Dramatyczna relacja Dody z Sobolewa. Artystka ujawniła prawdę
Na jaw wychodzą kolejne kulisy sprawy, która od kilku dni elektryzuje opinię publiczną. Pojawiają się pytania o decyzje podejmowane na szczeblu lokalnym, możliwe nieprawidłowości i rolę władz samorządowych w całej historii. Doda zabrała głos, a jej słowa wbijają w fotel.
- Doda walczy o prawa zwierząt
- Doda przed kamerami Świata Gwiazd
- Co wydarzyło się w schronisku w Sobolewie?
Doda walczy o prawa zwierząt
Doda od lat funkcjonuje w polskim show-biznesie jako postać wyrazista, bezkompromisowa i trudna do zaszufladkowania. W ostatnim czasie coraz wyraźniej widać jednak, że centrum jej publicznej aktywności przesuwa się w stronę tematów społecznych, a szczególnie – ochrony praw zwierząt. To nie jest dla niej nowa wrażliwość ani chwilowa moda, lecz obszar, który od dawna zajmuje ważne miejsce w jej hierarchii wartości i który dziś coraz częściej dominuje nad stricte rozrywkowym wizerunkiem artystki.
Wokalistka systematycznie angażuje się w działania na rzecz zwierząt: wspiera schroniska, nagłaśnia przypadki zaniedbań i przemocy, a także otwarcie krytykuje rozwiązania systemowe, które – jej zdaniem – wciąż nie zapewniają realnej ochrony najsłabszym. Media społecznościowe stały się dla niej narzędziem interwencji: publikuje relacje z miejsc, gdzie dochodzi do nadużyć, udostępnia apele wolontariuszy i nie unika emocjonalnego języka. Wielokrotnie podkreśla, że los zwierząt porusza ją równie mocno jak ludzkie tragedie, a obojętność wobec ich cierpienia uważa za jeden z poważniejszych problemów społecznych.
Istotne jest przy tym to, że Doda nie poprzestaje na deklaracjach. Jej zaangażowanie ma wymiar bardzo konkretny – artystka przeznacza własne środki na pomoc potrzebującym zwierzętom, uczestniczy w interwencjach i pojawia się tam, gdzie sytuacja wymaga nagłośnienia. Bierze także udział w protestach i debatach, wchodząc w przestrzeń, która dla wielu osób ze świata show-biznesu wciąż pozostaje niewygodna lub ryzykowna wizerunkowo.
Dzięki temu jej głos trudno zignorować. Doda konsekwentnie wykorzystuje swoją rozpoznawalność, by kierować uwagę opinii publicznej na sprawy, które często pozostają na marginesie medialnego zainteresowania. Nie unika ostrych sformułowań ani trudnych obrazów, bo – jak sama wielokrotnie podkreślała – tylko konfrontacja z rzeczywistością może prowadzić do realnych zmian.

Doda przed kamerami Świata Gwiazd
Warto zauważyć, że Doda nie wytrzymała i wybuchła płaczem przed kamerami „Świata Gwiazd”, opowiadając o dramacie, jaki widziała w schronisku w Sobolewie.
Artystka pojawiła się tam po sygnałach dotyczących dramatycznej sytuacji przebywających tam psów, które – jak podkreślała – „są głodzone” i żyją w warunkach całkowicie sprzecznych z ideą opieki nad zwierzętami. Jej wystąpienie nie miało charakteru chłodnej relacji – było zapisem bezradności, gniewu i autentycznego wstrząsu.
W nagraniu udostępnionym w sieci wokalistka pokazuje zdjęcia zwierząt, a jej głos wyraźnie się łamie, gdy próbuje opisać realia panujące za murami placówki. Doda nie ukrywała oburzenia wobec osób odpowiedzialnych za stan schroniska, podkreślając, że bez odwagi wolontariuszy wiele z tych faktów nigdy nie ujrzałoby światła dziennego.
„Gdybyśmy nie mieli wolontariuszy, którzy robili zdjęcia po cichu, narażając swoje dobre imię, swoje stanowiska. Facet wszystkich zastrasza sądami, swoimi konotacjami i znajomościami. Jest chroniony i nietykalny. Wolontariuszki złożyły mu sprawę o znęcanie się nad zwierzętami i w lutym jest pierwsza instancja” – mówiła wyraźnie poruszona artystka.
Materiał bardzo szybko zaczął krążyć w mediach społecznościowych, wywołując lawinę reakcji. Internauci nie tylko wyrażali wsparcie dla Dody, ale też przyznawali, że dopiero jej emocjonalna relacja uświadomiła im skalę problemu i dramat zwierząt przebywających w takich miejscach
Co wydarzyło się w schronisku w Sobolewie?
Doda, działając wspólnie ze swoją prawniczką oraz zespołem współpracowników, dotarła do informacji, z których wynika, że wójt gminy Sobolew wydzierżawił dyrektorowi schroniska teren za kwotę 500 zł. Artystka publicznie wyraziła swoje wątpliwości co do transparentności tej decyzji, sugerując możliwość funkcjonowania „lokalnego układu”, który mógł sprzyjać nieprawidłowościom. Tak do sprawy odniósł się wójt miejscowości.
Schronisko jest własnością prywatną, a pan Marian ma swoje zasady co do wejścia. Ziemię dzierżawi mu Gmina Sobolew. To jest dawne wysypisko śmieci, a umowa kończy się w kwietniu tego roku. Jeśli chodzi o oskarżenia, to należy je udowodnić. Toczy się postępowanie. Pan Marian jest osobą niewinną, a póki jest osobą niewinną, ja jako wójt nie widzę podstaw, żeby mu tą umowę wypowiedzieć. Proces jest długi i ciągnie się już chyba ósmy rok, w dalszym ciągu nie ma wyroku. A to, czy zarzuty są podstawne czy bezpodstawne, to nie mi to oceniać. Od tego jest prokurator i sędzia. Poczekamy na werdykt sądu. Jako wójt tak naprawdę oprócz tej umowy dzierżawy mam ręce związane, ponieważ pan Marian podlega pod instytucje państwowe, tj. lekarz weterynarii, powiatowy, wojewódzki i tak dalej. I jeżeli z protokołów tych instytucji, które kontrolują, nie wynika to, co mu się zarzuca, to tak naprawdę nie ma podstaw, żeby mu tej działalności zabronić. Uważam, że jako gmina Sobolew swoje obowiązki względem tego schroniska wykonujemy odpowiednio — powiedział w rozmowie z reporterem "Faktu" Maciej Błachnio.
Warto w tym kontekście zauważyć, jak pobyt w schronisku relacjonowała Doda.
— Chciałam wziąć trzy psy, nie pozwolił mi. Jakieś absurdalne preteksty. Powiedział, żebym przyjechała w poniedziałek. (...) Psy są bardzo agresywne. To nie są psy tak jak w schroniskach, że możesz podejść, ubrać je, że człowieka lubią i człowiek chce dobrze. Większość z tych psów... Jak on na nich huknie, to widać, że te psy się od razu wycofują. No tam jest ostra ręka. (...) Powiedział mi, że mogę zaadoptować tego, tego i tego, i żadnego innego. (...) Nie ma tam chudych psów, budy są słabe, nie wyglądają na ocieplone, ale widziałam gorsze. Nie widziałam żadnych chudych, poranionych psów, tylko bardzo zlęknione i agresywne. (...) Przyznam, że jestem w szoku, bo w życiu nie byłam w schronisku, w którym słyszałam: bierze pani czy nie bierze?! Taka była rozmowa — tak albo nie, koniec — mówiła cytowana przez “Fakt”.