Najstarsza Polka, która ukończyła maraton. Niesamowita historia Aleksandry Raczyńskiej
Pani Aleksandra, nazywana przez przyjaciół i fanów „Królową Polskiego Nordic Walking”, a ostatnio także niestrudzoną maratonką, stała się ikoną aktywnego seniora. W czasach, gdy wiele osób w jej wieku ogranicza swoją aktywność do spaceru do najbliższego sklepu, ona planuje kolejne starty, szkoli innych i sędziuje na zawodach. Jej dzisiejsza obecność w telewizji to nie przypadek – to manifestacja postawy, którą chorzowianka promuje od lat: „Ruszaj się, bo zardzewiejesz”.
- Nigdy nie jest za późno. Pierwsza aktywność sportowa w wieku… 75 lat
- Pani Aleksandra Raczyńska jest miłościczką nordic walking
- Wiek nie ma granic, Pani Aleksandra pokazuje, że aktywność fizyczna jest dla każdego
Aleksandra Raczyńska - polska rekordzistka
Wielu ludziom wydaje się, że sport wyczynowy zarezerwowany jest dla młodych, silnych organizmów, które regenerują się w mgnieniu oka. Aleksandra Raczyńska udowodniła, jak bardzo mylne jest to przekonanie, ustanawiając rekord, o którym pisały media w całej Polsce, w tym „National Geographic”. Najgłośniejszym echem odbił się jej start w Atenach – kolebce maratonu. To tam, na historycznej i niezwykle wymagającej trasie, Pani Aleksandra dokonała niemożliwego.
Bieg w Atenach nie należy do łatwych. To nie jest płaski asfalt, po którym sunie się lekko do mety. To trasa pełna podbiegów, w słońcu, wymagająca nie tylko żelaznej kondycji, ale przede wszystkim niezłomnej psychiki. Aleksandra Raczyńska stanęła na starcie, mając już „na karku” grubo ponad 80 lat. I co najważniejsze – tym razem zostawiła swoje ukochane kijki do nordic walking w domu. Postanowiła biec. Biec tak, jak pierwsi maratończycy.
Jej wynik – poniżej 7 godzin – dla wielu amatorów jest nieosiągalny, a dla kobiety w jej wieku jest absolutnym fenomenem. Przekraczając linię mety na stadionie Panateńskim, stała się najstarszą Polką, która przebiegła królewski dystans 42 kilometrów i 195 metrów. W wywiadach, w tym również w dzisiejszym programie, wspomina ten moment z charakterystyczną dla siebie skromnością. Opowiada o kryzysach na trasie, o tym, jak trudne były podbiegi między 10. a 32. kilometrem, ale też o euforii, która dodaje skrzydeł, gdy widzi się metę.
- Kiedy biegniesz, nie myślisz o tym, ile masz lat. Myślisz o oddechu, o rytmie, o tym, żeby postawić kolejny krok – mówiła Pani Aleksandra.
Jej rekord to nie tylko statystyka w tabelach Polskiego Związku Lekkiej Atletyki czy biurach rekordów. To symbol przełamywania barier. Pokazała, że polska seniorka nie musi być kojarzona z fotelem i serialem, ale może być kojarzona z medalem, potem i łzami szczęścia na mecie jednego z najtrudniejszych biegów świata.
Co ciekawe, Pani Aleksandra nie spoczęła na laurach po ateńskim sukcesie. Dziś, mając 88 lat, wciąż jest w ruchu. Maraton w Rotterdamie czy inne wielkie imprezy biegowe są dla niej naturalnym środowiskiem. Nie boi się tłumu, rywalizacji ani zmęczenia. Wręcz przeciwnie – czerpie z nich energię życiową.

Królowa kijków, instruktorka i surowy sędzia
Choć ostatnio głośno jest o jej wyczynach biegowych, serce Aleksandry Raczyńskiej od lat bije w rytmie stukotu kijków o asfalt. To właśnie nordic walking stał się jej pierwszą wielką miłością na sportowej emeryturze. I nie mówimy tu o rekreacyjnym spacerowaniu z kijkami „na zakupy”, co niestety często można obserwować na polskich ulicach. Pani Aleksandra uprawia prawdziwy, sportowy nordic walking.
