Gruchnęły wieści o Tadeuszu Sznuku. 32 lata prowadził "1 z 10" aż tu nagle. Wyznał to z nietęgą miną
To jedna z tych nielicznych stałych w polskiej popkulturze: spokojny, niski głos, nienaganne maniery i pytanie, na które odpowiedź trzeba znać w ułamku sekundy. Tadeusz Sznuk od 32 lat jest twarzą teleturnieju „Jeden z dziesięciu”, budując wokół siebie aurę profesjonalizmu, której próżno szukać u współczesnych celebrytów. Choć program doczekał się właśnie imponującej, 153. edycji, za kulisami legendarny prowadzący toczy walkę z czasem, o której widzowie nie mają pojęcia. Okazuje się bowiem, że człowiek, który dla milionów Polaków jest synonimem wieczornej rozrywki, od lat nie widział ani jednego odcinka własnego hitu na szklanym ekranie. Nie stoi za tym jednak niechęć do autokreacji, lecz twarda, rzemieślnicza praca, która pochłania 82-letniego dziennikarza bez reszty.
Redaktorska pasja ukryta pod garniturem
Wielu widzom wydaje się, że rola gospodarza teleturnieju ogranicza się do wejścia do studia, przeczytania gotowych pytań z kartki i pożegnania widzów tradycyjnym „do widzenia”. W przypadku Tadeusza Sznuka rzeczywistość jest zgoła inna. W najnowszym wywiadzie udzielonym z okazji premiery 153. serii programu (marzec 2026 r.), prezenter zdradził, że jego zaangażowanie zaczyna się na długo przed włączeniem kamer. Sznuk jest de facto współautorem scenariusza każdego odcinka, pełniąc rolę surowego redaktora.
Selekcja i korekta: Prowadzący osobiście sprawdza każde pytanie pod kątem merytorycznym.
Dynamika przekazu: Dba o to, by treść była zwięzła – tak, aby zmieściła się w rygorystycznych ramach czasowych formatu.
Jasność komunikatów: Jak sam przyznaje, wiele zagadnień wymaga „skrócenia i dostosowania”, by były zrozumiałe dla zestresowanych uczestników.
To właśnie ta niemal benedyktyńska praca sprawia, że „1 z 10” od trzech dekad utrzymuje elitarny poziom. Sznuk nie jest tylko lektorem – on żyje tymi pytaniami, co tłumaczy, dlaczego format mimo upływu lat nie stracił na jakości, a widzowie nie wyobrażają sobie na jego miejscu nikogo innego.
Maraton między Warszawą a Lublinem
Praca nad tak popularnym formatem to logistyczne wyzwanie, które z biegiem lat stało się jeszcze bardziej wymagające. Przeniesienie produkcji z Warszawy do ośrodka w Lublinie zmieniło rytm życia 82-letniego dziennikarza. Choć Sznuk z charakterystyczną dla siebie skromnością podkreśla plusy tej sytuacji – jak choćby fakt, że może spać we własnym łóżku, a nie w hotelowych pokojach – przyznaje jednocześnie, że cykl nagraniowy jest morderczy.
„Kiedy kończymy nagrania, to biorę się do przygotowywania następnych odcinków” – wyznaje prowadzący. Dla niego przerwa między sezonami to pojęcie abstrakcyjne. Gdy gasną światła w studiu, zaczyna się praca biurowa. To poświęcenie sprawia, że Tadeusz Sznuk stał się ikoną etosu pracy, której fundamentem jest odpowiedzialność za widza. To właśnie z tego powodu odrzuca on niemal wszystkie inne propozycje zawodowe. Choć instytucje kulturalne i organizatorzy wielkich gal wciąż zabiegają o jego obecność, on konsekwentnie odmawia. Ma swoją „robotę”, która wypełnia mu każdą wolną chwilę, nie zostawiając miejsca na bywanie „na salonach”.
Paradoks wielkiego ekranu: Prowadzi, ale nie ogląda
Najbardziej zaskakującym wyznaniem legendarnego prezentera jest jednak fakt, że od dobrych kilku lat nie obejrzał w telewizji ani jednego odcinka „Jeden z dziesięciu”. W dobie narcyzmu i wszechobecnego samouwielbienia w mediach społecznościowych, taka deklaracja brzmi niemal niewiarygodnie. Przyczyna jest jednak prozaiczna i wynika z napiętego harmonogramu: w czasie, gdy telewidzowie zasiadają przed telewizorami o 18:50, Tadeusz Sznuk zazwyczaj... nagrywa kolejne serie pytań.
Ponieważ program jest ciągle emitowany w telewizji, ja sam od dobrych paru lat nie oglądałem go na ekranie. Praktycznie bez przerwy nagrywamy kolejne odcinki – mówi Sznuk.
To swoisty paradoks. Człowiek, który kreuje ten program i nadaje mu ostateczny szlif, zna go wyłącznie z perspektywy pulpitu prowadzącego i arkuszy z pytaniami. To dowód na to, że dla Sznuka teleturniej to nie tylko produkt telewizyjny, ale przede wszystkim proces twórczy. Pozostaje mieć nadzieję, że mimo tak intensywnego trybu życia, mistrz mikrofonu znajdzie czas na zasłużony odpoczynek, choć patrząc na jego niesłabnącą formę w 153. edycji, wydaje się, że to właśnie praca jest jego eliksirem młodości.