Maciej Maleńczuk zabrał głos ws córek. Padły słowa o zostaniu dziadkiem
Maciej Maleńczuk od lat przyzwyczaił publiczność do szczerości, dystansu i mówienia rzeczy, których inni artyści wolą unikać. Tym razem muzyk postanowił opowiedzieć o sprawach wyjątkowo osobistych – rodzinie, dorosłych dzieciach i refleksjach, które przychodzą z wiekiem. Jego słowa pokazują go w zupełnie innym świetle niż sceniczny wizerunek buntownika.
– Kim jest Maciej Maleńczuk poza sceną
– Rodzina, dzieci i wybory, które nie są oczywiste
– Ojcostwo, oczekiwania i spojrzenie z dystansu
– Podsumowanie i najważniejsze wnioski
Kim jest Maciej Maleńczuk – artysta i człowiek z krwi i kości
Choć przez lata jego wizerunek zdominowany był przez sceniczne alter ego – buntownika, prowokatora i komentatora rzeczywistości – prywatnie Maleńczuk funkcjonuje w znacznie spokojniejszej, bardziej wyciszonej przestrzeni. Sam przyznaje, że ojcostwo nauczyło go dystansu i pokory wobec życia. To rola, której nie da się wyreżyserować ani podporządkować artystycznym zasadom. Wymaga cierpliwości, uważności i zgody na to, że nie wszystko potoczy się zgodnie z własnymi wyobrażeniami.
Artysta jest ojcem czterech córek, które dziś są już dorosłe i prowadzą samodzielne życie. Nie pojawiają się na czerwonych dywanach, nie udzielają wywiadów i nie korzystają z rozpoznawalnego nazwiska ojca jako przepustki do medialnego świata. Maleńczuk podkreśla, że to był ich świadomy wybór. Choć wszystkie mają zdolności muzyczne i artystyczną wrażliwość, żadna nie zdecydowała się na karierę sceniczną. Dla muzyka nie jest to powód do rozczarowania, raczej dowód na to, że dzieci potrafią iść własną drogą, niezależnie od oczekiwań otoczenia.
W jego wypowiedziach wyraźnie wybrzmiewa szacunek do autonomii córek. Nie próbuje ich kształtować na swój obraz ani narzucać im własnych doświadczeń. Wręcz przeciwnie – zdaje się rozumieć, że świat, w którym dorastały, różni się od tego, który ukształtował jego samego. Stabilność, bezpieczeństwo i brak presji sprawiły, że nie musiały walczyć o miejsce ani udowadniać swojej wartości poprzez sztukę czy publiczną obecność.
Dopiero w dalszej części rozmów Maleńczuk pozwala sobie na bardziej osobiste refleksje. Mówi o czasie, który płynie szybciej, niż się spodziewał, o zmieniającej się perspektywie i o marzeniach, które pojawiają się wraz z wiekiem. Jednym z nich jest pragnienie zostania dziadkiem. To wyznanie pada bez patosu, raczej z nutą ironii i charakterystycznym dla artysty humorem, ale trudno nie dostrzec w nim autentycznej potrzeby rodzinnej ciągłości.
Jednocześnie muzyk jasno zaznacza, że jego córki nie myślą dziś o zakładaniu własnych rodzin. Nie planują macierzyństwa i nie czują takiej potrzeby. Maleńczuk mówi o tym otwarcie, bez oceniania, choć nie ukrywa, że jest to dla niego temat trudny. Zamiast presji wybiera jednak akceptację. Przyznaje, że nauczył się czekać i pogodził się z myślą, że nie wszystko da się zaplanować ani wymusić – nawet jeśli bardzo się tego pragnie.
Ta opowieść pokazuje Macieja Maleńczuka w zupełnie innym świetle. Nie jako skandalistę czy medialnego prowokatora, ale jako ojca, który z dystansem i dojrzałością patrzy na wybory swoich dzieci. Jego słowa są dowodem na to, że za sceniczną bezkompromisowością kryje się wrażliwość, a za ironią – potrzeba bliskości i ciągłości. To właśnie ten kontrast sprawia, że jego wyznania tak mocno rezonują i zaskakują nawet tych, którzy są przekonani, że o Maleńczuku wiedzą już wszystko.

Rodzina, dzieci i wybory, które nie są oczywiste
Dla Maleńczuka kluczowe jest to, że jego córki miały możliwość wyboru bez presji nazwiska i oczekiwań otoczenia. Artysta podkreśla, że nigdy nie próbował kierować ich decyzjami ani „ustawiać” im życia według własnych wyobrażeń. Wręcz przeciwnie – zależało mu, by miały przestrzeń do samodzielnego definiowania siebie, nawet jeśli oznaczało to całkowite odejście od świata, z którym on sam był kojarzony przez dekady. W jego wypowiedziach wyraźnie słychać przekonanie, że sukces nie musi oznaczać rozpoznawalności czy obecności w mediach.