Jest certyfikowaną instruktorką, co w jej wieku jest ewenementem na skalę światową. Prowadzi zajęcia, ucząc poprawnej techniki. A ta jest kluczowa – odpowiednie wbicie kijka, praca ramion, długi krok, rotacja tułowia. Aleksandra Raczyńska jest w tej kwestii perfekcjonistką. Kiedy widzi kogoś, kto ciągnie kijki za sobą bezwładnie, nie waha się podejść i poprawić.
- Kijki mają cię napędzać, a nie przeszkadzać – powtarza swoim podopiecznym.
Jej wiedza i doświadczenie zostały docenione przez organizatorów zawodów w całej Polsce. Aleksandra Raczyńska zasiada w jury na profesjonalnych zawodach nordic walking. Jako sędzia jest sprawiedliwa, ale i wymagająca. Zna każdy niuans regulaminu. Zawodnicy wiedzą, że przed jej czujnym okiem nic się nie ukryje – ani podbieganie (które w chodzie jest zabronione), ani błędy techniczne.
W świecie nordic walking Pani Aleksandra również ma swoje rekordy. Potrafiła przejść ponad 100 kilometrów w trakcie zawodów ultra, takich jak „Leśna Doba”. Wyobraźmy to sobie: 24 godziny marszu, walka z sennością, bólem mięśni i chłodem nocy. Dla większości ludzi to abstrakcja. Dla niej – kolejne wyzwanie, które „trzeba” odhaczyć. Jej obecność na zawodach działa na innych elektryzująco. Kiedy młodzi zawodnicy widzą na trasie 88-latkę, która maszeruje z idealną techniką i uśmiechem na ustach, tracą prawo do jakichkolwiek wymówek. „Skoro Pani Ola może, to ja też muszę” – to zdanie, które często słychać w kulisach imprez sportowych.
„Ruszaj się, bo zardzewiejesz” – recepta na długowieczność
Podczas dzisiejszej wizyty w „Pytaniu na Śniadanie” nie mogło zabraknąć pytania o sekret jej formy. Jak to się robi, by w wieku 88 lat mieć tyle siły? Odpowiedź Pani Aleksandry jest prosta, ale i wymagająca: systematyczność i brak litości dla własnego lenistwa.
Jej motto życiowe: „Ruszaj się, bo zardzewiejesz”, nie jest tylko pustym sloganem. To filozofia, którą wdraża każdego dnia. Pani Aleksandra nie uznaje „złej pogody” na trening. Deszcz, wiatr, mróz? To tylko kwestia odpowiedniego ubrania. Jej tydzień jest wypełniony aktywnością. Oprócz biegania i marszów z kijkami, regularnie pływa, a zimą – morsuje. Hartowanie organizmu w lodowatej wodzie to dla niej sposób na budowanie odporności i charakteru.
Co niezwykle inspirujące, Aleksandra Raczyńska nie była sportowcem przez całe życie. Swoją przygodę z regularnym, intensywnym treningiem rozpoczęła późno, bo dopiero po 75. roku życia. To wiadomość, która daje nadzieję każdemu. Nigdy nie jest za późno, by wstać z kanapy. Wcześniej, owszem, była aktywna – chodziła po górach (gdzie zresztą poznała swojego męża), jeździła na rajdy turystyczne, ale prawdziwy sportowy reżim narzuciła sobie dopiero na emeryturze.
Jej dieta? Pani Aleksandra nie promuje skomplikowanych diet cud. Stawia na zdrowy rozsądek, ale przede wszystkim na to, by „spalać to, co się zjadło”. Ruch jest dla niej najlepszym metabolizmem. Ważny jest też aspekt społeczny. Sport dla Pani Oli to ludzie. Grupy biegowe, stowarzyszenia nordic walking, spotkania z innymi pasjonatami – to wszystko sprawia, że czuje się potrzebna i obecna w życiu społecznym. Nie zamyka się w czterech ścianach.
Jej postawa w dzisiejszym programie śniadaniowym jest najlepszym dowodem na to, że starość nie musi być smutna ani samotna. Aleksandra Raczyńska jest żywym dowodem na to, że pasja jest najlepszym eliksirem młodości. Zamiast liczyć lata i choroby, ona liczy kilometry i medale. I patrząc na jej energię dzisiaj, można być pewnym jednego – o kolejnych rekordach Pani Aleksandry jeszcze usłyszymy. Bo jak sama mówi, na metę przyjdzie jeszcze czas, a póki co, trasa wzywa.
Źródło: Goniec.pl, Pytanie na Śniadanie