Wyszukaj w serwisie
newsy tylko u nas foto telewizja lifestyle quizy O nas
News.Swiatgwiazd.pl > Newsy > Oscary 2026: Była 00.50 gdy na Oscarach padło polskie nazwisko. Zaraz potem wrzawa na widowni
Magdalena Szymańska
Magdalena Szymańska 16.03.2026 01:57

Oscary 2026: Była 00.50 gdy na Oscarach padło polskie nazwisko. Zaraz potem wrzawa na widowni

Oscary 2026: Była 00.50 gdy na Oscarach padło polskie nazwisko. Zaraz potem wrzawa na widowni
fot. East News

Polska twórczyni podbija Hollywood! Podczas tegorocznej gali Oscarów oczy branży zwrócone są na utalentowaną kostiumografkę z Polski, która otrzymała nominację w kategorii Najlepsze Kostiumy. Kim jest?

  • 98 Gala wręczania Oscarów
  • Polka nominowana do Oscara
  • Kto otrzymał nagrodę za najlepsze kostiumy?

Kim jest Małgorzata Turzańska?

W świecie wielkiego kina rzadko zdarza się, by nazwisko osoby odpowiedzialnej za ubrania aktorów było równie rozpoznawalne, co nazwisko reżysera. A jednak Małgorzata Turzańska, urodzona w 1980 roku w Krakowie, systematycznie pracuje na status gwiazdy drugiego planu – tej, bez której mroczne lasy czy futurystyczne wizje nie miałyby swojego ciężaru. Jej historia to klasyczny przykład na to, że jeśli rodzimy system edukacji nie nadąża za ambicjami, trzeba szukać rozwiązań gdzie indziej.

Kiedy Turzańska zaczynała swoją drogę, polskie uczelnie filmowe nie posiadały dedykowanych wydziałów skupionych stricte na projektowaniu kostiumów w nowoczesnym wydaniu. Zamiast czekać na zmiany, krakowianka wybrała Pragę, a konkretnie Akademię Sztuk Scenicznych (DAMU). To tam chłonęła europejską wrażliwość, którą później doprawiła amerykańskim rozmachem na New York University Tisch School of the Arts. Ta mieszanka – czeskiej precyzji i nowojorskiej odwagi – stała się jej znakiem rozpoznawczym. Przeprowadzka do Nowego Jorku w 2005 roku okazała się strzałem w dziesiątkę. Miasto, które nigdy nie śpi, dało jej przestrzeń do eksperymentów, a zdobyte w 2017 roku amerykańskie obywatelstwo ostatecznie przypieczętowało jej status w branży. Choć karierę zaczynała u boku Agnieszki Holland przy produkcji „Janosik. Prawdziwa historia”, szybko udowodniła, że potrafi samodzielnie kreować wizualne języki całych opowieści. Prawdziwym testem był film „Wydarzyło się w Teksasie”, ale to nowsze projekty sprawiły, że o Turzańskiej zaczęto mówić w kontekście najważniejszych nagród branżowych.

Jej styl pracy to zaprzeczenie nudy. Nie znajdziemy tu zwykłego odtwarzania historycznych gorsetów. Widać to doskonale w serialu „Stranger Things”, gdzie estetyka lat 80. została podana w sposób tak autentyczny, że stała się globalnym trendem. Z kolei w produkcjach takich jak „X” czy „Pearl” kostiumy Turzańskiej budują napięcie niemal na równi ze scenariuszem. To ona ubrała krwawą historię w estetykę retro, która jednocześnie przeraża i fascynuje. Jednym z najbardziej wymagających artystycznie wyzwań była praca przy filmie „The Green Knight”. Tam kostiumy przestały być tylko ubraniem, a stały się elementem onirycznego, mrocznego krajobrazu. Ostatnim głośnym sukcesem jest projektowanie do filmu „Hamnet”, który zdobył nominację za najlepsze kostiumy, potwierdzając, że polska projektantka jest obecnie w absolutnej czołówce swojej profesji.

