Prokuratura zabrała głos ws. Edyty Górniak. Decyzja zapadła
Edyta Górniak twierdzi, że padła ofiarą oszustwa finansowego i została okradziona przez… swoją własną księgową. Jej zgłoszenie uważnie wpłynęło do prokuratury, która uważnie zbadała całą sprawę. W końcu zapadła decyzja.
- Edyta Górniak padła ofiarą oszustwa?
- Decyzja prokuratury
- Szerokie echo sprawy
Edyta Górniak padła ofiarą oszustwa?
Nikt nie spodziewał się, że jedna z największych gwiazd polskiej sceny muzycznej może znaleźć się w epicentrum finansowego skandalu, który przypomina filmowy thriller. Edyta Górniak w ostatnich latach zaczęła dostrzegać, że coś jest nie tak z dokumentami finansowymi dotyczącymi jej działalności. W rozmowie z „Wirtualną Polską” przyznała o swoich długoletnich przeczuciach, że ktoś „majstruje” w jej papierach i liczbach, ale długo bagatelizowała te sygnały.
W 2025 roku nastąpiła eskalacja. Górniak coraz częściej natrafiała na niejasności w księgach, nieścisłości w dokumentacji, które zaczęły narastać jak kula śnieżna. W końcu dotarło do niej, że była okradana przez osobę, której ufała jak nikomu innemu, czyli przez swoją własną księgową.
W połowie roku dowiedziałam się, że byłam okradana. Przez kilka lat narosło bardzo dużo różnych problemów. Przy tej okazji jestem naprawdę szczerze wdzięczna Urzędowi Skarbowemu w Łodzi, który bardzo mi pomógł. Pomogła mi też policja. (...) To bardzo trudny temat. Powiem wprost. Jestem kobietą, matką, samotnie wychowuję mojego syna. Nie mam męża, brata, ojca. Szkoda, że kobieta kobiecie, bo to była pani księgowa, potrafi z premedytacją doprowadzić do takiej sytuacji, że mam stan przedzawałowy – mówiła rozgoryczona artystka.
To opowieść, która wygląda niczym żywcem wyrwana ze scenariusza filmowego. Gwiazda, która całe życie budowała swój sukces na scenie okazuje się być bezbronna wobec finansowych machinacji kogoś z najbliższego otoczenia. A przecież Górniak wielokrotnie podkreślała, że samotnie wychowuje syna, nie ma męża, brata ani ojca, który mógłby ją wspierać w takich momentach.

Decyzja prokuratury
Choć dla fanów i obserwatorów sprawa wyglądała na oczywisty skandal, w którym ktoś jest winien Górniak ogromnej straty, rzeczywistość okazała się znacznie bardziej skomplikowana. Gdy artystka zgłosiła podejrzenia do prokuratury, sprawa została oficjalnie podjęta przez Łódzką Prokuraturę Rejonową Łódź‑Śródmieście, która wszczęła dochodzenie z artykułu 276 Kodeksu karnego dotyczącego ukrywania i fałszowania dokumentów.
Przez kilka miesięcy prokuratorzy analizowali księgi, przesłuchiwali świadków, zabezpieczali dokumentację i próbowali znaleźć dowody na to, czy doszło do przestępstwa, a jeśli tak, to kto ponosi odpowiedzialność. Jednocześnie w mediach trwały burzliwe dyskusje. Jedni bronili Górniak, mówiąc, że miała prawo czuć się oszukana, inni zaś sceptycznie odnosili się do jej wersji wydarzeń, sugerując, że może być w tym nie tylko wina księgowej, ale także błędy w zarządzaniu firmą.
Kulminacją tej opowieści była decyzja prokuratury o umorzeniu śledztwa pod koniec 2025 roku, co wywołało prawdziwą falę emocji w mediach i wśród fanów. Prokurator stwierdził, że nie doszło do przestępstwa, gdyż brakowało znamion czynu zabronionego, a brakujące dokumenty zostały odzyskane. Zgodnie z uzasadnieniem sprawa dotyczyła okresu od sierpnia do listopada 2025 roku, a wiele problemów wynikało z relacji prawnych i finansowych między Górniak a podmiotem prowadzącym jej księgowość.
Postępowanie zostało umorzone postanowieniem zatwierdzonym przez prokuratora z Prokuratury Rejonowej Łódź-Śródmieście w dniu 30 grudnia 2025 r. Powodem był brak w czynie znamion czynu zabronionego. Z informacji widniejących w aktach wynika, że postępowanie doprowadziło do zwrotu brakujących dokumentów. Decyzja o umorzeniu nie jest prawomocna. Przyjęty w opisie czynu czasookres wynika z faktu, iż w sierpniu 2025 r. Edyta G. rozwiązała umowę z podmiotem, który prowadził jej księgowość - powiedział w rozmowie z „Faktem” rzecznik łódzkiej prokuratury Paweł Jasik.
Na pierwszy rzut oka to może wyglądać jak wielki triumf urzędników, którzy uchronili gwiazdę przed błędnym oskarżeniem, ale w mediach społecznościowych i w komentarzach trwa gorąca debata. Część internautów uznała, że decyzja prokuratury jest niesprawiedliwa wobec artystki, która ponoć straciła lata pracy i sporo pieniędzy, inni z kolei wskazują, że umorzenie nie oznacza ostatecznego końca - decyzja nie jest prawomocna i sprawa może zostać wznowiona, jeśli pojawią się nowe dowody.
Dla Górniak nie jest to więc koniec tej historii, a jedynie kolejny akt w medialnym i prawnym dramacie, który trwa już od kilku lat i odsłania kulisy życia sławnej artystki.
Szerokie echo sprawy
Gdy tylko informacja o umorzeniu śledztwa przedostała się do mediów, w sieci zawrzało niczym przy gorącej premierze nowego singla. Fani Edyty Górniak rzucili się do komentarzy w mediach społecznościowych.
W tle całej tej sprawy pojawiają się również kwestie rodzinne i osobiste, bowiem Górniak sama mówiła o tym, jak trudne były ostatnie miesiące także dla jej syna, jak wielki stres i presja spadły na rodzinę i jak bardzo czuła się bezbronna wobec całego mechanizmu finansowych problemów.
Choć sprawa została umorzona, to kampania w mediach społecznościowych może mieć realny wpływ na wizerunek artystki i jej przyszłe kontrakty. Samo nazwisko Edyty Górniak nadal robi wrażenie, ale niektórzy menedżerowie i promotorzy mogą zacząć zadawać sobie pytanie - jak bezpiecznie prowadzić współpracę z osobą, która znajduje się w centrum medialnego sporu finansowego?
Pewne jest natomiast jedno - historia oszustwa, umorzenia śledztwa i medialnej burzy wokół gwiazdy nie zostanie zapomniana szybko.
