Wyszukaj w serwisie
newsy tylko u nas foto telewizja lifestyle quizy O nas
News.Swiatgwiazd.pl > Newsy > Polski pisarz zmaga się z agresywnym rakiem. Objawy przyszły krótko po badaniach kontrolnych: "Myślałem, że to wirus"
Magdalena Szymańska
Magdalena Szymańska 11.03.2026 12:12

Polski pisarz zmaga się z agresywnym rakiem. Objawy przyszły krótko po badaniach kontrolnych: "Myślałem, że to wirus"

Polski pisarz zmaga się z agresywnym rakiem. Objawy przyszły krótko po badaniach kontrolnych: "Myślałem, że to wirus"
fot. Instagram

Jeden z czołowych autorów powieści kryminalnych przyznaje, że pierwszy niepokojący wynik badania potraktował z niedowierzaniem. Dziś otwarcie mówi o swojej walce z nowotworem prostaty w czwartym stadium, by przestrzec innych przed ignorowaniem sygnałów, jakie wysyła organizm.

Jacek Ostrowski usłyszał diagnozę raka w przeddzień wielkich zmian

Życie Jacka Ostrowskiego przypominało scenariusz jednej z jego świetnych powieści kryminalnych, dopóki los nie dopisał zwrotu akcji, którego nikt nie chciałby przeczytać. Był sierpień 2025 roku, słońce nad Płockiem zapowiadało nowy rozdział – wymarzona przeprowadzka do Hiszpanii, auto załadowane po dach, bilety do raju niemal w kieszeni. W tym całym pędzie została tylko jedna, formalna sprawa: odebranie wyników badań. Zamiast zielonego światła do wyjazdu, pisarz zobaczył liczby, które przecięły jego rzeczywistość jak skalpel. Wynik PSA na poziomie 16 ng/ml nie pozostawiał złudzeń – to nie była pomyłka, to był alarm. Marzenia o hiszpańskiej hacjendzie w ułamku sekundy zastąpił chłód szpitalnych korytarzy, a radosne pakowanie walizek zmieniło się w desperacką walkę o każdy kolejny dzień.

Żona namówiła mnie na zrobienie badań kontrolnych. Zgodziłem się dla świętego spokoju, bo przecież dobrze się czułem. Nie przypuszczałem, jak bardzo zmienią moje życie – opowiada pisarz w rozmowie z WP abcZdrowie

To, co działo się później, to brutalne zderzenie z męskim ego i strachem, który paraliżuje bardziej niż sama choroba. Ostrowski, podobnie jak tysiące Polaków, wpadł w pułapkę "jakoś to będzie". Statystyki są bezlitosne: 67 proc. mężczyzn po czterdziestce nigdy nie widziało urologa na oczy. Myślimy, że nas to nie dotyczy, dopóki nie zostajemy sami w samochodzie, tłukąc pięściami w kierownicę z bezsilności. Pisarz szczerze przyznaje się do chwil załamania, do ucieczek do łazienki, by zmyć z twarzy ślady łez i nie przerażać żony. 

Myślałem, że to pomyłka. Kiedyś zdarzyło mi się dostać wynik badania innego pacjenta i miałem nadzieję, że teraz będzie podobnie – przyznaje. – Kolejnym krokiem była wizyta u urologa. Bardzo się jej bałem – mówi.

Ten wstyd przed diagnozą i lęk przed badaniem prostaty to cichy zabójca, który w przypadku Ostrowskiego doprowadził do sytuacji granicznej. 

Mimo że urolog po badaniu ocenił, że na 80 proc. mam raka, nadal łudziłem się, że będę w tych pozostałych 20 proc. – opowiada pisarz.

Diagnoza, która nadeszła po serii wycieńczających badań, była jak wyrok: IV stadium raka z przerzutami do kości.

Polski pisarz zmaga się z agresywnym rakiem. Objawy przyszły krótko po badaniach kontrolnych: "Myślałem, że to wirus"
Jacek Ostrowski fot. Instagram

Jak Jacek Ostrowski radzi sobie z leczeniem i brutalną terapią?

