Wyszukaj w serwisie
newsy tylko u nas foto telewizja lifestyle quizy O nas
News.Swiatgwiazd.pl > Newsy > Na to chorował Edward Linde-Lubaszenko. Przeszedł koszmar
Magdalena Szymańska
Magdalena Szymańska 08.02.2026 19:51

Na to chorował Edward Linde-Lubaszenko. Przeszedł koszmar

Na to chorował Edward Linde-Lubaszenko. Przeszedł koszmar
fot. Pixabay

To smutny dzień dla polskiej sceny. Media obiegła informacja o śmierci wybitnego artysty, który przez dekady kształtował wyobraźnię widzów. Choć jeszcze niedawno dzielił się ze światem przełomową decyzją o swojej przyszłości, dziś bliscy przekazali najgorszą wiadomość.

Kim był Edward Linde-Lubaszenko

Edward Linde-Lubaszenko to jeden z tych aktorów, których nie trzeba przedstawiać, choć on sam nigdy nie zabiegał o blask fleszy. Podczas gdy inni walczyli o miano pierwszego amanta, on spokojnie budował swoją pozycję, grając w lidze opartej na inteligencji, dystansie i tym charakterystycznym, niskim głosie. To typ artysty, który nie musi krzyczeć, żeby go zauważono – jemu wystarczyło wejść w kadr.

Swoją legendę wykuwał w krakowskim Starym Teatrze pod okiem największych, jak Swinarski czy Wajda. Ale umówmy się, dla szerszej publiczności stał się kimś w rodzaju ikony spokoju. W kinie moralnego niepokoju był twarzą człowieka myślącego, nieco sceptycznego wobec świata. Nigdy nie pchał się na afisz za wszelką cenę, a i tak potrafił „ukraść” scenę nawet w epizodycznych rolach. To rzadka sztuka – przykuć uwagę widza samym spojrzeniem, bez zbędnej gestykulacji.

Młodsze pokolenia kojarzą go głównie jako ojca Olafa Lubaszenki. Ich wspólne występy w kultowych produkcjach, jak "Sztos" czy "Chłopaki nie płaczą", to czysta chemia. Edward pokazał tam genialne wyczucie komizmu, ale podane w bardzo powściągliwy sposób. Nie musiał robić min; po prostu był, a widz i tak wiedział, że ma do czynienia z kimś wyjątkowym.

Do tego dochodzi jego biografia, pełna zakrętów i ciekawostek o pochodzeniu czy zmianie nazwiska. To wszystko dodało mu pewnego arystokratycznego sznytu i aury tajemnicy. Linde-Lubaszenko zawsze wyglądał na kogoś, kto wie o życiu znacznie więcej, niż mówi na głos. Dziś, mimo upływu lat, wciąż pozostaje jedną z najbardziej intrygujących postaci polskiej kultury. Jest dowodem na to, że klasa i talent bronią się same, bez potrzeby robienia wokół siebie zbędnego hałasu.

Na to chorował Edward Linde-Lubaszenko. Przeszedł koszmar
Edward Linde-Lubaszenko

Nie żyje Eadward Linde-Lubaszenko

Niedziela przyniosła wiadomość, której wielu podświadomie się spodziewało, ale na którą nikt nie był gotowy. Zmarł Edward Linde-Lubaszenko, postać absolutnie fundamentalna dla polskiego teatru i kina. Informację o jego śmierci przekazała rodzina, domykając tym samym pewien niezwykle ważny rozdział w historii krakowskiej kultury. Miał 86 lat i dorobek, którym można by obdzielić kilka aktorskich życiorysów.

