Wyszukaj w serwisie
newsy tylko u nas foto telewizja lifestyle quizy O nas
News.Swiatgwiazd.pl > Newsy > 30-letni sportowiec nie żyje. Rodzina nie wierzy w przyczynę śmierci
Magdalena Kaczmarska
Magdalena Kaczmarska 19.01.2026 09:53

30-letni sportowiec nie żyje. Rodzina nie wierzy w przyczynę śmierci

30-letni sportowiec nie żyje. Rodzina nie wierzy w przyczynę śmierci
fot. Facebook

Śmierć 30-letniego Mateusza Strzelczyka wstrząsnęła nie tylko jego bliskimi, ale także opinią publiczną. Były wioślarz i zawodnik crossfitu nagle zasłabł na siłowni podczas rozgrzewki przed treningiem i mimo natychmiastowej reanimacji zmarł. Choć początkowo uznano, że przyczyną był atak serca, z czasem wokół tragedii zaczęły narastać wątpliwości, pytania i niepokojące podejrzenia, które do dziś nie dają rodzinie spokoju.

  • Nagła śmierć młodego sportowca
  • Testament, majątek i narastające wątpliwości
  • Rodzinne podejrzenia i umorzone śledztwo

Mateusz tuż przed śmiercią napisał testament

12 czerwca 2024 roku Mateusz Strzelczyk pojawił się na siłowni jak w każdy inny dzień. Był aktywnym sportowcem, w przeszłości uprawiał wioślarstwo, a później z pasją trenował crossfit. Nic nie wskazywało na to, że zmaga się z jakimikolwiek problemami zdrowotnymi. Podczas rozgrzewki nagle zasłabł i stracił przytomność. Pomimo szybkiej reakcji osób obecnych na miejscu i prowadzonej reanimacji jego życia nie udało się uratować.

Informacja o śmierci 30-latka była szokiem dla rodziny i znajomych. Mateusz uchodził za osobę pełną energii, ambitną i konsekwentną w działaniu. Poza sportem z powodzeniem rozwijał własny biznes – prowadził dobrze prosperującą myjnię samochodową, która zapewniała mu stabilność finansową. Bliscy podkreślali, że nie chorował, regularnie się badał i dbał o kondycję, dlatego wersja o nagłym ataku serca od początku budziła ich wątpliwości.

Dodatkowym elementem, który wzbudził niepokój rodziny, był fakt sporządzenia testamentu tuż przed śmiercią Mateusza. Jak ustalili reporterzy programu „Państwo w Państwie”, cały swój majątek zapisał on partnerce Karolinie. Dokument ten stał się jednym z kluczowych punktów sporu i źródłem pytań, zwłaszcza że – według relacji matki i siostry – Mateusz planował zakończyć ten związek. W ich ocenie decyzja o przepisaniu całego majątku była sprzeczna z jego wcześniejszymi deklaracjami.

Mateusz miał zrobić "coś wbrew sobie"

Rodzina zaczęła analizować wydarzenia z ostatnich tygodni życia Mateusza, doszukując się sygnałów ostrzegawczych. Szczególnie poruszające są słowa, które miał wypowiedzieć kilka dni przed śmiercią. W rozmowie z siostrą powiedział: „Zrobiłem coś wbrew sobie…”. Zdanie to, z pozoru niejednoznaczne, po tragedii nabrało dla bliskich wyjątkowego znaczenia i stało się jednym z powodów, dla których zaczęli domagać się ponownego zbadania sprawy.

Po śmierci Mateusza, jak relacjonowała jego rodzina, Karolina zachowywała się w sposób, który uznali za niepokojący. Miała próbować odblokować jego telefon, dopytywać o wyniki sekcji zwłok oraz pytać, „czy coś wyjdzie”. Dla matki i siostry były to zachowania trudne do zrozumienia w kontekście świeżej żałoby i jednocześnie kolejny element układanki, który wzmacniał ich podejrzenia.

W materiale „Państwa w Państwie” pojawiły się również informacje pochodzące od anonimowego rozmówcy, który twierdził, że Karolina zaczęła spotykać się z mężczyzną znanym w poznańskim półświatku – Maciejem P. Według informatora mężczyzna ten miał wykazywać szczególne zainteresowanie biznesem Mateusza.

Informator ujawnia kulisy sprawy

Ponadto informator opisywał brutalne metody, jakie rzekomo miał stosować Maciej P. wobec osób, które stawały mu na drodze. W materiale pokazano nagrania, na których widać, jak mężczyzna wyrzuca z mieszkania matkę Mateusza oraz towarzyszącą jej prawniczkę. Dodatkowo Karolina miała z bliskiej odległości użyć wobec matki zmarłego gazu pieprzowego. Te sceny jeszcze bardziej zaostrzyły rodzinny konflikt i poczucie zagrożenia.

Według relacji anonimowego źródła działania Macieja P. miały być ukierunkowane na przejęcie majątku Mateusza, w tym myjni samochodowych. Padały oskarżenia o groźby, pobicia i zastraszanie innych osób. Należy jednak podkreślić, że są to relacje i podejrzenia przedstawione w programie reporterskim, a nie prawomocne ustalenia sądu. Mimo to dla rodziny były one wystarczającym powodem, by domagać się dalszych działań ze strony organów ścigania.

Bliscy Mateusza wielokrotnie podkreślali, że nie wierzą w naturalną przyczynę śmierci młodego, wysportowanego mężczyzny. Ich zdaniem sprawa wymagała dokładniejszego wyjaśnienia, a okoliczności – ponownego zbadania. Składali zawiadomienia, apelowali o wznowienie postępowania i publicznie mówili o swoich wątpliwościach, licząc, że prawda wyjdzie na jaw.

Ostatecznie prokuratura zdecydowała się umorzyć śledztwo, nie znajdując podstaw do dalszego prowadzenia sprawy. Dla rodziny Mateusza Strzelczyka była to kolejna bolesna informacja i poczucie, że ich pytania pozostały bez odpowiedzi. Choć formalnie sprawa została zamknięta, w ich pamięci i emocjach nadal pozostaje wiele niewyjaśnionych wątków, a śmierć 30-letniego sportowca wciąż jawi się jako dramat pełen znaków zapytania.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Marta Nawrocka
Jest apel do Marty Nawrockiej. Eksperci alarmują, chodzi o dzieci
Aleksiej Sewostjanow z żoną
Mistrz Polski przerwał milczenie po śmierci żony. Wystarczyło kilka słów
Aleksiej Sewostjanow z żoną
Nie żyje żona Mistrza Polski. Niesamowite, co dzieje się na zbiórce
Żona Aleksieja Sewostjanowa
Nie żyje żona reprezentanta Polski. Kobieta była w 7. miesiącu ciąży
Stanisław Soyka
Zaskakujący zwrot ws. śledztwa dot. Stanisława Soyki. Rodzina przerwała milczenie
Torbicka
Jak dobrze znasz Grażynę Torbicką? Te pytania mogą zaskoczyć