Kolosalna kwota na zbiórce Adriana ze "Ślubu od pierwszego wejrzenia". To i tak nie wystarczy!
Choć w sieci pojawiły się informacje o imponujących sumach zebranych na leczenie, to pozorna szybka zbiórka to zaledwie część ogromnej układanki, jaką jest walka z ciężką chorobą i kosztami leczenia, które mogą przerosnąć najśmielsze oczekiwania.
- Od pierwszych objawów do ciężkiej diagnozy
- Kolejne etapy leczenia i nowa codzienność Adriana Szymaniaka
- Zbiórka, która wstrząsnęła całą Polską
Od pierwszych objawów do ciężkiej diagnozy
Początek historii leczenia Adriana Szymaniaka nie zapowiadał dramatu. Przez długi czas pojawiały się dolegliwości, które łatwo było zignorować lub przypisać zwykłemu zmęczeniu. Bóle głowy, gorsze samopoczucie, spadek energii. Nic, co jednoznacznie sugerowałoby chorobę nowotworową. Adrian funkcjonował normalnie, pracował, zajmował się rodziną i dziećmi, a dla wielu osób pozostawał po prostu jednym z uczestników programu „Ślub od pierwszego wejrzenia”, który po zakończeniu emisji wrócił do codziennego życia.
Sytuacja zmieniła się dopiero wtedy, gdy objawy zaczęły się nasilać. Zdecydowano się na dokładniejszą diagnostykę, w tym badania obrazowe głowy. Wyniki okazały się jednoznaczne i natychmiast wywróciły życie całej rodziny do góry nogami. Lekarze rozpoznali glejaka IV stopnia – nowotwór mózgu uznawany za jeden z najbardziej agresywnych i trudnych w leczeniu. Od tego momentu nie było już miejsca na odkładanie decyzji.
Pierwszym etapem terapii była operacja neurochirurgiczna. Jej celem było usunięcie jak największej części guza, przy jednoczesnym zachowaniu funkcji neurologicznych. Zabieg należał do skomplikowanych i obarczonych dużym ryzykiem, jednak był konieczny, by w ogóle rozpocząć dalsze leczenie. Po operacji Adrian przeszedł standardowy schemat terapii onkologicznej, obejmujący radioterapię oraz chemioterapię.
Ten etap okazał się bardzo obciążający dla organizmu. Pojawiło się silne osłabienie, problemy z apetytem, utrata masy ciała i trudności z codziennym funkcjonowaniem. Leczenie nie miało charakteru jednorazowego cyklu – było rozciągnięte w czasie i wymagało regularnych kontroli, badań oraz reagowania na zmiany stanu zdrowia. Każde kolejne badanie kontrolne wiązało się z napięciem i oczekiwaniem na wyniki.
Glejak charakteryzuje się nieprzewidywalnym przebiegiem, a leczenie skupia się głównie na spowolnieniu jego rozwoju i utrzymaniu możliwie dobrej jakości życia. Dla Adriana oznaczało to konieczność podporządkowania całej codzienności kolejnym etapom leczenia i długotrwałej rehabilitacji.

Kolejne etapy leczenia i nowa codzienność Adriana Szymaniaka
Po początkowej operacji i pierwszych cyklach chemii oraz radioterapii życie Adriana Szymaniaka w dużej mierze uległo zmianie. Choroba nie zniknęła, a każdy kolejny etap leczenia wymagał zarówno dużego wysiłku fizycznego, jak i psychicznego. Lekarze zdecydowali o dalszych terapiach uzupełniających, które mają na celu spowolnienie postępu guza i utrzymanie możliwie dobrego stanu zdrowia. Obejmowały one kolejne cykle chemii, leki wspomagające oraz dokładne monitorowanie reakcji organizmu na zastosowane środki. Każda wizyta w szpitalu oznaczała kilka godzin badań i konsultacji, a czasami również konieczność przyjęcia leków, które obciążają organizm jeszcze bardziej.
Codzienność Adriana wygląda dziś zupełnie inaczej niż przed diagnozą. Wiele rutynowych czynności, które wcześniej wydawały się banalne, teraz wymaga planowania i sporej dawki energii. Nawet proste wyjście z domu jest dokładnie przemyślane – trzeba wziąć pod uwagę samopoczucie, zmęczenie po kolejnej dawce chemii i czas na odpoczynek. Wspierają go najbliżsi, przede wszystkim żona, która towarzyszy mu niemal na każdym kroku i pomaga w organizacji dnia. Ta codzienna opieka stała się nieodłącznym elementem jego życia, a równocześnie ogromnym wyzwaniem dla całej rodziny.
