Wyszukaj w serwisie
newsy tylko u nas foto telewizja lifestyle quizy O nas
News.Swiatgwiazd.pl > Newsy > Dramatyczne wyznanie polskiego artysty. Przez lata ukrywał swój upadek
Magdalena Szymańska
Magdalena Szymańska 24.01.2026 20:57

Dramatyczne wyznanie polskiego artysty. Przez lata ukrywał swój upadek

Dramatyczne wyznanie polskiego artysty. Przez lata ukrywał swój upadek
fot. YouTube

Miał wszystko: uwielbienie tłumów, ogromny talent i karierę, o której inni mogli tylko pomarzyć. Niestety, ogromna sława przyszła zbyt wcześnie. Dziś ta historia służy jako bolesna przestroga przed tym, jak łatwo stracić panowanie nad własnym życiem, gdy cały świat patrzy ci na ręce.

"Zakazany owoc" hitem wszechczasów

Pamiętacie to uczucie, gdy na weselu albo imieninach u cioci nagle cała sala zaczyna rytmicznie machać rękami? To nie jest zbiorowy trans, tylko efekt, jaki od dekad wywołuje „Zakazany owoc”. Choć od premiery minęło mnóstwo czasu, kawałek, który wylansowano, wciąż ma się świetnie. To jeden z tych utworów, których nie da się zignorować, choćby się bardzo chciało. Cała historia zaczęła się w 1988 roku. Na scenę w Opolu wyszedł czternastolatek z burzą loków i zaśpiewał coś, co błyskawicznie stało się hymnem. Sukces nie był jednak dziełem przypadku – za chłopakiem stali giganci. Muzykę napisał Krzesimir Dębski, a genialny w swojej prostocie tekst stworzył Jacek Cygan. To nie była kolejna infantylna rymowanka dla dzieciaków. Przekaz o tym, że to, co niedostępne, smakuje najlepiej, trafił do każdego. Nieważne, czy marzyło się wtedy o paczce gumy Turbo, czy o rzeczach znacznie poważniejszych.

Dlaczego to wciąż „żre”? Sekret tkwi w tym, że Krzysztof Antkowiak nie udawał nikogo dorosłego. Był autentyczny, miał niespożytą energię i to po prostu kupiła cała Polska. Dziś ten utwór to czysta nostalgia. Dla dzisiejszych czterdziestolatków to powrót na szkolną dyskotekę, a dla młodszych – świetny, ejtisowy bit, który bije na głowę współczesne produkcje. Co ciekawe, mimo że Antkowiak nagrywał później znacznie ambitniejsze rzeczy, to właśnie ten „owoc” stał się jego znakiem rozpoznawczym. Czasem jeden taki strzał wystarczy, by zapewnić sobie nieśmiertelność. Piosenka zgarnęła nagrodę publiczności w Opolu, a młody wokalista stał się pierwszym prawdziwym nastoletnim idolem w kraju. Dziś to absolutny klasyk każdego szanującego się karaoke i dowód na to, że dobra melodia nie ma daty ważności.

Waarto jednak wzrócić uwagę, że nieco inny los w pewnym momencie podzielił autor utworu

Dramatyczne wyznanie polskiego artysty. Przez lata ukrywał swój upadek
fot. YouTube

Historia Krzysztofa Antkowiaka

Historia Krzysztofa Antkowiaka to klasyczny, choć bolesny przykład tego, co show-biznes potrafi zrobić z dziecięcą wrażliwością. Wszystko zaczęło się w 1988 roku w Opolu. Piętnastolatek z burzą loków wyszedł na scenę, zaśpiewał „Zakazany owoc” i z miejsca stał się największą gwiazdą w kraju. Publiczność oszalała na jego punkcie, wręczając mu swoją nagrodę, a on sam z dnia na dzień przestał być zwykłym chłopakiem, stając się idolem tysięcy nastolatek.

Wtedy wydawało się, że świat leży u jego stóp. Antkowiak koncertował bez przerwy, latał za granicę i budował wizerunek wrażliwego artysty, który idealnie wpisywał się w potrzeby tamtych czasów. Jednak za fasadą sukcesu kryło się coś znacznie mroczniejszego. Okazało się, że nagła sława i mordercze tempo życia przerosły nastolatka, który zamiast cieszyć się młodością, musiał dźwigać ciężar ogromnych oczekiwań.

Cena za bycie „cudownym dzieckiem” polskiej estrady była dramatycznie wysoka. Już jako siedemnastolatek Krzysztof Antkowiak sięgnął po alkohol, szukając w nim ucieczki od stresu i presji, której nie potrafił inaczej opanować. To, co zaczęło się niewinnie, szybko przerodziło się w wyniszczający nałóg, z którym muzyk zmagał się przez kolejne dekady. Zamiast kolejnych hitów, w jego życiu pojawiła się walka o przetrwanie i próba odnalezienia siebie na nowo po latach autodestrukcji.

Jak Antkowiak poradził sobie z nałogiem?