Zamiast słońca Andaluzji, autor musiał zmierzyć się z mrokiem agresywnej chemioterapii. Każdy, kto choć raz otarł się o onkologię, wie, że to nie jest spacer, lecz wyniszczająca wojna pozycyjna. 

W pierwszej chwili wklepałem diagnozę w internet i… to był dla mnie koniec świata. Przeczytałem, że zostało mi pół roku życia. Mówi się, że taka diagnoza jest jak trzęsienie ziemi dla pacjenta. Dla mnie była czymś gorszym, bo po trzęsieniu ziemi można coś odbudować, a tu nie. Wpadłem w wielką czarną dziurę. Dopiero później zacząłem bardziej świadomie przeglądać sieć, szukać wiadomości i miałem więcej nadziei – mówi.

Pisarz przechodzi leczenie bardzo ciężko – codzienna walka o odporność, zastrzyki stymulujące organizm i samopoczucie, które potrafi odebrać chęć do planowania czegokolwiek. 

Miałem nawracające gorączki, po 40 stopni, które pojawiały się codziennie po południu. Starałem się umawiać wszystkie badania rano, kiedy czułem się najlepiej, bo jazda z gorączką z Płocka do Warszawy i z powrotem to był koszmar. Do tego zaczęły mi się bardzo silne bóle kości i nocne poty – do tego stopnia, że, jak policzyłem, przez kilka tygodni od diagnozy przepociłem 250 kompletów piżam. Byłem pewien, że złapałem jakiegoś wirusa, ale okazało się, że to były objawy nowotworu. To było straszne – relacjonuje

Jednak w tym wszystkim Ostrowski nie przestał być twórcą. Zrozumiał, że jego najpotężniejszą bronią jest pióro. Z notatek robionych w cieniu choroby powstała książka "Nie zamierzam umierać", która jest czymś więcej niż literaturą. To surowy, pozbawiony lukru zapis starcia z nowotworem, który ma być przestrogą dla innych "twardzieli". Autor bije na alarm: nie ignorujcie sygnałów, które wysyła organizm, bo cena za zwłokę jest najwyższa z możliwych.

Jeśli jesteś mężczyzną po 40. roku życia, który nie robi badań okresowych, nie bada sobie PSA, a teraz czyta mój dziennik i nie wyciągnie z tej lektury żadnych wniosków, to jesteś idiotą, takim samym idiotą, jakim ja byłem, bo przecież mój brat chorował na raka prostaty, a dziadek zmarł na niego i powinienem być na to wyczulony" – pisze.

Przez jakiś czas podczas snu swędział mnie czubek głowy i napierałem nią o zagłówek łóżka. Uczucie było tak silne, że zniszczyłem zagłówek i trzeba go było wymienić. Teraz wiem dlaczego – w badaniach okazało się, że na czubku głowy mam przerzut – mówi.

W swojej publikacji Ostrowski idzie o krok dalej i bezlitośnie rozprawia się z szarlatanami. Branża "cudownych leków" i niekonwencjonalnych metod żeruje na ludziach postawionych pod ścianą, a pisarz z właściwą sobie dociekliwością obnaża te mechanizmy. 

Jestem przerażony, ile jest w sieci osób, które odciągają chorych od leczenia. Pacjenci z rakiem prostaty próbują np. leczyć się jadem pszczół, wstrzykiwaniem roztworu sody czy czopkami z czosnku. Najbardziej niedorzeczny sposób to jednak… masaż prostaty ogórkiem, czyli wprowadzanie go do odbytu. Tacy znachorzy powinni być ścigani – mówi z oburzeniem.

Obecnie jego życie to rytm wyznaczany przez kolejne wlewy i walkę o regenerację. 

Już podczas diagnozowania myślałem, że nie dotrwam do początku terapii. Groziła mi sepsa. A bóle kości były tak potworne, jakby mnie ktoś wiertarką wiercił – mówi Ostrowski.