Linde-Lubaszenko nie był po prostu aktorem – on był instytucją. Od 1973 roku jego nazwisko nierozerwalnie łączyło się z krakowskim Starym Teatrem. To tam stworzył kreacje, które przeszły do legendy, ale masowa publiczność kochała go przede wszystkim za role filmowe. Miał ich na koncie ponad 70, do tego dochodziło ponad sto ról teatralnych i dziesiątki występów w Teatrze Telewizji. Był mistrzem drugiego planu, potrafił jedną sceną, jednym spojrzeniem czy swoim charakterystycznym głosem ukraść cały film. Co ciekawe, artysta zdążył się z nami pożegnać na własnych warunkach. Całkiem niedawno, bo 14 grudnia 2025 roku, zasiadł na kanapie w programie „Dzień Dobry TVN” i z właściwą sobie klasą ogłosił zakończenie kariery. Nie było w tym wielkiej pompy, tylko chłodna ocena własnych sił i poczucie spełnienia. Wybrał moment, w którym chciał zejść ze sceny, zanim zrobiłby to za niego los.

Odszedł pedagog, mentor i człowiek o niezwykłej inteligencji. Dla wielu pozostanie przede wszystkim ekranowym ojcem, dla innych genialnym interpretatorem klasyki. Bez względu na to, czy pamiętamy go z „Psów”, czy z deskich krakowskich scen, jedno jest pewne: polska kultura straciła jeden ze swoich najmocniejszych filarów. Edward Linde-Lubaszenko zostawił po sobie pustkę, której nie da się wypełnić żadnym castingiem.

Na co chorował Linde-Lubaszenko?

Śmierć aktora, o której poinformowała Polska Agencja Prasowa, to ten moment, w którym człowiek odruchowo sprawdza datę urodzenia i nie może uwierzyć. Choć przyczyna zgonu nie została jeszcze podana, trudno nie myśleć o tym odejściu w kontekście jego podejścia do życia. Jeszcze niedawno, świętując 84. urodziny, przekonywał wszystkich, że starość to tylko kolejny etap, a nie wyrok czy ograniczenie.

To nie był typ gwiazdy, która narzeka na upływający czas. Wręcz przeciwnie – biła od niego energia, której mogliby pozazdrościć trzydziestolatkowie. Miał swoje żelazne zasady. Każdy dzień zaczynał od porannej gimnastyki, traktując to jako prosty, niemal mechaniczny nawyk, który pozwalał mu trzymać fason. Zresztą w wywiadach często powtarzał, że czuje się w świetnej formie i nie zamierza zwalniać tempa.

Jednak to nie same ćwiczenia fizyczne były jego receptą na długowieczność. Kluczem wydawał się ogromny dystans do siebie i poczucie humoru, które pozwalało mu patrzeć na świat bez zbędnej spiny. Nie filozofował przesadnie o zdrowiu, po prostu o nie dbał, wierząc, że higiena psychiczna jest równie ważna co kondycja. Planował przyszłość, nie rozpamiętywał tego, co było, i do końca zachował tę specyficzną iskrę w oku.

Patrząc na jego sylwetkę, można było odnieść wrażenie, że faktycznie oszukał czas. Pokazywał, że da się przeżyć jesień życia sensownie i na własnych zasadach, bez rezygnowania z aktywności. Jego odejście to koniec pewnej ery, ale zostawia po sobie bardzo prostą lekcję: warto się ruszać, warto się śmiać i warto do samego końca mieć jakiś plan na jutro. Dbałość o ciało i ducha w jego wydaniu nie była modą, ale sposobem na to, by do ostatnich dni pozostać po prostu sobą.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
jeffrey epstein
Polska spółka w nowych aktach Epsteina. Na rok przed śmiercią przyniosła mu gigantyczny zysk
Edward Linde-Lubaszenko
Tak gwiazdy żegnają Edwarda Linde-Lubaszenko. Poleciało wiele łez
Edward Linde-Lubaszenko
Niespełna dwa miesiące temu Edwarda Linde-Lubaszenko pojawił się na wizji. Wtedy widzieliśmy go ostatni raz
Edward Linde-Lubaszenko
To ostatnie zdjęcie Edwarda Linde-Lubaszenko przed śmiercią. Ledwo można go poznać
Zbigniew Wodecki
Tak obecnie wygląda grób Wodeckiego. Smutny widok
Torbicka
Jak dobrze znasz Grażynę Torbicką? Te pytania mogą zaskoczyć
Wybór Redakcji