Historia Krzysztofa Antkowiaka to klasyczny przykład tego, jak wcześnie zdobyta sława potrafi wystawić rachunek w dorosłym życiu. Chłopak, który kiedyś śpiewał o „Zakazanym owocu”, po latach sam wpadł w pułapkę używek, które z czasem przestały być tylko niewinną zabawą. Piosenkarz otwarcie przyznaje, że wpadł w pułapkę „weekendowego alkoholizmu”. Zaczęło się od imprez, które miały być tylko odskocznią, a skończyło na poważnym problemie, który zdominował jego codzienność. Jak to często bywa, jeden nałóg pociągnął za sobą kolejny. Do alkoholu dołączył hazard, który szybko zamienił życie artysty w emocjonalny i finansowy rollercoaster. 

Byłem na koncercie w Stanach i ktoś zabrał mnie do kasyna. Okazało się, że mam w sobie żyłkę do tego. Hazard pozwalał mi uciec od rzeczywistości. Na chwilę mogłem o wszystkim zapomnieć. I choć wydawało mi się, że kasyno to miejsce dla ludzi, którzy nie mają pomysłu na to, jak zarobić pieniądze, a nie dla mnie, to szybko zacząłem tam regularnie bywać. Dawało mi to mnóstwo adrenaliny i pozwalało przenieść się do innego świat – mówił.

Krzysztof Antkowiak próbował się ratować – chodził na terapie, brał udział w mityngach dla uzależnionych, ale klasyczne metody leczenia w jego przypadku po prostu zawodziły. Przez blisko dekadę, jak sam mówi, funkcjonował „na dnie”, walcząc z demonami, które wydawały się nie do pokonania.

Każdy ma inną drogę, mnie pomogła modlitwa. Jednym z pierwszych kroków w programie 12 kroków, przez który przechodzą osoby uzależnione, jest zawierzenie sile wyższej. Ja zawierzyłem Bogu. On mnie uzdrowił i od 12 lat jestem „czysty”.

Przełom nie przyszedł z gabinetu lekarza, ale z zupełnie innej strony. Dla Antkowiaka ratunkiem okazało się głębokie nawrócenie. To właśnie w wierze i modlitwie znalazł siłę, której zabrakło mu podczas sesji terapeutycznych. Choć dla wielu osób brzmi to jak scenariusz z amerykańskiego filmu, on sam podkreśla, że to duchowość zmieniła jego spojrzenie na siebie i pozwoliła mu w końcu odstawić alkohol i karty na bok.

Zły duch mnie przejął, dawał mi różne smakołyki, żeby mnie omamić i działał tak, żebym miał wrażenie, że wszystko kontroluję. Mimo że miałem problem, nie dostrzegałem go. Grałem koncerty, zarabiałem pieniądze, ludzie mnie kochali. A tak naprawdę wpadłem w bagno i przez jakieś 10 lat w nim tkwiłem. Z perspektywy czasu wiem, że Bóg cały czas przy mnie był, mimo że ja byłem daleko od niego. Wiele razy mi pomagał, ratował mnie z opresji. Nie mam wątpliwości co do tego, że Anioł Stróż nade mną czuwał – mówił w rozmowie z Plejadą.

Dziś Krzysztof Antkowiak nie wstydzi się mówić o tym, przez co przeszedł. 

Wiedziałem nawet, w jaki sposób odbiorę sobie życie. Miałem gotowy plan. Ale nie chcę do tego wracać. W każdym razie tak się kończy życie w kłamstwie i uleganie podszeptom szatana – wyznał.

Jego historia pokazuje, że z nałogu nie wychodzi się „pstryknięciem palców”, a proces zdrowienia bywa bolesny i długi. To prosta lekcja o tym, że każdy ma swoją własną drogę do wyjścia z mroku – dla jednych jest to medycyna, dla niego okazała się nią relacja z Bogiem, która przywróciła mu kontrolę nad życiem.

Na szczęście, modlitwa mnie uratowała. Powiedziałem: „Panie Boże, jeśli jesteś, błagam cię, pomóż mi, bo ja nie chcę już tak żyć”. I Bóg mnie wysłuchał. Następnego dnia obudziłem się i nie miałem już w sobie potrzeby ani by sięgnąć po alkohol, ani by pójść do kasyna. Wszystkie nałogi zostały mi zabrane w jednej chwili. Wiem, że brzmi to przedziwnie. Ktoś może pomyśleć, że zwariowałem. Ale tak naprawdę było.

Dramatyczne wyznanie polskiego artysty. Przez lata ukrywał swój upadek
Krzysztof Antkowiak fot. KAPiF
Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Marta Nawrocka
Jest apel do Marty Nawrockiej. Eksperci alarmują, chodzi o dzieci
Ryszard Rynkowski
Rynkowski przerywa milczenie po tragedii. Padły wymowne słowa o powrocie. Wiemy kiedy to nastąpi
Roksana Węgiel
Roksana Węgiel nagle przestała śpiewać. Na scenie polały się łzy
Magdalena i Dawid Narożni
Uwielbiany przez Polaków muzyk mówi o zdradzie. Do tej pory nikt nie miał pojęcia
None
Kochana przez Polaków aktorka walczyła z rakiem. "Nastąpił jakiś niesamowity strach"
Torbicka
Jak dobrze znasz Grażynę Torbicką? Te pytania mogą zaskoczyć