Gdy pada pytanie o marzenia, w pierwszej chwili zapada cisza. To naturalna reakcja organizmu, który jest w trybie przetrwania. Jednak sama obecność tej książki na rynku świadczy o tym, że w Ostrowskim wciąż tli się bunt. 

Odkąd zachorowałem, przestałem planować. Jestem nieuleczalnie chory, a leczenie może tylko uśpić nowotwór. Chociaż mam marzenie… Próbuję je wcisnąć jakoś między terapie. Chciałbym w połowie maja wyjechać do Hiszpanii na jakiś czas. O przeprowadzce tam teraz jest trudno myśleć, zważywszy na mój stan zdrowia. Żyję z dnia na dzień, ale chciałbym pisać jeszcze książki, dawać ludziom radość moimi komediami – podkreśla.

Szczerość w chorobie to rzadki dar, a on wykorzystuje go, by wyciągnąć za uszy tych, którzy wciąż zwlekają z badaniem. To lekcja pokory, którą każdy mężczyzna powinien odrobić, zanim los sam wystawi mu rachunek.

Profilaktyka raka prostaty – dlaczego mężczyźni zwlekają?

Dlaczego tak trudno nam zdjąć maskę niezniszczalnego bohatera i po prostu pójść na badanie krwi? Historia Jacka Ostrowskiego to lustro, w którym powinno przejrzeć się wielu z nas. Rak prostaty we wczesnym stadium często nie daje jasnych objawów, a gdy te się pojawiają, bywają nietypowe i łatwe do zbagatelizowania. Pisarz dopiero z perspektywy czasu połączył fakty, które wcześniej wydawały mu się nieistotne. To największa pułapka nowotworu – on nie krzyczy, on szepcze, dopóki nie zajmie strategicznych punktów w naszym ciele. Regularne badanie PSA to koszt kilku minut i niewielkich pieniędzy, a jednak wciąż traktowane jest przez panów jako naruszenie ich tabu czy wręcz godności. To absurd, za który płaci się najwyższą cenę, tracąc szansę na wyleczenie, gdy choroba jest jeszcze tylko lokalnym problemem.

Dziś Jacek Ostrowski mówi głosem tysięcy pacjentów onkologicznych, którzy chcieliby cofnąć czas. Jego postawa pokazuje, że walka z nowotworem to nie tylko medycyna, ale przede wszystkim psychika. Pisanie stało się dla niego formą autoterapii, sposobem na uporządkowanie chaosu, który wdziera się w życie po usłyszeniu diagnozy. Choć chemioterapia odbiera siły, to chęć przekazania prawdy innym daje mu paliwo do działania. Ta historia to memento: zdrowie to męska sprawa, a prawdziwa odwaga nie polega na ignorowaniu bólu, lecz na zmierzeniu się z nim w gabinecie lekarskim. Czy zdąży jeszcze kupić dom w Hiszpanii? Tego nie wiemy, ale wiemy jedno – jego walka i książka mogą sprawić, że wielu innych mężczyzn zdąży na swój własny wyjazd, bo w porę zrobią ten jeden, kluczowy krok w stronę urologa.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Trump kontakty handlowe
Europejski kraj postawił się USA. Trump stracił cierpliwość. "Zerwiemy całkowicie handel"
Zbiórka po śmierci polskiego fotoreportera
Ruszyła zbiórka po śmierci polskiego fotoreportera. Już uzbierano wysoką sumę
None
Jackowski przewiduje "sztuczny kryzys". "To spowoduje braki wielu rzeczy"
Żaneta Rosińska, Kuba Wojewódzki
Plotki wokół Wojewódzkiego. Tajemnicze nagrania żony
Świeczka
Polska żegna jednego z najbogatszych przedsiębiorców. Jego nazwisko znał każdy
Torbicka
Jak dobrze znasz Grażynę Torbicką? Te pytania mogą zaskoczyć
Wybór Redakcji