Doda nie miała litości dla Donalda Tuska. Chodzi o dramatyczne wydarzenia po zamknięciu Sobolewa
Decyzja zapadła, komunikaty poszły w świat, ale zamiast ulgi pojawiły się kolejne pytania. Gdy wydawało się, że sprawa schroniska została zamknięta, emocje wybuchły ze zdwojoną siłą, a jedna z najbardziej zaangażowanych postaci polskiego show-biznesu otwarcie zakwestionowała to, co wydarzyło się „po decyzji”.
- Doda walczy o prawa zwierząt
- Sprawa Sobolewa
- Doda ostro o Tusku
Doda walczy o prawa zwierząt
Doda od dawna zajmuje w polskim show-biznesie pozycję osobną – jako artystka wyrazista, niepokorna i konsekwentnie wymykająca się prostym klasyfikacjom. W ostatnich latach coraz wyraźniej widać jednak przesunięcie akcentów w jej publicznej aktywności. Coraz mniej chodzi wyłącznie o prowokację sceniczną czy popkulturową grę z mediami, a coraz częściej o zaangażowanie w sprawy społeczne, wśród których szczególne miejsce zajmuje ochrona praw zwierząt. To nie jest nagły zwrot ani wizerunkowa kalkulacja, lecz konsekwentnie realizowana postawa, zakorzeniona w deklarowanych przez nią wartościach od wielu lat.
Wokalistka regularnie włącza się w działania na rzecz zwierząt, wykorzystując zarówno swoją rozpoznawalność, jak i zasięgi w mediach społecznościowych. Wspiera schroniska, nagłaśnia konkretne przypadki zaniedbań i przemocy, a także otwarcie krytykuje niedoskonałości obowiązujących rozwiązań prawnych i instytucjonalnych. Jej profile w sieci pełnią funkcję nie tylko autopromocyjną, ale też interwencyjną: pojawiają się tam relacje z miejsc wymagających pilnej pomocy, apele wolontariuszy oraz komentarze, w których nie brakuje emocji i ostrych ocen. Doda wielokrotnie podkreśla, że cierpienie zwierząt nie jest dla niej tematem drugorzędnym wobec ludzkich dramatów, a społeczna obojętność wobec tego problemu postrzega jako symptom głębszego kryzysu empatii.
Na uwagę zasługuje fakt, że jej zaangażowanie nie ogranicza się do słów. Artystka podejmuje konkretne działania: finansowo wspiera inicjatywy pomocowe, uczestniczy w interwencjach i pojawia się tam, gdzie – jej zdaniem – obecność znanej osoby może przełożyć się na większe zainteresowanie mediów i realną presję społeczną. Angażuje się również w protesty i publiczne debaty, wchodząc w obszar, który dla wielu przedstawicieli świata rozrywki bywa niewygodny i potencjalnie ryzykowny wizerunkowo.
W efekcie jej głos trudno zlekceważyć. Doda świadomie korzysta z kapitału symbolicznego, jaki daje jej popularność, by przesuwać uwagę opinii publicznej w stronę tematów systemowo marginalizowanych. Nie łagodzi przekazu ani nie unika drastycznych przykładów, wychodząc z założenia, że tylko bezpośrednia konfrontacja z rzeczywistością może prowadzić do zmiany postaw i wywołać realne konsekwencje społeczne.

Sprawa Sobolewa
Doda – działając wspólnie ze swoją prawniczką oraz zespołem współpracowników – dotarła do dokumentów i informacji, które, w jej ocenie, rodzą poważne pytania o sposób funkcjonowania schroniska w gminie Sobolew. Z ustaleń tych wynika, że wójt gminy wydzierżawił dyrektorowi placówki teren za kwotę 500 zł. Ta informacja stała się dla artystki impulsem do publicznego zakwestionowania transparentności całej decyzji. W swoich wypowiedziach sugerowała, że tak niska stawka może świadczyć o istnieniu swoistego „lokalnego układu”, sprzyjającego utrzymywaniu status quo mimo narastających kontrowersji wokół działalności schroniska.
Na te zarzuty zdecydowanie odpowiedział wójt Sobolewa, Maciej Błachnio, który w rozmowie z reporterem „Faktu” przedstawił swoją wersję wydarzeń oraz zakres kompetencji gminy w tej sprawie. Jak podkreślił, schronisko ma charakter prywatny, a jego właściciel sam ustala zasady funkcjonowania obiektu.
