Kucharz pracujący dla Magdy Gessler zamordował kolegę. Znamy szczegóły sprawy.
Nikt nie przypuszczał, że człowiek pracujący w jednym z najbardziej prestiżowych lokali w kraju skrywa tak makabryczną tajemnicę. Historia, która zaczęła się od radosnego świętowania, zakończyła się niewyobrażalną zbrodnią i desperacką próbą ukrycia prawdy. Finał tej sprawy mrozi krew w żyłach.
Dariusz K. poszukiwany przez rodzinę
To była jedna z tych historii, które zaczęły się od niewinnego udostępnienia zdjęcia w mediach społecznościowych. Na początku stycznia 2021 roku Internet obiegł apel o pomoc w odnalezieniu Dariusza K. Mężczyzna zniknął w sylwestrową noc, a jego telefon milczał jak zaklęty. Rodzina oferowała nagrodę, dziennikarze podchwycili temat, a pod postami mnożyły się wyrazy wsparcia. Wszyscy wierzyli, że Darek po prostu przedłużył sobie świętowanie. Rzeczywistość okazała się jednak znacznie mroczniejsza niż najgorsze domysły.
Zabawa na warszawskich Bielanach zamieniła się w krwawy dramat. Dariusz ostatni raz był widziany przy ulicy Marymonckiej. To tam, w mieszkaniu Pawła Z., odbywała się impreza zakrapiana alkoholem. Gdy gospodarz poszedł spać, między Darkiem a niejakim Tomaszem B. wywiązała się kłótnia. Choć napastnik próbował później przekonywać, że to ofiara chwyciła za nóż w samoobronie, finał był tragiczny. Tomasz B. odebrał Darkowi ostrze i z furią wbił mu je prosto w szyję. Cios okazał się śmiertelny, a pokój w jednej chwili spłynął krwią.

Co stało się naprawdę z Dariuszem K.
Zamiast wezwać pomoc, biesiadnicy postawili na brutalny pragmatyzm. Kiedy Paweł Z. się obudził, nie próbował ratować kolegi. Obaj mężczyźni, wciąż w sylwestrowych nastrojach, postanowili po prostu „posprzątać”. Zawinęli ciało Dariusza w dywan i folię malarską, po czym wywieźli je do lasu w Aninie. Tam, pod osłoną nocy, wykopali dół i wrzucili do niego zwłoki. Po wszystkim wrócili do mieszkania i jakby nigdy nic, kontynuowali świętowanie nowego roku.
Sprawcy byli przekonani, że zbrodnia doskonała istnieje. Tomasz B. czuł się na tyle pewnie, że zaczął planować życie za granicą. Wystawił swoje mieszkanie na sprzedaż i niemal dopiął transakcję. Policja zatrzymała go w ostatniej chwili, gdy wychodził od notariusza. Funkcjonariusze z „terroru” nie dali się zwieść pozorom. Dzięki analizie monitoringu i zeznaniom świadków, szybko powiązali fakty. Podczas wizji lokalnej morderca i jego wspólnik w końcu pękli i wskazali miejsce ukrycia zwłok.
Sekcja zwłok obnażyła brutalność tej zbrodni. To nie było jedno przypadkowe dźgnięcie, jak próbowali wmawiać śledczym oskarżeni. Darek miał liczne rany klatki piersiowej, twarzy oraz połamane żebra i łopatkę. Był przed śmiercią dotkliwie bity. To całkowicie podważało linię obrony o rzekomej samoobronie czy nagłym afekcie. Było jasne, że napastnik działał z ogromną agresją, a jego kompan w milczeniu mu w tym wszystkim sekundował.
Tomasz B. skazany
W tej sprawie kluczowe okazały się dowody, których sprawcy nie zdążyli zniszczyć. Choć sprzedali na złom samochód volvo, którym wywozili ciało, nowy właściciel nie zdążył go pociąć na kawałki. W aucie zabezpieczono ślady biologiczne, które stały się gwoździem do trumny oskarżonych. Dodatkowo, prywatny detektyw zatrudniony przez rodzinę wykonał ogromną pracę, która nakierowała policję na właściwy trop przy ulicy Marymonckiej.
Tomasz B. nie był debiutantem w świecie przestępczym. Ten kucharz z warszawskiej Starówki ledwie kilka miesięcy wcześniej wyszedł z więzienia po odsiadce za bójkę. Tym razem jednak system nie był dla niego łaskawy. W lutym 2022 roku zapadł wyrok, który uciął wszelkie nadzieje na wolność. Tomasz B. został skazany na dożywotnie pozbawienie wolności. Sąd nakazał mu również wypłatę wysokich zadośćuczynień dla rodziny ofiary.
Paweł Z., który pomagał chować zwłoki i zacierać ślady, usłyszał wyrok półtora roku więzienia. Mimo prób apelacji i zmieniania zeznań przez obu mężczyzn, sprawiedliwość stała się faktem w styczniu 2023 roku. Sprawa Dariusza K. pokazała przerażający brak empatii – człowiek, który miał być kolegą, stał się katem, a drugi, zamiast ratować życie, wolał chwycić za łopatę. Historia ta zakończyła się prawomocnym wyrokiem, pozostawiając po sobie jedynie smutny obraz tego, jak nisko może upaść człowiek po kilku głębszych w sylwestrową noc.


