"Matrix" chciał oszukać WOŚP. Lata temu wszyscy o nim mówili
To jedna z tych historii, które brzmią jak scenariusz filmowy, ale wydarzyły się naprawdę. Podczas jednego z finałów Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy 17-letni chłopak podał się za milionera i… oszukał Jurka Owsiaka oraz widzów, windując cenę licytacji do niebagatelnej sumy 5 milionów złotych. Swój nieodpowiedzialny czyn młodzieniec okupił pobytem w placówce opiekuńczej.
- Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy gra od 33 lat
- „Matrix” - nastolatek, który wywołał ogromne poruszenie
- Niedowierzanie i lekcja na przyszłość
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy gra od 33 lat
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy to organizacja, którą zna niemal każdy Polak. Od swojego powstania w 1993 roku fundacja Jerzego Owsiaka stała się symbolem corocznej wspólnej mobilizacji na rzecz zdrowia i życia najmłodszych pacjentów. Każdy finał WOŚP to nie tylko setki tysięcy wolontariuszy na ulicach miast i tysiące darczyńców, ale też miliony złotych zbierane na zakup najnowocześniejszego sprzętu medycznego dla szpitali w całym kraju. Dzięki temu od ponad trzech dekad WOŚP stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych i szanowanych organizacji charytatywnych w Polsce zarówno w przestrzeni publicznej, jak i w świadomości wielu rodzin, które dzięki zebranym środkom mogły otrzymać realną pomoc.
Każdy finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy niesie ze sobą ogromną energię społeczną, która co roku angażują tysiące ludzi. Od wolontariuszy kwestujących w mroźne styczniowe dni, przez sztaby organizacyjne działające w każdej większej miejscowości, aż po ludzi kultury i sportu, którzy wspierają aukcje i licytacje na rzecz fundacji. WOŚP to przede wszystkim wspólnota, która w każdej edycji pokazuje, że pomaganie może być pięknym doświadczeniem. Dochód z finałów idzie na cele medyczne, które często dotykają najtrudniejszych przypadków. Każda złotówka ma konkretny cel, a jej wartość można zmierzyć w sprzętach ratunkowych i ułatwieniach diagnostycznych dla najmłodszych pacjentów.
To dlatego WOŚP cieszy się ogromnym zaufaniem społecznym, bo ludzie czują, że ich wsparcie ma realny wpływ na życie najmłodszych. Choć organizacja regularnie prezentuje wyniki finansowe i udaje się jej utrzymywać transparentność, to jednak historia, która wydarzyła się niemal ćwierć wieku temu pokazuje, że nawet największe idee mogą zostać wystawione na próbę ludzkiej bezwzględności i chęci sensacji.

„Matrix” - nastolatek, który wywołał ogromne poruszenie
Historia ta wydarzyła się podczas wielkiego finału w 2003 roku. W kulminacyjnym momencie aukcji złotego serduszka - symbolu WOŚP i jednego z najbardziej pożądanych przedmiotów - pojawił się ktoś, kto zaoferował kwotę, o której nikt wcześniej nawet nie marzył. Kiedy kwota licytacji osiągnęła 200 tysięcy złotych, nagle pojawiło się kolejne podbicie do trudno wyobrażalnej kwoty 5 milionów złotych, co wywołało wśród obecnych mieszankę zdumienia, podziwu, ale też szeregu pytań. Jurkowi Owsiakowi trudno było powstrzymać gratulacje skierowane do tajemniczego licytanta.
Za pseudonimem „Matrix” ukrywał się Damian W., 17-letni mieszkaniec Ustki, który błyskawicznie znalazł się w centrum uwagi mediów i opinii publicznej. W wywiadach dla lokalnych gazet chwalił się, że dysponuje ogromnym majątkiem po babci, stąd zdolność zapłacenia tak gigantycznej kwoty. Z jego wypowiedzi emanowała pewność siebie, jednak to, co przedstawiał jako majątek wart miliony, szybko zaczęło budzić wątpliwości dziennikarzy i samych organizatorów.
Gdy poproszono go o dokumenty potwierdzające stan konta czy dowody finansowe, odmówił, a historia przez niego zbudowana zaczęła się rozpadać. Prawda w końcu wyszła na jaw - żaden majątek nie istniał, a cała opowieść była jedynie fantazją i manipulacją. Okazało się, że Damian wcześniej był już notowany za oszustwa, w tym za wyłudzenia około 50 tysięcy złotych poprzez fałszywe potwierdzenia wysyłki w aukcjach internetowych na szkodę wielu firm. Jego działalność to nie była jednorazowa zabawa, lecz wzorzec zachowań, który finalnie obnażył słabości systemu weryfikacji uczestników licytacji.
Niedowierzanie i lekcja na przyszłość
Gdy prawda o „Matrixie” wyszła na jaw, reakcje były mieszane. Faktem jest, że wiele osób początkowo uwierzyło w historię młodego „milionera”, co nie tylko wzbudziło sensację medialną, ale też stało się przestrogą dotyczącą naszej łatwowierności i braku ostrożności w sytuacjach, które dotyczą publicznych pieniędzy i zaufania społecznego.
Jedni komentatorzy podkreślali absurd całej sytuacji o tym, że 17-latek mógł przez chwilę oszukać samego Jurka Owsiaka. Inni ironizowali, że to właściwie „największy skandal w historii WOŚP” - określenie, które pojawiło się nawet w nagłówkach artykułów komentujących tę sprawę. I choć ma ono w sobie szczyptę żartu, to jednak historia Damiana W. rzeczywiście postawiła wiele pytań o to, jak organizatorzy licytacji mogą lepiej weryfikować oferentów i chronić integralność aukcji charytatywnych.
Dla WOŚP ta historia stała się również motywacją do refleksji nad mechanizmami zabezpieczeń i transparentności, które są kluczowe w przypadku każdej dużej kampanii dobroczynnej. Co prawda fundacja każdego roku przedstawia audyty i dba o jasne zasady, jednak musi mierzyć się z realnymi próbami nadużyć, co pokazuje, że nawet największe i najbardziej szlachetne inicjatywy nie są odporne na manipulacje.
Ostatecznie Damian W. trafił do pogotowia opiekuńczego, a jego ślad medialny z czasem zaginął. Od czasu do czasu jego wybryk wciąż jest jednak przywoływany jako przykład tego, jak ważne jest to, by społeczne inicjatywy były chronione przed oszustwami i nadużyciami.