Schronisko jest własnością prywatną, a pan Marian ma swoje zasady co do wejścia. Ziemię dzierżawi mu Gmina Sobolew. To jest dawne wysypisko śmieci, a umowa kończy się w kwietniu tego roku. Jeśli chodzi o oskarżenia, to należy je udowodnić. Toczy się postępowanie. Pan Marian jest osobą niewinną, a póki jest osobą niewinną, ja jako wójt nie widzę podstaw, żeby mu tą umowę wypowiedzieć. Proces jest długi i ciągnie się już chyba ósmy rok, w dalszym ciągu nie ma wyroku. A to, czy zarzuty są podstawne czy bezpodstawne, to nie mi to oceniać. Od tego jest prokurator i sędzia. Poczekamy na werdykt sądu. Jako wójt tak naprawdę oprócz tej umowy dzierżawy mam ręce związane, ponieważ pan Marian podlega pod instytucje państwowe, tj. lekarz weterynarii, powiatowy, wojewódzki i tak dalej. I jeżeli z protokołów tych instytucji, które kontrolują, nie wynika to, co mu się zarzuca, to tak naprawdę nie ma podstaw, żeby mu tej działalności zabronić. Uważam, że jako gmina Sobolew swoje obowiązki względem tego schroniska wykonujemy odpowiednio — powiedział w rozmowie z reporterem "Faktu" Maciej Błachnio.
Wójt jednoznacznie zaznaczył więc, że do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia sprawy przez sąd gmina nie ma formalnych narzędzi, by wypowiedzieć umowę dzierżawy, a wszelkie decyzje muszą opierać się na ustaleniach właściwych instytucji kontrolnych.
Na tym tle szczególnego znaczenia nabierają osobiste relacje Dody z wizyty w schronisku, które – choć nie wskazują na jednoznaczne zaniedbania fizyczne zwierząt – rysują obraz miejsca budzącego głęboki niepokój. Artystka opisywała sytuacje, które jej zdaniem świadczą o atmosferze strachu i napięcia, panującej wśród przebywających tam psów, a także o restrykcyjnym i nieprzyjaznym podejściu do adopcji.
— Chciałam wziąć trzy psy, nie pozwolił mi. Jakieś absurdalne preteksty. Powiedział, żebym przyjechała w poniedziałek. (...) Psy są bardzo agresywne. To nie są psy tak jak w schroniskach, że możesz podejść, ubrać je, że człowieka lubią i człowiek chce dobrze. Większość z tych psów... Jak on na nich huknie, to widać, że te psy się od razu wycofują. No tam jest ostra ręka. (...) Powiedział mi, że mogę zaadoptować tego, tego i tego, i żadnego innego. (...) Nie ma tam chudych psów, budy są słabe, nie wyglądają na ocieplone, ale widziałam gorsze. Nie widziałam żadnych chudych, poranionych psów, tylko bardzo zlęknione i agresywne. (...) Przyznam, że jestem w szoku, bo w życiu nie byłam w schronisku, w którym słyszałam: bierze pani czy nie bierze?! Taka była rozmowa — tak albo nie, koniec — mówiła cytowana przez “Fakt”.
Te relacje stały się ważnym elementem publicznej debaty wokół schroniska w Sobolewie. Z jednej strony mamy bowiem formalne stanowisko władz gminy, odwołujące się do procedur, domniemania niewinności i kompetencji instytucji kontrolnych, z drugiej – emocjonalny, ale szczegółowy opis doświadczeń osoby publicznej, która zdecydowała się nagłośnić sprawę. To napięcie między literą prawa a społecznym poczuciem odpowiedzialności stanowi dziś oś całej kontrowersji.
W sobotę pod bramą schroniska w Sobolewie zgromadzili się protestujący, domagający się zdecydowanej reakcji instytucji państwowych i realnych działań wobec placówki, wokół której od tygodni narastały kontrowersje. Demonstracja miała wymiar symboliczny, ale – jak się okazało – zbiegła się z decyzją, która nadała całej sprawie zupełnie nową dynamikę.
Tego samego dnia Donald Tusk poinformował opinię publiczną o krokach podjętych przez służby weterynaryjne.
„Powiatowy Lekarz Weterynarii zamknął dziś to schronisko. Nie będzie taryfy ulgowej dla tych, którzy skazują zwierzęta na cierpienie” — przekazał premier.
