Gwiazda "Klanu" miała w głowie 6 tętniaków. Takie objawy dawała choroba
Aldona Orman, znana i ceniona aktorka, przeszła dramatyczną walkę o zdrowie i życie, o której zdecydowała się opowiedzieć publicznie. Jej historia porusza i pokazuje, jak kruche potrafi być ludzkie zdrowie – nawet wtedy, gdy nic nie zapowiada nadchodzącego zagrożenia.
- Kariera i rozpoznawalność Aldony Orman
- Niespodziewana diagnoza i dramatyczne wydarzenia
- Walka o zdrowie i powrót do życia
Problemy zdrowotne Aldony Orman
Aldona Orman to aktorka doskonale znana widzom telewizyjnym i teatralnym. Największą popularność przyniosła jej rola Barbary Mileckiej w serialu „Klan”, w którym występuje od 1997 roku. Publiczność mogła oglądać ją także w takich produkcjach jak „Barwy szczęścia”, „Na dobre i na złe” oraz „Pierwsza miłość”. Jej dorobek obejmuje również występy na deskach teatrów we Wrocławiu, Krakowie i Warszawie, w tym w Teatrze Kwadrat i Teatrze Komedia.
Choć przez lata kojarzona była przede wszystkim z sukcesami zawodowymi, w ostatnim czasie głośno zrobiło się o jej życiu prywatnym – a dokładniej o poważnych problemach zdrowotnych, z jakimi musiała się zmierzyć. Aktorka w szczerej rozmowie z Dominiką Miką z Wirtualnej Polski ujawniła szczegóły dramatycznych wydarzeń, które niemal zakończyły się tragedią.
Jak przyznała, wszystko zaczęło się od wypadku, do którego doszło 22 lutego 2023 roku na planie filmu w Albanii, w Tiranie.
„Nie wiedziałam, że w moim ciele są tętniaki. Nie miałam wcześniej żadnej informacji ani diagnozy. 22 lutego 2023 roku uległam wypadkowi na planie filmu, który kręciliśmy w Albanii, w Tiranie. Gdy skończyłam grać swoją ostatnią scenę, spadłam z dużej wysokości, bo podłoga nie była należycie zabezpieczona i oznaczona. Przesunęły mi się wtedy kręgi w szyi o 5–6 milimetrów” – wyznała aktorka.

Takie objawy dawała choroba
Po wypadku zaczęły się niepokojące objawy, przede wszystkim silne bóle głowy. Początkowo nic nie wskazywało na to, jak poważna jest sytuacja. Dopiero kolejne badania – tomografia i rezonans – ujawniły prawdę o stanie jej zdrowia. Dramatyczny moment nastąpił jednak wcześniej, podczas pracy na planie. Aktorka wspominała:
„Grałam scenę, ale bardzo źle mi się grało. Byłam zupełnie nieobecna. Łzy leciały mi przez cały czas z oczu. Pierwszy raz coś takiego przeżywałam."
To właśnie ta decyzja okazała się kluczowa.
„Poszłam więc przed monitor sprawdzić, jak wyszły sceny. Przeszłam przez całą halę na Chełmskiej w Wytwórni Filmów, usiadłam na krześle i nagle pojawił się przeszywający ból głowy. To było tak, jakby ktoś rozłupał mi głowę, jakby coś rozrywało ją na kawałki. Przerażający ból. W jednej sekundzie straciłam wzrok, straciłam mowę” – opowiadała w wywiadzie.
Na szczęście na miejscu byli członkowie ekipy, którzy natychmiast wezwali pomoc. Aktorka trafiła do szpitala, gdzie rozpoczęła się walka o jej życie. Pierwsza operacja trwała aż sześć i pół godziny. Jak się okazało, tętniak znajdował się w bardzo trudnym miejscu.
Jak dziś czuje się aktorka?
W trakcie badań wykryto aż sześć tętniaków - przyznała aktorka, podkreślając, jak poważna była sytuacja.
To jednak nie pierwszy raz, gdy Aldona Orman otarła się o śmierć. W wywiadzie ujawniła, że już wcześniej przeżyła dramatyczne chwile.
„W 2001 roku miałam sepsę i przeżyłam śmierć kliniczną. Pięć dni leżałam w śpiączce. Dlatego można powiedzieć, że dwa razy uciekłam śmierci” – wyznała.
Dziś aktorka może mówić o ogromnym szczęściu. Jak podkreśla, obecnie czuje się dobrze, a najnowsze badania, wykonane w styczniu, nie wykazały obecności tętniaków. Jej historia to nie tylko opowieść o chorobie, ale także o sile intuicji, determinacji i ogromnej woli życia.