Reakcje organizmu na leczenie bywają zmienne. Niektóre dni są stosunkowo spokojne, a Adrian może poświęcić czas na rozmowy z bliskimi czy krótkie spacery. Są jednak też dni, kiedy zmęczenie i skutki uboczne terapii niemal całkowicie uniemożliwiają normalne funkcjonowanie. To nie tylko fizyczne wyzwanie, ale też psychiczne – świadomość, że każda kolejna dawka leków czy badanie może przynieść złe wieści, sprawia, że codzienność nabiera napięcia i niepewności.
Choroba wymusiła zmiany, które wprowadzają ograniczenia, ale nie odbierają w pełni poczucia własnej tożsamości. To życie, w którym każdy dzień ma znaczenie, a proste czynności stają się osiągnięciami.
Przeczytaj także: Dominika Gawęda o rozwodzie z mężem. Nie było tak, jak tego oczekiwała
Zbiórka, która wstrząsnęła całą Polską
Gdy wiadomość o stanie zdrowia Adriana dotarła do mediów i internautów, reakcja była natychmiastowa. Fani programu „Ślub od pierwszego wejrzenia” oraz osoby, które wcześniej nie interesowały się jego historią, zaczęli włączać się w pomoc. Para zdecydowała się uruchomić zbiórkę. Celem było zebranie środków na dalsze leczenie i nowoczesne terapie, które w Polsce są trudne do sfinansowania i dostępne tylko w wybranych klinikach.
Reakcja internautów przerosła wszelkie oczekiwania. W pierwszej dobie na konto zbiórki wpłynęło ponad milion złotych. Każda wpłata była symbolicznym gestem wsparcia, ale jednocześnie realnym wkładem w możliwość kontynuowania leczenia. W sumie w ciągu kilku tygodni suma wpłat przekroczyła 2,37 miliona złotych, a liczba darczyńców zbliżyła się do 60 tysięcy osób. To pokazuje skalę zaangażowania ludzi, którzy zdecydowali się nie tylko obserwować, ale faktycznie włączyć się w walkę o życie Adriana.
Kwota ta, choć ogromna, wciąż nie pokrywała całkowitych kosztów terapii. Adrian i jego rodzina wyjaśniali, że plan leczenia obejmuje nowoczesne metody, w tym eksperymentalne leki i specjalistyczne procedury, które są niezwykle kosztowne. Ich celem jest nie tylko zatrzymanie postępu choroby, ale także zwiększenie szans na poprawę jakości życia i możliwość powrotu do względnie normalnej codzienności. Dzięki zbiórce możliwe było sfinansowanie kolejnych cykli leczenia, a każdy kolejny przelew dawał nadzieję, że terapia będzie kontynuowana bez przerw.
Zbiórka nie była jedynie finansowym wsparciem – dla Adriana i jego bliskich oznaczała również ogromną dawkę emocji i świadomość, że nie są sami. W sieci pojawiły się setki komentarzy pełnych słów otuchy, historie innych osób, które zmagały się z chorobą, oraz wsparcie od znanych twarzy z mediów. To wirtualne wsparcie, choć niewymierne w złotówkach, miało nie mniejsze znaczenie niż sama suma wpłat – pokazywało, że społeczność potrafi się zjednoczyć w trudnych momentach.
Mimo że zebrano już ponad 2,3 miliona złotych, nadal potrzeba więcej środków, aby pokryć wszystkie koszty terapii. Adrian i jego rodzina stoją przed trudnym wyzwaniem, ale jednocześnie mają realną szansę na kontynuowanie leczenia, dzięki wsparciu tysięcy osób. To pokazuje, że w trudnych sytuacjach społeczność internetowa może zdziałać naprawdę dużo, łącząc realną pomoc finansową z emocjonalnym wsparciem.
Dziś każdy, kto śledzi losy Adriana, wie już wszystko: choroba jest poważna, leczenie długie i kosztowne, ale dzięki zbiórce i wsparciu fanów możliwe jest podjęcie kolejnych kroków.