Jego słowa błyskawicznie obiegły media społecznościowe i stały się punktem odniesienia dla osób od dawna zaangażowanych w nagłaśnianie sprawy. Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Doda, która od początku była jedną z najbardziej aktywnych postaci w tej historii, udostępniła wpis premiera, opatrując go krótkim, emocjonalnym komentarzem.
„Sobolew zamknięty! Zrobiliśmy to!” — napisała artystka.
Pod postem Donalda Tuska szybko pojawiła się fala komentarzy ze strony znanych osób ze świata kultury i show-biznesu. Gwiazdy otwarcie popierały decyzję Powiatowego Lekarza Weterynarii, podkreślając, że jest to sygnał, iż presja społeczna i nagłaśnianie problemu mogą prowadzić do konkretnych, instytucjonalnych działań. Dla wielu komentujących była to także symboliczna chwila – dowód na to, że sprawy dotyczące dobrostanu zwierząt przestają być marginalizowane i trafiają do centrum publicznej debaty.
Doda ostro o Tusku
Po ogłoszeniu zamknięcia schroniska emocje nie opadły – wręcz przeciwnie. Doda, która od tygodni angażowała się w nagłaśnianie sprawy Sobolewa, bardzo ostro skomentowała działania państwa już po formalnej decyzji o wstrzymaniu działalności placówki. W jej wypowiedziach wybrzmiewa nie tylko ulga, ale przede wszystkim frustracja i poczucie chaosu instytucjonalnego.
Artystka zwróciła uwagę na to, że komunikat o zamknięciu schroniska – nawet jeśli brzmi stanowczo – w praktyce nie rozwiązuje kluczowego problemu, jakim jest los zwierząt przebywających na jego terenie. W emocjonalnym wpisie nie kryła rozczarowania postawą władz centralnych, wprost odnosząc się do premiera.
„Jak to jest, że premier wystawia kwit, że schronisko jest zamknięte, a Marian nie ma prawa już nic robić ze zwierzętami. I co dalej? Co dalej się dzieje? Ludzie tam stoją, nie mogą tam wejść, on nie może prowadzić schroniska, psy stoją w takim samym g****e, jak stały. Nikt nie jest wysłany od góry — ważny, ważniejszy, z ramienia premiera.”
W dalszej części Doda podkreślała, że decyzja administracyjna bez natychmiastowych działań wykonawczych prowadzi do absurdu i pogłębia chaos. Jej zdaniem państwo nie zapewniło ani nadzoru, ani jasnych procedur, co rodzi pytania o odpowiedzialność i realną skuteczność systemu.
„Nie ma nikogo. Żadnej decyzji. Zgodnie z prawem, skoro schronisko jest zamknięte, to powinny być wysłane jakieś ważne osoby, które po pierwsze tym obiektem będą nadzorować, a po drugie jakieś dadzą decyzje. Nie rozumiem — tłum ma się wdzierać do schroniska, które zostało zamknięte? Fundacje mają rozcinać kłódki i wjeżdżać do schroniska, które i tak i tak ma zdać te psy?”
W swoich kolejnych wypowiedziach artystka ostro skrytykowała również działania władz lokalnych. Jej oburzenie wzbudził fakt, że – mimo zamknięcia schroniska – to właśnie wójt miał de facto decydować o dalszym losie zwierząt, stawiając warunki organizacjom i osobom chcącym pomóc.
„Wójt se przychodzi, jak król i rozdaje warunki na prawo i lewo, kto i pod jakim warunkiem może te psy wziąć. Takie rzeczy dzieją się tylko w Polsce. (...) Jak to się może dziać, że osoba, która dopuściła do tej sytuacji, stawia warunki? Dlaczego nie ma procedur? Chcę wiedzieć, jak ma to wyglądać w przyszłości, przy innych schroniskach. (...) Czy to jest taki bajzel zawsze?”
Wypowiedzi Dody pokazują, że zamknięcie schroniska nie zakończyło sporu, lecz otworzyło nowy etap – pytania o odpowiedzialność państwa, brak jasnych mechanizmów kryzysowych i realne zabezpieczenie losu zwierząt. Jej słowa, choć ostre i emocjonalne, wpisują się w szerszą debatę o tym, czy w Polsce istnieją skuteczne procedury reagowania w sytuacjach, gdy instytucje zawodzą, a cierpienie zwierząt staje się problemem publicznym.