Wandale nie mieli litości dla Kory. Trudno pojąć, czego się dopuścili
Upamiętnienie jednej z najważniejszych postaci polskiej sceny muzycznej, odsłonięte w 2019 roku przy ulicy Nowy Świat 18, zostało zniszczone przez wandali. Projekt autorstwa Bruna Althamera, zrealizowany z inicjatywy Fundacji Agory rok po śmierci Kory Jackowskiej, miał być przestrzenią pamięci i refleksji nad jej dorobkiem.
Mural Kory zdobi warszawski Nowy Świat
Warszawa od lat próbuje oswoić betonową dżunglę poprzez sztukę uliczną, a mural Kory przy Nowym Świecie stał się jednym z najbardziej ikonicznych punktów na mapie stolicy. To nie jest zwykłe malowidło; to żywy organizm, który zmienia się wraz z porami roku, dokładnie tak, jak zmieniała się twórczość liderki Maanamu. Praca autorstwa Bruna Althamera, odsłonięta w 2019 roku z inicjatywy Fundacji Agory, miała być hołdem w pierwszą rocznicę śmierci artystki i przez lata spełniała swoją rolę. Fani przystawali, robili zdjęcia, a postać z charakterystycznym, mocnym makijażem oczu zdawała się czuwać nad gwarnym centrum miasta, przypominając o czasach, gdy polski rock miał twarz bezkompromisowej kobiety.
Warto zauważyć, że projekt „Kobiety na mury” organizowany przez „Wysokie Obcasy” to coś więcej niż estetyka. To próba przywrócenia proporcji w przestrzeni publicznej, zdominowanej przez pomniki mężczyzn. Kora na Nowym Świecie stała się symbolem wolności, której tak bardzo nam brakuje w codziennym pośpiechu. Drugi wizerunek gwiazdy znajdziemy na Bielanach, gdzie mieszkała przez lata, ale to ten w Śródmieściu budzi największe emocje.

Wandal zniszczył mural Kory
Niestety, polska rzeczywistość bywa brutalna dla sztuki, która nie posiada pancernych szyb. Mural Kory został zdewastowany, co wywołało falę uzasadnionej wściekłości wśród mieszkańców i internautów. Ktoś, kogo trudno nazwać artystą, postanowił „ozdobić” twarz i szyję wokalistki czarnym napisem, niszcząc subtelną kompozycję Althamera. Portal warszawa.naszemiasto.pl jako jeden z pierwszych nagłośnił sprawę, publikując zdjęcia, które chwytają za serce każdego fana polskiej muzyki.
Fundacja Agory już zapowiedziała, że sprawa jest w toku, ale studzi emocje tych, którzy liczyli na naprawę w jeden wieczór. Odnowienie muralu to kosztowny proces, wymagający nie tylko sporych nakładów finansowych, ale i czasu, którego artysta potrzebuje na odtworzenie detali. Prace mogą potrwać nawet kilka tygodni, a do tego czasu będziemy musieli patrzeć na tę oszpeconą pamiątkę.
Kamil Sipowicz wspomina śmierć Kory
Kora odeszła na Roztoczu, w swoim ukochanym domu, otoczona bliskimi, ale jak się okazuje – nie wszystkimi. Kamil Sipowicz w rozmowie z „Dzień dobry TVN” wyznał z rozdzierającą szczerością, że ma do siebie ogromny żal. Nie było go przy żonie w momencie, gdy wydawała ostatnie tchnienie.
Sipowicz przyznał otwarcie, że pod koniec życia Kora bywała dla niego trudna, co jest naturalnym efektem wyniszczającej choroby nowotworowej. Unikał bezpośredniego kontaktu, prosząc przyjaciół, by czuwali przy jej łóżku – to decyzja, która do dziś kładzie się cieniem na jego sumieniu.
Prosiłem naszych przyjaciół, by byli przy niej. Ja starałem się schodzić z jej pola widzenia, żeby jej nie denerwować - zaznaczył.
