Był ostry, jak Pavlović. Fani TzG uwielbiali jego riposty. Tak skończył
Przez trzynaście edycji był jedną z najbardziej wyrazistych postaci szklanego ekranu, a jego surowe oceny potrafiły doprowadzić do łez największe polskie sławy. Dziś Piotr Galiński świadomie wybiera ciszę mazurskiej wsi zamiast blasku fleszy i warszawskich bankietów. Jak wygląda życie legendarnego choreografa, który smoking zamienił na strój gospodarza?
Surowy juror, którego pokochały miliony
Piotr Galiński to nazwisko, które w historii polskiej rozrywki zapisało się złotymi zgłoskami. Jako wybitny tancerz i choreograf, specjalizujący się w tańcu jazzowym, towarzyskim i nowoczesnym, stał się naturalnym wyborem dla producentów, gdy w 2005 roku na antenie TVN debiutował format „Taniec z gwiazdami”. Przez sześć lat, aż do 2011 roku, Galiński zasiadał w najbardziej ikonicznym składzie sędziowskim, jaki widziała polska telewizja. Obok Iwony Pavlović, Beaty Tyszkiewicz i Zbigniewa Wodeckiego tworzył kwartet, który nie tylko oceniał, ale przede wszystkim edukował i bawił widzów przed telewizorami.
Widzowie zapamiętali go jako eksperta niezwykle wymagającego i bezkompromisowego. Galiński nie bał się wytykać gwiazdom braku techniki, „złej stopy” czy niedostatków w choreografii, co często budziło ogromne emocje. Jednak pod maską surowego sędziego krył się profesjonalista o ogromnej wiedzy, dla którego taniec był formą sacrum. Jego analizy były celne, a uwagi merytoryczne, co sprawiło, że stał się jednym z fundamentów sukcesu programu. Kiedy w 2011 roku ogłoszono zmiany w formacie, fani nie wyobrażali sobie show bez jego charakterystycznego spojrzenia i profesjonalizmu.
„Taniec z garami” i pożegnanie z show-biznesem
Po zakończeniu przygody z jurorskim fotelem, Piotr Galiński nie zniknął z mediów natychmiast, jednak jego ścieżka zawodowa zaczęła skręcać w zupełnie nową, zaskakującą stronę. Okazało się, że wielką pasją mistrza tańca jest… kulinaria. W 2013 roku wydał książkę, a następnie poprowadził autorski program „Taniec z garami. Kuchnia na moją nutę”. Widzowie mogli zobaczyć zupełnie inne oblicze Galińskiego – pełnego ciepła gospodarza, który ze swadą opowiada o zdrowym odżywianiu i autorskich przepisach. Jego kulinarna przygoda trwała dalej, czego dowodem był udział w programie Polsatu „Top Chef. Gwiazdy od kuchni” w 2016 roku, gdzie u boku pisarki Małgorzaty Kalicińskiej udowadniał, że w kuchni czuje się równie pewnie, co na parkiecie.
Mimo sukcesów w nowej branży, Piotr Galiński zaczął odczuwać przesyt życiem w ciągłym biegu i pod obstrzałem fotoreporterów. Podjął odważną decyzję, na którą stać niewielu ludzi sukcesu: postanowił całkowicie wycofać się z życia publicznego. Zamiast walczyć o kolejne kontrakty reklamowe czy miejsca w nowych talent-show, postawił na prywatność i spokój. Spakował swoje życie w stolicy i przeniósł się na Mazury, do niewielkiej, malowniczej wsi Sorkwity. To tam uwił swoje nowe gniazdko, z dala od zgiełku miasta, szukając harmonii z naturą, której tak bardzo brakowało mu w świecie wielkich produkcji telewizyjnych.
Kury zielononóżki zamiast czerwonych dywanów
Dzisiaj 67-letni Piotr Galiński jest człowiekiem spełnionym i, jak sam podkreśla, bardzo szczęśliwym. Dawny juror „Tańca z gwiazdami” prowadzi na Mazurach gospodarstwo, które stało się jego całym światem. Zamiast oceniać popisy celebrytów, Galiński zajmuje się hodowlą kur rasy zielononóżka, które znoszą niezwykle cenione i zdrowe jaja. Praca na roli, choć fizycznie wymagająca, przynosi mu satysfakcję, której nie dawały mu telewizyjne nagrody. Były gwiazdor TVN-u rzadko pokazuje się publicznie, a każdy jego powrót do mediów jest traktowany jako wyjątkowe wydarzenie.
Choć Galiński chroni swoją prywatność, od czasu do czasu robi wyjątki dla wiernych fanów. W 2022 roku gościł w programie „Dzień dobry TVN”, gdzie z dumą oprowadzał reporterów po swoim gospodarstwie, pokazując, jak wygląda codzienność emerytowanego choreografa. Z kolei w 2023 roku pojawił się gościnnie w „Hell’s Kitchen”, gdzie wystąpił w roli eksperta od… jajek, oceniając dania przygotowane przez uczestników. Patrząc na dzisiejszego Piotra Galińskiego – uśmiechniętego, wypoczętego i otoczonego naturą – widać, że decyzja o ucieczce z show-biznesu była strzałem w dziesiątkę. Dawny juror udowodnił, że największe szczęście można odnaleźć nie w blasku jupiterów, ale we własnym ogrodzie, żyjąc w zgodzie z własnym rytmem.