Muzyk zwraca też uwagę na to, jak bardzo zmieniło się podejście młodego pokolenia do pracy, ambicji i życia prywatnego. Jego córki dorastały w innych realiach niż on – bez potrzeby buntu przeciwko systemowi, bez konieczności walki o głos i widoczność. Maleńczuk zauważa, że brak dramatycznych doświadczeń czy życiowych deficytów sprawił, iż nie czuły impulsu, by wyrażać siebie poprzez scenę czy sztukę w tak intensywny sposób. Dla niego samego to dowód na to, że stabilność bywa niedocenianym luksusem.
W rozmowach o rodzinie artysta często balansuje między powagą a ironią. Gdy pojawia się temat relacji jego córek, pozwala sobie na żart, ale wyraźnie zaznacza, że nie ingeruje w ich wybory. Ojcostwo w jego wydaniu to raczej uważna obserwacja niż kontrola. Z jednej strony obecna jest troska i naturalna ciekawość, z drugiej – świadomość, że dorosłe dzieci muszą same ponosić konsekwencje swoich decyzji.
Ta część jego opowieści pokazuje Maleńczuka jako ojca, który pogodził się z tym, że rodzina nie zawsze wpisuje się w tradycyjne scenariusze. Dla niego ważniejsze od spełniania społecznych oczekiwań jest to, że jego córki żyją w zgodzie ze sobą. Nawet jeśli ich wybory są „nieoczywiste” z perspektywy artysty o tak silnej osobowości, on sam traktuje je jako naturalny efekt wolności, którą starał się im zapewnić.
Ojcostwo, oczekiwania i spojrzenie z dystansu
W tych refleksjach wyraźnie widać zmianę perspektywy, jaka przychodzi wraz z wiekiem i doświadczeniem. Maleńczuk nie mówi już z pozycji buntownika, który podważa wszystko wokół, ale raczej jako ktoś, kto nauczył się, że życie bardzo rzadko układa się według wcześniej założonego planu. Marzenie o wnukach nie jest u niego roszczeniem ani pretensją wobec córek, lecz cichym pragnieniem, które istnieje obok pełnej akceptacji ich decyzji. To subtelna, ale istotna różnica, która pokazuje jego emocjonalną dojrzałość.
Artysta zwraca też uwagę na to, że współczesne podejście do rodziny i rodzicielstwa diametralnie różni się od tego, w którym on sam dorastał. Dla młodego pokolenia dzieci nie są oczywistym etapem życia, a decyzja o ich posiadaniu coraz częściej bywa odkładana lub w ogóle kwestionowana. Maleńczuk nie próbuje tego negować ani oceniać. Raczej obserwuje te zmiany z ciekawością i lekkim smutkiem, świadomy, że świat, który znał, po prostu odchodzi.
W jego wypowiedziach pojawia się też motyw samotności i ciszy, jaka przychodzi po latach intensywnego życia. Scena, trasy koncertowe, hałas, ciągłe bodźce – to wszystko stopniowo ustępuje miejsca refleksji i potrzebie bliskości. Marzenie o wnukach można odczytać właśnie w tym kontekście: jako tęsknotę za kolejnym etapem życia, który mógłby wypełnić przestrzeń po zakończonych już rozdziałach. Jednocześnie Maleńczuk zdaje sobie sprawę, że nie da się tej pustki zapełnić na siłę.
Muzyk nie stawia siebie w roli ofiary ani „ojca czekającego na spełnienie”. Wręcz przeciwnie – jego słowa pełne są ironii, autoświadomości i pogodzenia się z losem. Cytowana rada sąsiada, by po prostu poczekać, nie jest tylko żartem, ale filozofią, którą Maleńczuk zdaje się przyjmować. To postawa oparta na zaufaniu do życia i rezygnacji z potrzeby kontroli.
Cała rozmowa układa się w spójny obraz człowieka, który – mimo barwnej, często burzliwej biografii – doszedł do momentu wyciszenia. Ojcostwo nie jest dla niego rolą dominującą ani hierarchiczną, lecz relacją opartą na szacunku i wolności. Jego córki są dorosłe, samodzielne i idą własnymi drogami, a on sam uczy się być obok, nie przed nimi.
Najważniejszy przekaz wywiadu sprowadza się więc do prostego, ale mocnego wniosku: Maciej Maleńczuk marzy o wnukach, ale jeszcze bardziej ceni autonomię swoich dzieci. Akceptuje ich wybory, nawet jeśli oznaczają one rezygnację z tradycyjnego modelu rodziny. Za sceniczną bezkompromisowością kryje się tu czułość, cierpliwość i zgoda na to, że nie wszystko w życiu musi wydarzyć się „po kolei”. To portret ojca, który nie przestaje mieć marzeń, ale nauczył się żyć z tym, że nie wszystkie muszą się spełnić.