Mimo ogromnych sukcesów, Turzańska pozostaje postacią niezwykle konkretną. W mediach społecznościowych, zamiast pławić się w luksusach, woli pokazać kulis pracy na planie czy detale tkanin, które zainspirowały ją do stworzenia danej postaci. To właśnie ta dbałość o szczegół i brak strachu przed ryzykiem sprawiły, że krakowska kostiumografka stała się jedną z najbardziej pożądanych specjalistek w dzisiejszym Hollywood.

Oscary 2026: Była 00.50 gdy na Oscarach padło polskie nazwisko. Zaraz potem wrzawa na widowni
Małgorzata Turzańska fot. EaST News

O czym jest Hamnet?

W powszechnym wyobrażeniu William Szekspir to monument. Widzimy go jako literackiego giganta w sztywnej kryzie, który siedzi przy biurku i produkuje arcydzieła jedno po drugim. Filmowa adaptacja powieści Maggie O’Farrell skutecznie rozbija ten pomnik. „Hamnet” nie jest bowiem kolejną laurką dla genialnego dramaturga, lecz surowym obrazem życia w cieniu wielkiego nazwiska. To opowieść, która zamiast na scenę londyńskiego teatru, zagląda do dusznej kuchni w Stratfordzie, gdzie prawdziwe życie toczyło się bez udziału oklasków.

Główny ciężar historii spoczywa na barkach Agnes, żony Williama. W tradycyjnych przekazach historycznych postać Anne Hathaway (bo tak naprawdę się nazywała) była często spychana na margines lub przedstawiana jako niewykształcona kobieta, która „uwięziła” młodego geniusza małżeństwem. Twórcy filmu odwracają tę optykę. Agnes jawi się tu jako postać niemal pierwotna, silnie związana z naturą i ziołolecznictwem. Podczas gdy mąż realizuje swoje ambicje w odległym Londynie, ona zostaje na miejscu, by walczyć z codziennością, która w XVI wieku była brutalna i nieprzewidywalna. To ona jest kręgosłupem tej rodziny, podczas gdy William wydaje się jedynie gościem we własnym domu. Punktem zwrotnym i emocjonalnym detonatorem opowieści jest rok 1596. To wtedy dochodzi do tragedii, która na zawsze zmienia dynamikę rodziny Szekspirów – w wieku 11 lat umiera ich syn, Hamnet. Film nie bawi się w tanie melodramaty. Śmierć dziecka jest tu pokazana jako zdarzenie ciche, gwałtowne i przerażająco ostateczne. Widz obserwuje nie tyle sam proces umierania, co pustkę, jaka zostaje w domu po wyniesieniu małego ciała. To właśnie ten moment staje się kluczem do zrozumienia późniejszej twórczości Szekspira.

Najważniejsza teza postawiona w tej historii dotyczy relacji między życiem a sztuką. Sugeruje się wprost, że bez śmierci Hamneta świat nigdy nie usłyszałby o Hamlecie. Nazwisko bohatera najsłynniejszego dramatu świata nie jest przypadkową zbieżnością – w tamtych czasach imiona te stosowano zamiennie. William, nie potrafiąc poradzić sobie z rolą ojca w żałobie, ucieka w pisanie. Przelewa swój ból na papier, próbując w pewien sposób ożywić syna na scenie, nadać jego śmierci jakikolwiek sens. Jest to portret artysty, który buduje swój sukces na rodzinnym zgliszczu. Warto zwrócić uwagę na to, jak film odziera epokę elżbietańską z niepotrzebnego lukru. Nie ma tu złotych karoc ani dworskich intryg. Jest za to brud, zapach ziół, strach przed zarazą i poczucie osamotnienia kobiety, która musi udźwignąć stratę, podczas gdy świat wokół domaga się kolejnych komedii i tragedii. „Hamnet” to przypomnienie, że za każdą wielką historią, którą czytamy w podręcznikach, kryją się ludzie z krwi i kości, którzy płacili ogromną cenę za to, by ktoś inny mógł przejść do nieśmiertelności.

Kto otrzymał Oscara za najlepsze kostiumy?

