Tuż przed emisją "Tzg" gruchnęły niepokojące wieści dla uczestników. Widownia wstrzyma oddech
Po pełnym wzruszeń odcinku rodzinnym twórcy „Tańca z Gwiazdami” szykują dla widzów i uczestników zupełnie inne emocje. Kolejny odcinek poświęcony będzie „guilty pleasures”, ale żeby nie było zbyt przyjemnie, na koniec odpadną aż dwie pary.
"Taniec z Gwiazdami" zrobił zwrot akcji – podwójna eliminacja zmieni wszystko
Najbliższa niedziela zapowiada się wyjątkowo. Po emocjonalnym, rodzinnym wydaniu twórcy programu skręcają w zupełnie inną stronę – mniej łez wzruszenia, więcej wstydliwych przyjemności i bezlitosnych decyzji. Hasło przewodnie „guilty pleasures” brzmi niewinnie, ale w praktyce oznacza jedno: uczestnicy odkryją karty, których zwykle pilnują jak oka w głowie.
Na parkiecie zobaczymy jeszcze dziesięć par, w tym m.in. Sebastiana Fabijańskiego, Paulinę Gałązkę czy Izabelę Miko. Każdy z nich zagra o coś więcej niż tylko punkty jurorów. Bo w odcinku, w którym odpadają aż dwie pary, nie ma miejsca na półśrodki. Tu każdy krok, każdy gest i każdy „sekret” mogą przesądzić o wszystkim.

Doda i Mandaryna wracają na parkiet – guilty pleasures napędzą emocje
Uczestnicy zatańczą do utworów, które sami wybrali jako swoje „guilty pleasures”, co oznacza jedno: będzie momentami nostalgicznie, momentami kiczowato, ale na pewno – widowiskowo. Na liście pojawiają się nazwiska, które od lat budzą emocje, jak Doda czy Mandaryna, a także kultowe brzmienia Modern Talking.
To właśnie te wybory mówią o uczestnikach więcej niż niejedno wyznanie, bo łatwo przyznać się do ambitnej muzyki, trudniej do hitów, które zna się na pamięć, choć oficjalnie „nie wypada”. I w tym tkwi siła tego odcinka – szczerość podszyta lekkim wstydem. Publiczność uwielbia takie momenty, bo widzi w nich siebie.
Jednocześnie trzeba pamiętać, że pod tą rozrywkową warstwą kryje się realna rywalizacja. Taniec do „przyjemnych” numerów wcale nie jest łatwiejszy – wręcz przeciwnie. Każdy błąd w takim repertuarze widać jeszcze wyraźniej, bo widzowie znają te utwory na pamięć.
Boczarska i Miko zgarnęły maksimum – teraz mogą najwięcej stracić
Poprzedni odcinek ustawił poprzeczkę bardzo wysoko. Największymi zwyciężczyniami okazały się Magdalena Boczarska i Izabela Miko, które zdobyły maksymalne 40 punktów. W teorii – idealna pozycja wyjściowa. W praktyce – ogromne ryzyko. Bo kiedy raz pokazujesz perfekcję, widzowie i jurorzy oczekują tylko jednego: że będzie jeszcze lepiej, a tak wygląda punktacja z ostatniego odcinka:
- Para numer 8 Izabella Miko i Albert Kosiński – 40 punktów
- Para numer 12 Magdalena Boczarska i Jacek Jeschke – 40 punktów
- Para numer 10 Gamou Fall i Hanna Żudziewicz – 39 punktów
- Para numer 2 Paulina Gałązka i Michał Bartkiewicz – 36 punktów
- Para numer 1 Sebastian Fabijański i Julia Suryś – 34 punkty
- Para numer 7 Kamil Nożyński i Izabela Skierska – 32 punkty
- Para numer 5 Mateusz Pawłowski i Klaudia Rąba – 30 punktów
- Para numer 6 Natsu i Wojciech Kucina – 27 punktów
- Para numer 9 Piotr Kędzierski i Magdalena Tarnowska – 26 punktów
- Para numer 3 Jasper i Daria Syta – 26 punktów
Tu jednak pojawia się haczyk. Ponieważ w poprzednim odcinku nikt nie odpadł, wyniki zostały „zamrożone” i przechodzą dalej. Oznacza to, że niedzielne głosowanie będzie liczone podwójnie – razem z wcześniejszymi ocenami. Dwie pary z najniższą łączną punktacją pożegnają się z programem.
Najbardziej zagrożeni są ci, którzy balansują na dole tabeli – jak Natsu, Piotr Kędzierski czy Jasper. Ale historia tego programu wielokrotnie pokazała, że liderzy też potrafią spaść, jeśli zabraknie im głosów widzów. I właśnie dlatego ten odcinek zapowiada się jako jeden z najbardziej nieprzewidywalnych w sezonie.
