentyczności. Z drugiej jednak strony znaleźli się srodzy krytycy, którzy oskarżają celebrytkę o sprzedawanie własnej prywatności i wizerunku nowo narodzonego syna dla zasięgów oraz zysków z reklam.
Współczesny odbiorca niemal nałogowo lubi podglądać życie innych, a influencerzy tacy jak Andziaks doskonale tę potrzebę zaspokajają, karmiąc nas treściami, które jeszcze dekadę temu uznano by za zbyt intymne dla mas. Fascynacja osobami z wyidealizowanego świata internetu, sprawia, że vlogi z porodówek stają się najchętniej oglądanymi materiałami, co tylko nakręca spiralę ekshibicjonizmu.
Psychoterapeutka Karolina Kownacka tłumaczy takie zachowania internautów:
- Przyciąga nas nierealne życie influencerów. To jest mechanizm psychologiczny. Lubimy interesować się życiem innych, szczególnie gdy jest ono pokazane w takich superlatywach.

Sharenting – nie tylko u celebrytów
Zjawisko sharentingu, czyli nadmiernego upubliczniania wizerunku dzieci – ich zdjęć czy filmów przez rodziców w internecie, nie dotyczy wyłącznie osób, które są popularne, ale staje się również problemem wśród zwykłych użytkowników mediów społecznościowych.
Jak mówi nasza psycholog Karolina Kownacka:
- Problem sharentingu nie zaczyna się tak naprawdę u celebrytów, bo tak naprawdę możemy to zaobserwować w naszym zwykłym codziennym życiu, w rodzicielstwie, codziennych sprawach, sąsiedzkich czy szkolnych, w pozornie niewinnych publikacjach.
Niemal każdy z nas ma przecież w znajomych kogoś, kto publikuje zdjęcia swojej pociechy z prawie każdego momentu życia.
- Jest to wstawianie zdjęć dziecka – na przykład z ubrudzoną buzią – bo jest pierwsze karmienie, opisywanie publicznie fizjologii, wpadek rozwojowych. Według mnie to jest również sharenting, czyli przekraczanie takich zdrowych granic – zaznacza psychoterapeutka.
Jednak u znanych influencerów to zjawisko nabiera jeszcze bardziej niebezpiecznego charakteru, ponieważ zasięgi ich publikacji idą w miliony, a raz wrzucone do sieci nagranie z porodu czy pierwszych kroków dziecka zostaje tam na zawsze, stając się częścią publicznego archiwum, nad którym nikt nie ma pełnej kontroli.
Dlaczego osoby znane czy zwykłe kobiety i mężczyźni będący rodzicami decydują się na tak drastyczne obnażanie prywatności swoich dzieci? Karolina Kownacka odpowiada:
- Z mojej perspektywy psychoterapeutycznej uważam, że treści, które wstawia Andziaks, inni rodzice, czy celebryci, to nie są treści tak naprawdę o dziecku. One często są o rodzicu, o jego biznesie, o tym, że rodzic próbuje się dowartościować poprzez dziecko, pokazać – „Zobaczcie, jaką jestem dobrą matką, jakim jestem zaangażowanym ojcem”, „Zobaczcie, jakie mam cudowne dziecko”.
Ekspertka dodaje też, iż istotne jest to, że:
- Sharenting jest też wtedy, kiedy dziecko staje się narzędziem regulowania emocji dorosłego, czy też niskiego poczucia własnej wartości.
Dodatkowo w przypadku celebrytów odpowiedź często jest brutalnie prosta: dziecko w świecie mediów społecznościowych to jeden z najlepiej sprzedających się „atrybutów”, który bardzo podnosi zaangażowanie odbiorców.
- Prywatność jako bardzo ważna dotychczasowa wartość międzyludzka przestaje być wartościowa. I to jest zagrażające – że sprzedajemy własną prywatność za pieniądze – dodaje psychoterapeutka.
Konsekwencje dzieci w sieci
Najbardziej niepokojącym aspektem sharentingu są długofalowe konsekwencje dla dzieci, które wychowują się na oczach milionów internautów, nie mając na to żadnego wpływu ani nie mogąc wyrazić świadomej zgody na udostępnianie swojego wizerunku. Dziecko influencerów od pierwszych sekund życia staje się więc osobą publiczną, która pozbawiona zostaje bezcennego prawa – prywatności, co jest formą nadużycia i przemocy.
- Każdy dom powinien mieć granice bezpieczne dla dziecka, a upublicznianie wizerunku pociechy bez jej zgody jest naruszeniem tych granic, bo każdy ma prawo do prywatności, również dzieci. Dziecko nie jest treścią. Granice w internecie powinny być odpowiedzialnością dorosłych, a nie dzieci – potwierdza psycholog Kownacka.
Co więcej, brak prywatności we wczesnym dzieciństwie może prowadzić do poważnych zaburzeń w rozwoju tożsamości i poczucia własnej wartości. Dziecko, które jest stale filmowane, uczy się, że musi „występować” przed obiektywem, co zabija jego życiową naturalność i spontaniczność, a w dorosłości może to skutkować problemami z tworzeniem autentycznych relacji międzyludzkich.
- Takie dziecko jakby od początku nie ma możliwości na rozwój poczucia własnej wartości i tak naprawdę na zdrowe budowanie relacji, bo jeżeli w internecie pokazana jest jakaś narracja tego dziecka, to od podstaw ma ono odebrane prawo do bycia po prostu sobą. Jest ono wychowane w tym kulcie i uznaje to jako taką realną rzeczywistość – zwraca uwagę nasza ekspertka.
Psychoterapeutka Karolina Kownacka mówi również o tym, że jeśli poczucie wartości pociech influencerów będzie stale zależeć od zasięgów, to w przyszłości mogą one mieć trudności w byciu poza mediami.
- Mówimy to tu o uzależnieniach, lękiem przed byciem niewidzialnym, zależnością od aprobaty i oceny innych oraz o skupieniu się na perfekcjonizmie i idealnym wyglądzie.
Zagrożenia płynące z obecności wizerunku dziecka w sieci są również bardzo realne w kontekście fizycznego bezpieczeństwa. Zdjęcia i filmy, nawet te wydające się niewinne, mogą trafić w ręce osób ze środowisk pedofilskich, a potem być przez nich wykorzystane.
- Pedofilem może być nasz sąsiad, może być woźny w szkole, pedofilem może być nauczyciel i każda osoba, która ma dostęp do social mediów – mówi Karolina Kownacka.
I dodaje:
- W tak rozwiniętej dobie sztucznej inteligencji, narażamy też dzieci na przerabianie wizerunków na treści erotyczne, które potem są sprzedawane w darknecie.
Przypadek pokazania porodu przez Andziaks dobitnie pokazuje więc, że granica bezpieczeństwa została przesunięta już bardzo daleko, a skutki tego eksperymentu społecznego przeprowadzonego na dziecku poznamy dopiero za kilkanaście lat, gdy dzisiejsze pociechy influencerów wejdą w dorosłość i same ocenią decyzje swoich rodziców.