W świecie Oscarów rzadko zdarza się sytuacja, w której kibicujemy komuś tak mocno, jak Małgorzacie Turzańskiej. Jej praca przy „Hamnecie” to nie tylko rzemiosło, ale niemal malarstwo przeniesione na tkaninę. Jednak tegoroczna gala pokazała, że czasem subtelność musi ustąpić miejsca brutalnej sile wyrazu. Statuetka za najlepsze kostiumy trafiła do Kate Hawley, która ubrała nową wersję „Frankensteina”. I choć lokalny patriotyzm podpowiada żal, chłodna analiza każe przyznać, że mieliśmy do czynienia ze starciem dwóch zupełnie różnych filozofii projektowania.

Turzańska postawiła na elżbietańską delikatność, hafty i organiczność, które idealnie współgrały z intymnym dramatem rodzinnym. Z kolei Hawley weszła w świat „Frankensteina” z butami, i to dosłownie – jej kostiumy są ciężkie, brudne i przesiąknięte wilgocią dziewiętnastowiecznych laboratoriów. To nie są stroje, które mają zdobić aktora. One mają go definiować, a czasem wręcz ograniczać. Projektantka znana z zamiłowania do mroku i skomplikowanych faktur stworzyła wizję, która idealnie wpisuje się w estetykę body horroru. Największym atutem nagrodzonych kostiumów jest ich autentyczność. W kinie historycznym często widzimy ubrania, które wyglądają, jakby dopiero co zdjęto je z manekina w muzeum. U Hawley wszystko jest „zużyte”. Na mankietach widać osad, na połach płaszczy zaschnięte błoto, a materiały sprawiają wrażenie, jakby gniły razem z ich właścicielami. To właśnie ta namacalność, niemal fizycznie odczuwalna przez widza faktura ciężkiej wełny i patynowanej skóry, przeważyła szalę zwycięstwa.

Warto zwrócić uwagę na to, jak Hawley operuje symbolem. Kostiumy samej Kreatury to majstersztyk patchworku. To nie jest tylko ubranie – to metafora bytu zszytego z kawałków, odzwierciedlająca proces powstawania potwora. Zestawienie tego z niszczejącą elegancją Wiktora Frankensteina tworzy napięcie, którego nie da się zignorować. Dominacja zgniłych zieleni, rdzawych brązów i głębokiej czerni sprawia, że film staje się spójnym, mrocznym mononitem. Czy przegrana Turzańskiej to porażka? Absolutnie nie. Nominacja za „Hamneta” stawia Polkę w absolutnej elicie światowego kina. Przegrana z tak potężną, rzeźbiarską wizją, jaką zaprezentowała Hawley, to dowód na to, że kategoria kostiumów przestała być jedynie konkursem na „najładniejszą sukienkę”. Dziś wygrywa ten, kto potrafi za pomocą igły i nitki zbudować cały świat, nawet jeśli jest to świat pełen grozy i moralnego rozkładu. To była lekcja gotyckiego realizmu, którą Akademia postanowiła nagrodzić najwyższym laurem, doceniając odwagę w pokazywaniu brzydoty, która staje się fascynująca.

Oscary 2026: Była 00.50 gdy na Oscarach padło polskie nazwisko. Zaraz potem wrzawa na widowni
 Kate Hawley fot. East News
Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Trump kontakty handlowe
Europejski kraj postawił się USA. Trump stracił cierpliwość. "Zerwiemy całkowicie handel"
Oscars
Oscary 2026: Pełna lista zwycięzców. To oni dostali statuetki. Polak wśród wygranych
None
Oscary 2026: Polka nominowana do Oscara wykpiła Trumpa na oczach świata. To ubrała na czerwony dywan
Krystyna Janda
Krystyna Janda nie ukrywała wzruszenia na gali Orłów
None
Stylowa Małgorzata Kożuchowska na gali Orłów odsłoniła brzuch
Torbicka
Jak dobrze znasz Grażynę Torbicką? Te pytania mogą zaskoczyć
Wybór Redakcji